Blog
Lodowcowe Pole
Alpejski
38 obserwujących 312 notek 580198 odsłon
Alpejski, 9 sierpnia 2018 r.

W rocznice śmierci Edyty Stein

1476 100 2 A A A


Kto szuka prawdy, poszukuje Boga, bez względu na to, czy sobie z tego zdaje sprawę, czy nie.

Telefon z Nicei odebrałem wczesnym rankiem – jutro będziemy w Balicach. Odbierzesz nas? Jasne odpowiadam bez namysłu – wszak już wcześniej ustaliliśmy datę.

Od kilku dni obłożony materiałami jeszcze z czasów fakultetu, w którym uczestniczyłem podczas studiów, przypominałem sobie wszystkie szczegóły dotyczące historii obozów w Auschwitz. Z moim przyjacielem przylatywał, bowiem jeden z uczestników procesu kanonizacyjnego Edyty Stein i jego pragnieniem było odwiedzić miejsce śmierci świętej i jej siostry. Przyznam się Wam, że wtedy o Edycie Stein nie wiedziałem wiele. Przecież, aby poznać to, co pisała nie wystarczyło kilka dni, więc postanowiłem pozostać przy materiałach oświęcimskich, układając sobie strategię, że dowiem się więcej od mojego gościa.

Byłem ciekaw, kogo spotkam. Wiedziałem, że to niezwykły człowiek. Diakon Jana Pawła II, egzorcysta, doktorat z pogranicza medycyny i teologii. Jego droga do wiary była niezwykła. Z pochodzenia Szwajcar, władający kilkoma językami. Przez lata pracował dla jednej z najbardziej ekskluzywnych firm na świecie, z powodzeniem kierując rynkiem dalekowschodnim. Przez lata mieszkał w Japonii. Taki wzorzec sukcesu w wielkiej korporacji… Pewnego dnia odnalazł Boga i wybierając mury klasztoru Benedyktynów we Francji, pozostawił to wszystko za sobą. Potem studia i doktorat w Rzymie…

Witam moich gości. Szczupły mężczyzna, szara koszula z koloratką, niezbyt wysoki i lekko łysiejący. Jak to we Francji przyjęte na powitanie uściski. Przekroczyliśmy bramki autostrady w Balicach i zaczyna się rozmowa. Ustalamy porządek wizyty. Jutro wizyta o Kardynała? Potem jedziemy do Oświęcimia. Następny dzień Łagiewniki, po Łagiewnikach park narodowy. Dojeżdżamy do domu. A on prosi czy może zadzwonić. Jasne. Telefon do kurii. Rozmowa po włosku. Jutro o 8:00 w kurii, przyjmie nas Kardynał – oznajmia uśmiechnięty gość. To ty nie miałeś terminu? - pytam. Nie - odpowiada zdziwiony. Jaja sobie robisz! W Polsce nie da się umówić z Kardynałem z dnia na dzień – protestuje mój przyjaciel. Da się, ludzie małej wiary – odpowiada mój gość, a mój przyjaciel niemal krztusi się obiadem.

Następnego dnia meldujemy się w Kurii o 8:00. Na dziedzińcu stoją samochody i kierowcy. Ktoś nie chce nas przepuścić, bo Kardynał ma dziś dużo obowiązków. Rozmowa z sekretarzem i okazuje się, że tamten przed chwilą, to tylko jakiś nadgorliwiec. Siadamy i czekamy chwilę. Rozpromieniony Kardynał wita się najpierw z nami, a na końcu z moim gościem. Rozmawiają dobrą chwilę po włosku. Rozumiem tylko, że opowiada o celu swoje wizyty w Polsce i tym, co we Francji porabia. Potem kolej na nas, kim jesteśmy i co robimy. Na koniec błogosławieństwo na podróż i wizytę w Polsce. Udajemy się na Wawel. Zmieniamy plan i jedziemy najpierw na Łagiewniki potem do Tyńca. Na Oświęcim zostawiamy sobie cały następny dzień. Podczas powrotu rozmawiamy o wierze mojego gościa. Widzę wiele analogii z drogą Edyty Stein... To, że dostałeś ten termin  u Kardynała, to chyba kolejny Jej cud - mówię śmiejąc się i wznosząc teatralnie oczy do góry. Gość klepie mnie po ramieniu, uśmiechając się szelmowsko.

Auschwitz.

Zaczynamy od zwiedzania pierwszego obozu. Prowadzę mojego gościa po znanych mi obiektach. Jestem tu „przewodnikiem” nie wiem, który to już raz. Potem podchodzimy do Brzezinki. Sylweta obozu rośnie powoli w oczach. Rozmowa milknie. Przekraczamy bramę, wchodzimy na wieżę i patrzymy na obóz jakąś chwilę. Oczami wyobraźni widzę wjeżdżający na rampę pociąg. Tu 9 sierpnia 1942 roku przybyła też Edyta Stein i jej siostra Róża. Pognane do komory gazowej, zaraz po przybyciu, zginęły wśród konwulsji, krzyku i zawodzenia przerażonych ludzi. Potem stos lub czeluście pieca i popioły rozsypane nie wiadomo gdzie… Zamordowano tu całą grupę nawróconych na katolicyzm Żydów, przewiezioną z Holandii. Aresztowano ich 2 sierpnia 1942 roku w odwecie za list Episkopatu Holandii, w którym biskupi bronili Żydów. Tego samego dnia, najprawdopodobniej w tej samej komorze, zginęła z nią inna żydowska konwertytka lekarz dermatolog, a potem tercjanka dominikańska Lisamaria Meirowsky. Być może też ojciec Wolfgang Rosenbaum…

Podążamy wzdłuż rampy prosto przed ruiny krematorium. Milczymy. Stajemy nad murami i dalej milczymy. Odchodzimy po chwili zaglądając po drodze do baraków obozowych. Czujemy, że nie jest potrzebne ani jedno słowo… Wychodzimy przed bramę jakby przygarbieni. Milczymy też w samochodzie dobrą chwilę. Księgarnia. Mój gość szuka literatury po francusku o obozie. Opowiada, że we Francji spotkał wielu, dla których Auschwitz to polski obóz. Z nimi się nie da rozmawiać, wiedzą swoje – mówi oglądając jedną z książek.

Edyta Stein studentka i doktorantka u Edmunda Husserla w Getyndze. Pochodziła z pobożnej żydowskiej rodziny. Mając czternaście lat powiedziała swojej mamie, że czuje się ateistką i zaprzestała praktyk religijnych. Odnalazła Boga w Chrystusie i przyjęła chrzest w 1922 roku mając 31 lat, wbrew woli swojej mamy. Do zakonu Karmelitanek Bosych w Kolonii wstąpiła w 1933 roku, a w 1938 złożyła śluby zakonne. W zakonie przyjęła imiona Teresa Benedykta od Krzyża. Zamordowana z powodu tego, że była Żydówką. Szczególne miejsce zajmowała w sercu Papieża Jana Pawła II, który ogłosił ją w 1987 roku błogosławioną, a potem w 1998 roku świętą. Rok później ogłoszona patronką Europy.

Ateistka, która wybrała Chrystusa uznając, że jest on zapowiadanym Mesjaszem. Wybitna intelektualistka, która odnalazła Boga studiując pisma św. Teresy z Avilii. Uznała, że Boga szuka się rozumem, co zawarła w słynnym zdaniu - kto szuka prawdy, poszukuje Boga, bez względu na to, czy sobie z tego zdaje sprawę, czy nie.


Myśląc o tym opuściliśmy Oświęcim i pojechaliśmy do Olkusza, a stamtąd do Ojcowskiego Parku Narodowego, otuleni przepięknymi widokami rozmawialiśmy o tym, co przeżyliśmy przed chwilą, odwiedzając miejsce niewyobrażalnych zbrodni. Zbrodni z perspektywy - jaką dawał nam widok, ze szczytu wysokiej skały na płynący pod naszymi stopami Prądnik, mieniący się pomarańczowymi refleksami popołudniowego słońca, szum wiatru wśród gałęzi ogromnych platanów i śpiew ptaków - jeszcze bardziej niepojmowalnych.

Siedzieliśmy w miejscu śmierci Królowej Halickiej i księżniczki polskiej, i czekał nas jeszcze całkiem zaskakujący dzień. 

Ale to już nie jest temat na notkę, ani teraz ani w przyszłości.


Opublikowano: 09.08.2018 14:19. Ostatnia aktualizacja: 09.08.2018 17:59.
Autor: Alpejski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Są sytuacje kiedy nie wolno milczeć. Spis treści bloga w notce pod linkiem: https://www.salon24.pl/u/alpejski/817263,spis-tresci-bloga-i-podziekowania

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Amstern  A co się naprawdę wydarzyło? Czy Niemcy mogą być z tego dumni? Ciągniesz...
  • @stephanus67  Smutno mi to właściwe określenie stanu ducha po zapoznaniu się z tym...
  • @Piotr Występ  No to dał pan tutaj na moim blogu niezły występ...

Tematy w dziale Kultura