10 obserwujących
79 notek
55k odsłon
  50   0

Historycznie nadzwyczajne zyski

Prawa i sprawiedliwa redystrybucja - ujęcie subiektywne.

Obserwuję obecne rządy z wielkim, stoickim zainteresowaniem. Nie krytykuję, bo krytyka do obozu rządzącego nie trafia. A jeśli już znajdzie drogę do ucha władcy, to wywołuje skutek zupełnie odwrotny do celu jaki miała osiągnąć. Nie chwalę, bo wiecie wszyscy, że jak chwalicie kogoś nadmiernie, to momentalnie rosną mu rogi i ogon. Od czasu do czasu podzielę się swoimi przemyśleniami na temat ekonomii, gospodarki, zarządzania czy prawa. I tylko z tego powodu kierują tę notkę do człowieka, który promuje pomysł podatku od nadmiarowych zysków oraz uzasadnia konieczność wprowadzenia go pomocą dla najbiedniejszych ludzi, którzy sobie nie radzą.

Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć, radzi nam polskie przysłowie. A mnie ciśnie się ono na język po każdorazowym gospodarczym pomyśle obozu rządzącego. Aż do dziś, gdy spokojnie wysłuchałem rozmowy posła Cymańskiego i red. Mazurka w RMF FM. Mocno mnie poruszyła powyższa rozmowa, gdyż poseł Cymański, jako jeden z niewielu posłów ma wykształcenie ekonomiczne, dużo książek czyta i pięknie śpiewa. I nie wiem, która jego specjalizacja wpłynęła na rozum, ponieważ określając się jako prosty ekonomista (tytuł uzyskany w czasach głębokiego polskiego socjalizmu), były lustrator bankowy, który zasiada w komisji budżetowej jest ZA wprowadzeniem podatku od nadzwyczajnych zysków. I szczerze uzasadnia wprowadzenie podatku sprawiedliwością społeczną… Całość przekazu płynącego z owej rozmowy dopełnia widok koszulki siwego redaktora Mazurka z napisem: DEFEAT SOCJALIZM.

Po przetrawieniu podatkowego pomysłu ministra Sasina oraz stanowiska posła Cymańskiego postanowiłem dopisać dalszą część naszemu przysłowiu: lepiej mądrego posłuchać, niż do głupków mówić. A jednym z takich mądrych jest Arthur Laffer, którego koncepcja teoretyczna oparta na reprezentacji za pomocą krzywej zależności między stawką opodatkowania a dochodami jasno wskazuje czym się ten nadzwyczajny podatek skończy. Z drugiej strony zastanówcie się na spokojnie, czy będąc właścicielem w taki sposób opodatkowanego podmiotu wypracowywalibyście nadzwyczajne zyski, czy raczej zwiększylibyście inwestycje oraz koszty, by nie wykazywać zysku?

I nie chcę wciągać Was, czytelnicy, w odwieczną wojnę o to, czy gospodarka ma być kapitalistyczna, czy komunistyczna, czy socjalistyczna, czy jakakolwiek inna. Ci starsi pamiętają eksperymenty gospodarcze poprzedniego systemu i odczuwają wady i zalety systemu wprowadzonego przed rządami PIS oraz widzą to co z nim robi obecny sejm. Notka, to nie jest dobry instrument do bezgranicznej i niekończącej się dyskusji o zaletach i wadach systemów politycznych i gospodarczych.

Szczerze powiem, nie rozumiem wypowiedzi ministra Sasina. Minister zajmujący się gospodarką, człowiek o wykształceniu historycznym. Wszystko mu wolno powiedzieć, bez względu na to co ludzie już od kilku wieków wiedzą na temat praw ekonomii. I jako pasjonat historii nawet go lubię. Nie rozumiem, ale lubię. Nie rozumiem, gdyż wprowadzany w Polsce system redystrybucji owoców gospodarki jest skazany na niepowodzenie. Nie dlatego, że ja tak mówię, czy stado ekonomistów, bankowców czy przedsiębiorców. Nie dlatego, że w przeważającej ilości książek o gospodarce i ekonomii jasno opisano skutki wprowadzenia redystrybucji wg. politycznego uznania. I o ile prosty, socjalny ekonomista Cymański może tego nie wiedzieć, to historyk Sasin powinien. Z racji wykształcenia.

Przechodząc do sedna. System tak bliski sercu partii rządzącej swoje powstanie zawdzięcza kulturze minojskiej. Namawiam was właśnie do tej konkretnej historii, gdyż jest to kultura, z której czerpiemy do dziś i jest nam najbliższa. Kultura swą nazwę zawdzięcza królowi Minosowi, legendarnemu władcy wyspy Krety. Pierwsze ślady obecności ludzi na Krecie archeolodzy datują na 6 000 lat p.n.e. Tak daleko nie ma sensu się cofać w analizie ekonomiczno-gospodarczej. Czas około 1 700 p.n.e. powinien być dobrze znany każdemu historykowi i od niego zacznijmy. Po wielu, w tych stuleciach, trzęsieniach ziemi ludzie odbudowali cywilizację stawiając wielopiętrowe pałace ze spłukiwanymi toaletami (marzenie premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego). Kultura minojska pozostawiła po sobie wiele artefaktów i tabliczek glinianych zapisanych pismem linearnym A. Język wprawdzie pozostaje nam nieznany, aczkolwiek lingwistom udało się odcyfrować znaczenie niewielu słów. Obecna znajomość pisma linearnego pozwala nam stwierdzić, że było ono wykorzystywane do tworzenia dokumentacji w postaci spisów: wykazu towarów przyjętych i wydanych, wykazu towarów zmagazynowanych, inwentarza żywego, posiadłości ziemskich i personelu. Minojczycy bardzo dbali o księgowość i ewidencjonowali wszystko, od rydwanów, przez towarowe długi, wpływy, rozchody, aż po pachnidła. Pałacowe wykazy sporządzane na glinianych tabliczkach obejmują rytualne dary dla bogów, wyżywienie personelu oraz surowce wydawane rzemieślnikom, niezbędne do ich pracy. Zachowały się spisy metali wydawanych kowalom…o węglu nie wspominało się. Co ciekawe, nie znaleziono dowodu w owych artefaktach na istnienie kursu wymiany między różnymi rodzajami towarów. Przykładowo jaka ilość ziarna stanowiła odpowiednik owcy. Nie ma także żadnego śladu, by w wymianie używano kruszców, tym bardziej, że na wynalezienie monet trzeba było czekać jeszcze tysiąc lat… Społeczeństwo, po którym zostały ruiny okazałych pałaców najpewniej opierało się głównie na systemie redystrybucji. Władza centralna mówiła producentom, ile muszą dostarczyć do centralnego punktu zbiorczego i decydowała też, jaką cześć otrzyma każdy z członków społeczności celem wyżywienia i jako wynagrodzenie. Innymi słowy pałace nie wspierały gospodarki rynkowej, w której produkty rolne i wyroby rzemieślnicze wymieniane są na zasadach kupna i sprzedaży. Kreteński system redystrybucji wymagał pomysłowości oraz posiadania skomplikowanego systemu administracji. Dla przyjmowania i rozchodowania oliwy i wina pałace posiadały rozległe magazyny (dla przybliżenia osobom o mniejszej wyobraźni: spójrzcie dzisiejszą rządową agencję rezerw strategicznych i jej składnice), wypełnione misami, kubkami i chochlami. Proces gromadzenia i redystrybucji dotyczył rzemieślników i producentów żywności. Urzędnicy pałacowi szczegółowo określali wysokość wkładu rzemieślników, co sprowadzało się do określenia kwoty wyrobów. I wszystko działało jak w zegarku… do czasu. Do czasu, aż z kultury minojskiej pozostał nieliczny kamień na kamieniu.

Czy zauważyliście podobieństwa do tego w jaki sposób ówcześni i obecni rządzący zapewniali „szczęście poddanym”? Aż ciarki na plecach mam. Stety, niestety, ludzie położyli kres tej szczęśliwości. Zwyciężył wolny rynek, aczkolwiek redystrybucja owoców pracy maluczkich przez wiedzących najlepiej i najmądrzejszych wraca co chwilę na karty naszej, ludzkiej historii, a czasem objawia się teraz, na naszych oczach.

Czym i jak się skończy owa radosna redystrybucja? Historia nam odpowiedziała wiele razy… i to minister Sasin powinien wiedzieć, no chyba że nie był na tym wykładzie.

Na koniec zostawiam ministra Sasina oraz was, drodzy czytelnicy z cytatem z twórczości amerykańskiego filozofa i poety Georga Santayana: „Kto nie pamięta historii skazany jest na jej ponowne przeżycie”.

P.S.

Dla ciekawych historii Grecji polecam książki Thomas R. Martin’a, z których czerpałem całymi garściami.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale