4 obserwujących
63 notki
66k odsłon
  972   0

Zakazy wypowiedzi: droga (w najlepszym wypadku) donikąd


Widać tu bezsens rozumowania leżącego u podstaw zakazów „propagowania faszyzmu” (bądź „mowy nienawiści”). Gdyby rozumowanie mogące jakoś tam uzasadnić zakazy takich typów ekspresji (bo powiedzmy sobie, argument, że propagowanie faszyzmu czy innego totalitaryzmu albo „mowa nienawiści” może pośrednio prowadzić do przemocy jest jakimś tam, moim zdaniem jak najbardziej wartym rozważenia, uzasadnieniem zakazu tego rodzaju aktów ekspresji – w odróżnieniu od argumentu, że ktoś się nie zgadza z wyrażanymi przez tego typu akty ekspresji poglądami, bo to w demokracji w oczywisty sposób nie może być uzasadnieniem ograniczenia wolność słowa – oraz, z drugiej strony, np. argumentu, że wypowiedzi takie bezpośrednio prowadzą do przemocy – ten argument sam w sobie może uzasadniać ograniczenie w pewnych przypadkach wolności słowa – lecz w przypadku „propagowania faszyzmu” czy nie będącej bezpośrednio niebezpiecznym podżeganiem do przemocy „mowy nienawiści” jest on w sposób oczywisty empirycznie fałszywy – przecież „faszystowskie” treści nie działają na swoich odbiorców tak, że w sposób natychmiastowy, w następstwie wywołanych kontaktem z takimi treściami emocji dokonują oni takich czynów, jak morderstwa, pobicia i inne akty gwałtu i destrukcji) zastosować konsekwentnie – tj. wobec wszelkich rodzajów wypowiedzi, w odniesieniu do których wspomniana tu droga rozumowania mogłaby znaleźć zastosowanie, to rezultatem tego – pod warunkiem tylko przekucia tego rozumowania w obowiązujące prawo – byłaby redukcja zakresu wolności słowa do poziomu mniejszego nawet niż w państwach totalitarnych. Bo – jak stwierdził niegdyś sędzia Sądu Najwyższego USA Oliver Wendell Holmes (w swoim votum separatum w sprawie Gitlow v. New York z 1925 r.) „Każda idea jest podżeganiem” zaś „jedyną różnicą między wyrażeniem opinii a podżeganiem w węższym znaczeniu jest entuzjazm mówcy dla oczekiwanego przez niego rezultatu”. Jeżeli można karać za głoszenie pewnych idei – np. idei faszystowskich – z tego powodu, że są one „podżeganiem” – tzn. że mogą one u niektórych osób pobudzać przekonania i emocje motywujące te osoby do dokonywania takich czy innych przestępstw – to dlaczego nie można byłoby karać za głoszenie wszelkich idei, w odniesieniu do których dałoby się wysunąć analogiczny argument?


Argumentu, że takie czy inne rodzaje wypowiedzi powinny być zakazane z tego powodu, że mogą one w jakiś pośredni sposób – pobudzając takie czy inne przekonania i emocje u niektórych osób – przyczyniać się do dokonywania przez niektórych ludzi aktów przemocy i innych przestępstw nie da się więc zastosować w sposób konsekwentny – próba takiego jego zastosowania musiałaby prowadzić ewidentnego absurdu. Czy można zastosować go w sposób niekonsekwentny? Odpowiedź na to pytanie jest taka, że … no cóż… tak się w praktyce robi. Ale z tym podejściem także są ewidentne problemy. Jednym z nich jest to, o czym tu była już mowa – że podejście to każe zadać pytanie: dlaczego karać za szerzenie pewnych „niebezpiecznych” treści, zaś tolerować szerzenie równie – można argumentować – niebezpiecznych innych? Pojawia się tu też problem równego traktowania ludzi będących w ewidentnie podobnej sytuacji przez prawo, co jest poniekąd wymogiem konstytucyjnym (zob. art. 32 Konstytucji RP:

1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

2. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.). Moim zdaniem jest ewidentną dyskryminacją w życiu społecznym i politycznym, a także naruszeniem zasady równego traktowania wszystkich przez władze publiczne taka sytuacja, że ktoś żywiący nienawiść czy pogardę wobec takich grup, jak przykładowo – robotnicy, rolnicy, bezrobotni, lekarze, nauczyciele, przedsiębiorcy, komornicy – by wymienić tylko niektóre możliwe grupy – może bezkarnie ciskać wobec tych grup kalumnie, podczas gdy za podobne wypowiedzi pod adresem takich grup, jak przykładowo, Żydzi, Niemcy, Ukraińcy, Prawosławni, Protestanci, Katolicy, Kaszubi, Łemkowie czy agnostycy lub ateiści grozi nawet więzienie (kodeks karny przewiduje kary za „publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość” oraz za „publiczne znieważenie grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości” – lecz nie za nawoływanie do nienawiści czy znieważanie z innych przyczyn – np. przynależności do jakichś innego, niż wspomniane powyżej rodzaju grup społecznych).


Pojawia się też pytanie o możliwość pojawienia się – w następstwie istnienia i akceptacji zakazów tego rodzaju wypowiedzi, co „propagowanie faszyzmu” (lub innego ustroju totalitarnego) czy „mowy nienawiści” – tzw. mechanizmu równi pochyłej – tzn. że istnienie takich zakazów doprowadzi, z biegiem czasu, do powstania kolejnych, a dalej jeszcze następnych – coraz to dalej idących i coraz bardziej ograniczających wolność słowa. O tym, że możliwość zaistnienia takiego mechanizmu nie jest zagrożeniem wyssanym z palca świadczyć mogą próby rozszerzenia przepisów kodeksu karnego o „mowie nienawiści”. Obecnie, jak była tu już mowa, zakazane jest „publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość” (art. 256 § 1 k.k. – penalizuje on również „publiczne propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa”) oraz „publiczne znieważenie grupy ludności albo poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości (art. 257 k.k. – przewiduje on karę również za naruszenie czyjejś nietykalności cielesnej z wymienionych w nim powodów). W Sejmie kadencji 2011 – 2015 partie lewicowe – tj. SLD i Twój Ruch Janusza Palikota - dążyły do rozszerzenia zakresu zakazanych wypowiedzi na takie, które nawołują do nienawiści czy znieważają konkretnych ludzi lub całe grupy z takich powodów, jak wiek, płeć, tożsamość płciowa, niepełnosprawność i orientacja seksualna. Platforma Obywatelska proponowała z kolei (w 2012 r.) wprowadzenie przepisu przewidującego karę do 2 lat więzienia dla kogoś, kto „publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności narodowościowej, etnicznej, rasowej, politycznej, społecznej, naturalnych lub nabytych cech osobistych lub przekonań, albo z tego powodu grupę osób lub osobę znieważa”. Natomiast Stowarzyszenie Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita” w 2011 r. zaproponowało wprowadzenie zakazu publicznego rozpowszechniania informacji, które mogą doprowadzić do propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, albo szerzenia nienawiści lub pogardy na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność bądź orientację seksualną (miała za to grozić tylko grzywna lub ograniczenie wolności– ale jedynie za pierwszym razem – recydywa miała być karana nawet trzyletnim więzieniem). Żadna z tych propozycji nie stała się, jak wiadomo, obowiązującym prawem, nie wiadomo też, czy ktoś będzie chciał do nich wracać, lecz warto o nich wspomnieć z racji potencjalnie wręcz niezwykłego zakresu ograniczenia wolności słowa, jakie propozycje te przewidywały. Jeśli obowiązującym prawem stałby się art. 256 § 1 k.k. w jego wersji zaproponowanej ponad 8 lat temu przez PO, to przestępstwem stałoby się znieważanie takich grup i „nawoływanie do nienawiści” przeciwko takim grupom, jak np. partie polityczne. Co najmniej potencjalnie karalne stałoby się nawoływanie do nienawiści i znieważanie takich grup, jak neonaziści, czy sataniści – wszak według propozycji PO zakazane miało być publiczne nawoływanie przeciwko grupie osób albo poszczególnej osobie albo znieważenie takiej grupy lub osoby z powodu przekonań. Można byłoby sobie wyobrazić karanie za nawoływanie do nienawiści przeciwko takiej grupie, czy znieważanie takiej grupy, jak pedofile. Nie są aby skłonności pedofilskie naturalną czy też nabytą cechą osobistą, z powodu której to cechy nie wolno byłoby w myśl projektu PO grupy osób posiadającej taką cechę znieważać lub nawoływać do nienawiści (a więc po prostu złych emocji) wobec niej? Z kolei odnośnie pomysłu „Otwartej Rzeczypospolitej” warto zauważyć, że projekt ten przewidywał karalność rozpowszechniania nawet zupełnie prawdziwych – a dalej, nie obraźliwych, nie nienawistnych i oczywiście nie propagujących faszyzmu czy innego ustroju totalitarnego informacji, jeśli tylko prokurator a następnie sędzia uznaliby, że w następstwie zetknięcia się z taką informacją ktoś mógłby wpaść na pomysł propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa albo szerzenia nienawiści lub pogardy na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność bądź orientację seksualną. Lecz do np. szerzenia nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych czy jeszcze innych może prowadzić szerzenie informacji, których rozpowszechniania członkowie Otwartej Rzeczypospolitej raczej – jak myślę – nie proponowaliby zakazać. I tak np. w czasie kryzysu uchodźczego w 2015 r. pod tekstami na temat uchodźców na stronie internetowej Gazety Wyborczej ukazywała się taka ilość nienawistnych komentarzy, że redakcja tej strony postanowiła wyłączyć możliwość ich komentowania. W samych tekstach GW nie było oczywiście nic obraźliwego czy nienawistnego wobec uchodźców. Tyle tylko, że w świetle propozycji przedstawionej przez O.Rz. ten fakt najprawdopodobniej nie byłby obroną przed odpowiedzialnością karną – wystarczające do popełnienia przestępstwa byłoby to, by jakieś informacje mogły skłonić kogoś do szerzenie nienawiści lub pogardy wobec określonych rodzajów grup – co we wspomnianym przypadku przecież ewidentnie miało miejsce. Nawet wyłączenie możliwości komentowania wspomnianych artykułów – i co za tym idzie, uniemożliwienie szerzenia nienawiści lub pogardy na forum GW – mogłoby nie chronić ich autorów, czy też redaktora przed karą – według propozycji O.Rz. przestępstwem miało być publiczne rozpowszechnienie informacji, które mogą doprowadzić do propagowania faszyzmu czy innego totalitaryzmu bądź szerzenia pewnych rodzajów nienawiści lub pogardy – nie było konieczne faktyczne doprowadzenie do którejkolwiek z tych rzeczy (zawsze można byłoby powiedzieć, że jeśli nawet zostało uniemożliwione szerzenie nienawiści czy pogardy na stronie internetowej konkretnej gazety, to ktoś, u kogo taka nienawiść lub pogarda mogła zostać wywołana, mógłby szerzyć tę nienawiść czy pogardę gdzie indziej). Widać więc jasno, że wspomniane propozycje – szczególnie „O.Rz.” były propozycjami w istocie rzeczy totalitarnymi – mogącymi doprowadzić – w przypadku ich rzeczywistego egzekwowania – do drastycznej redukcji zakresu wolności słowa. Ja w każdym razie już całkiem dawno doszedłem do wniosku, że zakazy „mowy nienawiści” – właśnie poprzez możliwość zadziałania wspomnianego tu mechanizmu „równi pochyłej” – są potencjalną drogą do totalitaryzmu i tyranii (zob. w tej kwestii mój tekst sprzed ponad 10 lat http://bartlomiejkozlowski.pl/hatelogic.pdf). Oczywiście, zachodzi pytanie o to, czy fakt, iż jakiś kraj posiada – tak jak obecnie Polska – przepisy wymierzone w „hate speech” oznacza to, że musi on przebyć całą tę drogę i stać się krajem w którym panuje trudna dziś jeszcze do wyobrażenia cenzura? To jest niestety pytanie o przyszłość, a jak stwierdził (ponoć) duński fizyk Niels Bohr „przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza, jeśli chodzi o przyszłość”. Skłonny jestem przypuszczać, że odpowiedź na to pytanie z dużym prawdopodobieństwem brzmi „nie” – w kontekście tego chciałbym zauważyć, że „Otwarta Rzeczpospolita” po cichu wycofała się ze swego kuriozalnego projektu, tak, że dziś nie da się go znaleźć na stronach internetowych tej organizacji, i podobnie PO nie lansuje obecnie swojego. Lecz mimo wszystko warto sobie uświadomić, jak daleko idące ograniczenia wolności słowa można byłoby uzasadnić w oparciu o tego rodzaju argumenty, przy użyciu których uzasadnia się zakazy „propagowania faszyzmu” czy „mowy nienawiści” i mieć to na uwadze.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo