4 obserwujących
63 notki
66k odsłon
  984   0

Zakazy wypowiedzi: droga (w najlepszym wypadku) donikąd


Innym oczywistym problemem, jaki wiąże się z obecnością w systemie prawnym przepisów zabraniającym „propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” „nawoływania do nienawiści” na tle takich lub innych różnic czy znieważania grup rasowych, narodowych, etnicznych itd. jest niejasność występujących w tego rodzaju przepisach pojęć. Co to jest np. „faszystowski ustrój państwa” którego zgodnie z art. 256 par. 1 k.k. nie wolno publicznie propagować? Tu akurat wydaje się oczywiste, że w tym akurat przypadku chodzi o ustrój panujący w hitlerowskiej III Rzeszy, a także we Włoszech pod rządami Mussoliniego. Lecz aby, czy tylko? Czy za faszystowski ustrój państwa można uznać system, jaki istniał np. Hiszpanii w okresie rządów gen. Franco bądź w Portugalii pod rządami Salazara? W artykule w Wikipedii na temat frankizmu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Frankizm) można przeczytać, że duża część badaczy uważa doktrynę polityczno – społeczną frankizmu za hiszpańską gałąź ideologii faszystowskiej, ale jednak nie wszyscy. Załóżmy więc, że ktoś propagowałby wprowadzenie w Polsce takiego ustroju, jak ten, który istniał w Hiszpanii za czasów gen. Franco i zostałby z tego powodu oskarżony o propagowanie ustroju o charakterze faszystowskim. To, czy zostałby za to skazany zależałoby od tego, na jakiego sędziego by trafił – czy na takiego, który uznałby, że frankizm to po prostu faszyzm, czy na takiego, który doszedłby do wniosku, że jest to jednak coś trochę innego. Pojęcie „propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” rodzi więc niepewność co do prawa – co do tego, co jest jeszcze dozwolone, a co już zakazane. Przy czym w przypadku „innego ustroju totalitarnego” za którego propagowanie również można nawet trafić do więzienia jest z tym prawdopodobnie jeszcze gorzej. Przyjmuje się, ogólnie rzecz biorąc, że pod pojęciem tym należy rozumieć przede wszystkim komunizm – choć można pod nim rozumieć także np. ustrój oparty na fundamentalizmie islamskim czy nawet jakiś ustrój dopiero wymyślony przez jego propagatora. Ale zatrzymując się chwilowo na komunizmie – bo to jego propagowanie zapewne ze stosunkowo największym prawdopodobieństwem mogłoby zostać uznane za propagowanie innego ustroju totalitarnego, niż wyraźnie wymieniony w art. 256 § 1 k.k. ustrój faszystowski – czy każdą wersją takiego ustroju można uznać za ustrój totalitarny? Sądzę, że mało kto spierałby się odnośnie tego, że ustrój totalitarny istniał np. w ZSRR w czasach stalinowskich, w Chinach za rządów Mao Ze Donga, w Kambodży pod rządzami Pol Pota, a także – jak myślę – co do tego, że w Korei Północnej ustrój taki istnieje do dziś. Ale czy taki ustrój państwa istniał – dajmy na to – w Polsce za rządów Edwarda Gierka – czy nawet Gomułki (lub Jaruzelskiego)? Na ten temat można byłoby się pewnie spierać długo, przy czym każdy z uczestników takiego sporu z dużym prawdopodobieństwem pozostałby przy swoim zdaniu. Odnośnie pojęcia „totalitaryzmu” chciałbym też zauważyć, że w literaturze na temat tego, co to jest totalitaryzm znane jest takie pojęcie, jak totalitarna demokracja – warto zobaczyć na ten temat artykuł w Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Demokracja_totalitarna, można też znaleźć inne artykuły na temat tego pojęcia po wpisaniu w wyszukiwarkę odpowiedniego hasła. Nie przypuszczam wprawdzie, by ktoś – w jakimś przynajmniej względnie niedługim czasie – mógł zostać w Polsce skazany za propagowanie „totalitarnej demokracji” – można się wręcz zastanawiać, czy Polska do takiej właśnie formy ustrojowej nie zaczyna się w coraz większym stopniu zbliżać (obecne protesty przeciwko decyzji Trybunału Konstytucyjnego uznającej za niezgodną z konstytucją dopuszczalność aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu – a także wyraźny spadek poparcia dla rządzącej partii - pozwalają mieć jakąś nadzieję, że do czegoś takiego nie dojdzie) – ale sam fakt, że takie pojęcie jest znane pokazuje, jak potencjalnie rozciągliwe jest pojęcie „totalitarnego ustroju państwa” i co za tym idzie, zakazu publicznego propagowania takiego ustroju.


I również niejasne jest, co dokładnie oznacza „propagowanie”. Sąd Najwyższy, w uchwale z 28 III 2002 r. stwierdził, że „propagowanie, w rozumieniu art. 256 k.k., oznacza każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu, w zamiarze przekonania do niego, faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa”. Co z uchwały tej wynika, to to, że ustrój faszystowski czy inny totalitarny wolno prezentować – opisywać, przedstawiać w dziełach tego typu, co np. filmy, o ile tylko nie robi się tego w celu przekonania innych do takiego właśnie ustroju. Fajnie – ale jak stwierdzić, jaki zamiar miał ten, kto w taki czy inny sposób prezentował taki ustrój? Przecież nie da się np. zbadać czyjegoś mózgu pod kątem sprawdzenia tego, czy działał on z takim zamiarem, czy też nie. Można co najwyżej próbować w jakiś pośredni sposób wysnuć wnioski na ten temat. Lecz wnioski te mogą być złudne. Wiadome jest bowiem, że ludzie z reguły przypisują możliwie najlepsze intencje tym, których lubią, z którymi generalnie rzecz biorąc się zgadzają, i najgorsze tym, których darzą niechęcią, takim, których przekonania (czy jeszcze inne czynniki – takie nawet, jak sposób zachowania czy wygląd) wywołują ich irytację czy złość. Pojawiają się w związku z tym takie np. pytania: czy za przestępstwo określone w art. 256 k.k. można byłoby uznać opublikowanie np. „Mein Kampf” Adolfa Hitlera? (oczywiście książka ta jest dostępna w Internecie po polsku, aczkolwiek jej treść jest umieszczona oczywiście na znajdującym się poza Polską serwerze). Literalne odczytanie wspomnianej powyżej uchwały SN z 2002 r. wskazuje na to, że nie – chyba, że ten, kto ją publikuje robi to w zamiarze, i to bezpośrednim, przekonania innych do nazizmu. Ale jak można byłoby stwierdzić, czy ktoś publikujący taką książkę ma taki właśnie zamiar? Czy dopiero wówczas, gdyby opatrzył on tę książkę np. jakimś napisanym przez siebie wstępem pochwalającym wyrażane w niej poglądy, czy może również wówczas, gdyby nie opatrzył on tej książki żadnym – ani pochwalnym, ani potępieńczym – komentarzem? A może również wówczas, gdyby dołączony był do niej jakiś potępieńczy komentarz – można byłoby przecież powiedzieć, że komentarz ten ma na celu jedynie mydlenie oczu i ukrycie prawdziwych intencji prezentującego taką treść? Odpowiedzi na tego typu pytania zależą wyłącznie od subiektywnego widzimisię kogoś, kto został postawiony przed zadaniem odpowiedzenia na nie. Zachodzi też pytanie na czym może polegać „prezentowanie” takiego ustroju. W praktyce można zauważyć, że raczej trudno jest się spotkać z przypadkami propagowania takiego ustroju w sposób literalny odpowiadający kodeksowemu zapisowi, tzn. żeby ktoś jakiś totalitarny (faszystowski czy inny) ustrój opisywał i przekonywał do jego wprowadzenia – w każdym razie, nigdy nie zetknąłem się z informacją, by ktoś za coś właśnie takiego został oskarżony czy skazany. Przeważnie więc w sprawach o „publiczne propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” chodzi więc o – za przeproszeniem - bzdety – tego typu, że ktoś gdzieś tam nabazgrał swastykę, czy że jakoś tam trzymał jedną z czterech kończyn. Takie gesty czy symbole, zgodnie ze wspomnianą uchwałą SN z 2002 r. mogą zostać potraktowane jako „publiczne propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” pod warunkiem, że celem ich prezentowania jest przekonywanie do takiego właśnie ustroju. Jak jednak można stwierdzić, czy celem wykonywania np. gestu, który zdaniem jednych jest pozdrowieniem faszystowskim (czy nazistowskim), zdaniem innych salutem rzymskim – a zdaniem jeszcze innych zamawianiem pięciu piw – jest poważne propagowanie faszyzmu, czy może niekaralna w oparciu o art. 256 k.k. prowokacja – czy może jest to po prostu głupi żart? Kilkanaście lat temu głośna była sprawa oenerowców „hajlujących” na Górze Św. Anny. Oskarżeni w tej sprawie wyciągali prawe ręce w geście określanym przez nich jako rzymski salut, wypowiadając przy tym słowa „chwała bohaterom”. Zostali z tego powodu oskarżeni o publiczne propagowanie faszyzmu. Sąd Rejonowy w Strzelcach Opolskich w osobie sędzi Małgorzaty Marciniak dał się przekonać ich wyjaśnieniom, że wykonywanie wspomnianego gestu stanowiło nawiązanie do tradycji przedwojennego polskiego ruchu narodowego i umorzył postępowanie przeciwko nim, powołując się na zasadę „In dubio, pro reo”. Sąd Okręgowy w Opolu uchylił to postanowienie, w kolejnym procesie przed SR w Strzelcach Opolskich (przewodniczył sędzia Piotr Stanisławiszyn) zapadł wyrok skazujący (pół roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata i zakaz wykonywania rzeczonego gestu). Jakie było uzasadnienie? Otóż takie, że „Nie wolno w Polsce hajlować, bo ten gest kojarzy się z nazizmem, który pochłonął miliony ofiar” (na temat tej sprawy pisałem niegdyś w jednym ze swoich tekstów, zob. http://bartlomiejkozlowski.pl/heil.pdf). Oczywiście, nie sposób byłoby się nie zgodzić co do tego, że gest jaki oenerowcy wykonywali na Górze Św. Anny może się kojarzyć z nazizmem. Ale czy te skojarzenia dowodzą zamiaru przekonywania innych osób do faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa? Mogą być w ogóle powodem do uznania jakiegoś zachowania za przestępstwo skojarzenia, jakie dane zachowanie u niektórych ludzi wywołuje? Czy tylko gesty odpowiadające dokładnie gestowi znanemu powszechnie jako „heil Hitler” czy wizerunki nazistowskiej swastyki mogą się kojarzyć z nazizmem i zostać w rezultacie potraktowane jako przestępstwo? Co z gestami czy symbolami jakoś podobnymi do nich, ale nie identycznymi z nimi (np. trzymaniem prawej ręki z odgiętą do góry dłonią, rozczapierzonymi palcami, zgiętej w łokciu, uniesionej pod kątem nie ok. 45 stopni, tylko pod innym kątem, powykręcaną swastyką itp.)? Może zostać prezentowanie takich gestów czy symboli zostać uznane za propagowanie faszyzmu, i gdzie jest granica, przy której jest to możliwe, a poza którą już nie? Jak była tu już mowa, do popełnienia przestępstwa „publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” potrzebne są dwie rzeczy: publiczne prezentowanie takiego ustroju, oraz zamiar przekonania innych do niego. Zamiar, jak była tu już mowa, to coś, co tkwi w głowie sprawcy – nie da się go (przynajmniej na obecnym etapie rozwoju techniki) bezpośrednio stwierdzić, a co z kolei – w kontekście „propagowania ustroju” jest – również niezbędnym do zaistnienia przestępstwa – jego prezentowaniem? Na ile dany gest czy symbol musi być podobny do np. nazistowskiego pozdrowienia czy swastyki, by jego prezentowanie można było uznać za prezentowanie faszystowskiego ustroju, a kiedy różnica staje się na tyle duża, że o prezentowaniu takiego ustroju nie może być już mowy? No, przecież nie da się tego określić – a w każdym razie wszelkie próby określenia tego muszą mieć charakter subiektywny i arbitralny. Zachodzi też ważne, wydaje mi się, pytanie: czy prezentowanie jakiegoś gestu czy symbolu – zgoda, że kojarzącego się z określonym systemem politycznym – może być prezentowaniem ustroju państwa – co w myśl art. 256 § 1 k.k. i interpretacji tego przepisu przez Sąd Najwyższy stanowi - w połączeniu z zamiarem przekonywania do określonego ustroju – stypizowane w tym przepisie przestępstwo? Ustrój to przecież złożona rzeczywistość – pod pojęciem ustroju państwa rozumiemy to, jak państwo jest niejako zbudowane – kto sprawuje w nim władzę, jak władze są powoływane i jakie są ich uprawnienia, jakie są (i jak przestrzegane są) prawa obywatelskie i jakie są relacje między obywatelem, a władzą (oraz między samymi obywatelami w zakresie regulowanym przez państwo). Jakiś symbol może się oczywiście kojarzyć z takim czy innym ustrojem państwowym – przykładowo, amerykańska flaga może kojarzyć się niektórym ludziom z republikańskim, federacyjnym, względnie wolnościowym ustrojem, jaki istnieje w USA, zaś flaga brytyjska może się kojarzyć z ustrojem monarchii parlamentarnej, jaki istnieje w Zjednoczonym Królestwie – ale z pewnością ustrojem jako takim, czy jego prezentacją w sensie opisu (oczywiście, symbol nie może być ustrojem, bo ustrój to przecież prawna, a także fizyczna rzeczywistość) nie jest. W każdym razie, raczej nie wyobrażam sobie kogoś, kto twierdziłby, że prezentowanie flagi USA jest prezentowaniem ustroju państwowego Stanów Zjednoczonych, czy też, że prezentowaniem flagi brytyjskiej jest prezentowaniem ustroju Wielkiej Brytanii, bądź że prezentowanie flagi francuskiej jest prezentowaniem obecnego ustroju Francji i już kompletnie nie przypuszczam, by mógł się znaleźć ktoś twierdzący, że prezentowanie flagi polskiej jest prezentowaniem takiego ustroju, jaki obecnie istnieje w Polsce. Z faktu, że elementem przestępstwa „publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” musi być publiczne „prezentowanie” takiego ustroju i jednoczesnym stwierdzeniu, przyznaniu tego, że owo „prezentowanie” nie musi polegać na jakimkolwiek opisywaniu tego ustroju – ale że może polegać także na prezentowaniu kojarzących się z nim gestów czy symboli – przy czym w grę wchodzą nie tylko dokładnie takie gesty, jak w ścisłym sensie nazistowskie pozdrowienie lecz także gesty cokolwiek do nich podobne – oenerowcy na Górze Św. Anny krzyczeli „Chwała bohaterom” – a nie „Sieg heil” czy „heil Hitler” - wynika wniosek – a w każdym razie wniosek taki można byłoby wyciągnąć - że actus reus wspomnianego tu przestępstwa stanowi prezentowanie nie tyle – a w każdym razie niekoniecznie – „faszystowskiego lub innego ustroju państwa” lecz że wystarczające jest do tego prezentowanie jakiegoś jego elementu, czegoś, co się z takim ustrojem kojarzy. Zgoda, oczywiście, że swastyka czy gest nazistowskiego pozdrowienia (mimo ich hinduskiego czy rzymskiego pochodzenia) kojarzą się jako tako obeznanym z historią ludziom z nazizmem, można też od biedy twierdzić, że stanowiły one jakiś element nazistowskiego ustroju – choć można zadać pytanie, czy szczególnie istotny – wszak ustrój III Rzeszy byłby najprawdopodobniej tak samo totalitarny, okrutny i nieludzki gdyby symbolem tego państwa było coś innego, niż swastyka i gdyby naziści pozdrawiali się w jakiś inny sposób, niż to faktycznie czynili – oczywistym absurdem byłoby też dopatrywanie się np. jakiegoś związku przyczynowo – skutkowego między kształtem nazistowskich symboli bądź gestów – a praktykami ustrojowymi III Rzeszy – takim np. jak ludobójstwo na Żydach. Przyjmując jednak, że wspomniane symbole czy gesty stanowiły element – i to charakterystyczny – nazistowskiego ustroju III Rzeszy – nie sposób byłoby zaprzeczyć choćby temu, że nader charakterystycznym, a co więcej istotnym – może nawet najistotniejszym, lub przynajmniej jednym z najistotniejszych elementów tego ustroju był Adolf Hitler – a jednym z niewątpliwych elementów tegoż Hitlera były jego nader charakterystyczne wąsy. Pojawia się zatem pytanie: czy noszenie wąsów (lub jeszcze lepiej wąsów oraz fryzury) „A’la Hitler” nie mogłoby przypadkiem zostać uznane za „propagowanie faszyzmu”? Swego czasu takie pytanie zadałem w swej notce (drugiej, jaką opublikowałem) na Salonie24 (zob. https://www.salon24.pl/u/kozlowski/273198,czy-noszenie-wasow-a-la-hitler-moze-byc-przestepstwem). Oczywiście – zrobiłem to półżartem. Nie słyszałem o kimkolwiek skazanym, czy oskarżonym z powodu takiego zachowania, nie zetknąłem się nawet z informacją, by ktokolwiek domagał się ścigania czy to kogoś konkretnego za takie zachowanie czy ścigania za takie zachowania w sposób ogólny. Przede wszystkim, aby uznać takie zachowanie za przestępstwo, trzeba byłoby stwierdzić, że jego celem było przekonywanie innych do nazizmu jako formy ustrojowej państwa. O to zapewne nie byłoby łatwo – nie można byłoby przecież sprawdzić, jakie ktoś nosząc wąsy „A’la Hitler” miał myśli, i że były to myśli właśnie o propagowaniu w ten sposób nazizmu. Ale… czy brak możliwości bezpośredniego wykrycia takich myśli nie mógłby prowadzić do doszukiwania się ich niejako na skróty? Nie można by ich było przypisać komuś w sposób złośliwy? Nikt chyba nie powie, że możliwość taka nie istnieje. I jeszcze jedno: jeśli już ktoś tak bardzo obawia się potencjalnej możliwości przekonania innych do faszystowskiego ustroju państwa, że opowiada się za zakazem prezentowania (choć zapewne nie w każdym kontekście) prezentowania wspomnianych tu symboli i gestów, to chciałbym zauważyć, że do faszyzmu w sposób równie, jeśli nie bardziej efektywny można byłoby przekonywać w sposób inny, niż poprzez prezentowanie pewnego układu odcinków linii prostych lub trzymania w pewien sposób jednej z górnych kończyn. Nie może cokolwiek przekonywać niektórych ludzi do faszyzmu np. mapa zbudowanych w czasach Hitlera autostrad czy zdjęcia znakomitych jak na swoje czasy czołgów czy samolotów? Znów, oczywiście, nie mam się zamiaru posuwać do absurdu i twierdzić, że ktoś może zostać nazistą pod wpływem zobaczenia np. czołgu „Tygrys”, samolotu Messerschmitt Me 262 (pierwszego w historii bojowego samolotu odrzutowego) lub Volkswagena – Garbusa. Ale czy nie jest cokolwiek lepszą, niż np. krzyczenie np. Hitler czy Sieg Heil albo prezentowanie swastyki czy wyprostowanej prawej ręki „propagandą” na rzecz ustroju, jaki panował w III Rzeszy pokazywanie, że w państwie mającym taki ustrój powstały rzeczy sprawne, nowoczesne – czy nawet wyprzedzające swoje czasy – lub po prostu dobrze służące do dzisiaj (jak choćby autostrady)? Jeśli ktoś tak bardzo boi się możliwości przekonania niektórych ludzi do „faszystowskiego ustroju państw” że skłonny jest zakazywać takich zachowań, jak np. trzymanie w jakiś tam sposób prawej ręki czy krzyczenia „Heil Hitler, to powinien postulować zakaz również takich rzeczy (podobnie, jak wielu innych – np. opisywania rozwiązania problemu bezrobocia przez Hitlera poprzez zatrudnienie bezrobotnych przy budowie autostrad, czy militarnych sukcesów Wehrmachtu w początkowym okresie II wojny światowej) o ile tylko chciałby być w swoim rozumowaniu w miarę tylko konsekwentny. To prawda, że mógłby ktoś twierdzić, że celem takich aktów ekspresji, jak prezentowanie wizerunku samochodu Volkswagen – Garbus czy czołgu „Tygrys” nie jest – w odróżnieniu od np. krzyczenia „Heil Hitler” propagowanie nazizmu, lecz że intencja ta jest wobec określonej formy ustrojowej państwa całkowicie neutralna. Nie ulega wątpliwości, że intencja – inaczej mówiąc zamiar – jest w prawie karnym czymś nader istotnym – jest ona czymś istotnym również w przypadku przestępstwa z art. 256 par. 1 k.k. - Sąd Najwyższy orzekł – zarówno w odniesieniu do „publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” jak i (publicznego) „nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość” – że przestępstwo to może być popełnione wyłącznie z winy umyślnej w zamiarze bezpośrednim – nie wchodzi w grę jego popełnienie w wyniku tzw. zamiaru ewentualnego. Inaczej mówiąc, aby popełnić przestępstwo propagowania totalitarnego ustroju lub nawoływania do nienawiści trzeba chcieć przekonać innych do takiego ustroju bądź też chcieć wywołać czy podsycić u innych nienawiść wobec osób różniących się od nich takimi cechami, jak np. rasa, narodowość, czy wyznanie – samo tylko zdawanie sobie sprawy z potencjalnej możliwości przekonania kogoś do takiej czy innej formy totalitaryzmu lub wywołania u kogoś uczucia nienawiści na tle któregoś ze wspomnianych w art. 256 par. 1 k.k. rodzajów różnic i godzenie się z taką możliwością jest niewystarczające. Lecz próba różnicowania w ten sposób zachowań tradycyjnie karanych w oparciu o art. 256 par. 1 k.k. – takich, jak np. „hajlowanie” – i takich, odnośnie których nikt raczej nie postuluje, żeby za nie karać (choć de facto równie dobrze, o ile nie lepiej mogących przyczyniać się do przekonywania do faszyzmu) – a więc np. prezentowania map zbudowanych za Hitlera autostrad czy zdjęć Volkswagena – Garbusa – może być złudna. Była tu już mowa, że ktoś może np. „hajlować” czy nabazgrać gdzieś na murze swastykę nie mając poważnie na celu przekonywania innych do faszyzmu (a teoretycznie tylko i wyłącznie w przypadku udowodnienia, że sprawca takiego czynu działał w celu przekonania innych do faszystowskiego ustroju państwa powinien być on uznany za winnego popełnienia przestępstwa)…. choć oczywiście może się czasem zdarzyć, że ktoś taki będzie miał taki właśnie zamiar… lecz ze stwierdzeniem tego jest jak wiadomo problem, bo zamiar to coś, co leży w sferze czyichś myśli, których nie da bezpośrednio się zbadać. Ale – zakładając, że ktoś może np. „hajlować” w zamiarze przekonania przyglądających się mu ludzi do faszyzmu – co oczywiście nie wydaje się rzeczą niemożliwą – nie może ktoś przypadkiem prezentować np. mapy zbudowanych za rządów Hitlera autostrad – chcąc w ten sposób przekonywać swych odbiorców do faszyzmu – może nie w sposób nagły, natychmiastowy, bo jasne jest, że nikt raczej nie stanie się faszystą pod wpływem zobaczenia jakiejś jednej mapy – lecz stopniowy, krok po kroku? (przy okazji, niezależnie z jakim zamiarem ktoś prezentuje takie symbole, jak swastyka, czy gesty tego rodzaju, co gest „heil Hitler” jasne jest również, że nikt nie stanie się faszystą wyłącznie pod wpływem ujrzenia takiego symbolu czy gestu). Powie ktoś zapewne, że autostrady to nie ustrój, którego „prezentowanie” jest niezbędnym warunkiem popełnienia przestępstwa „publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa”. W tej kwestii można byłoby się zgodzić – gdyby nie jedno: swastyka, czy gest nazistowskiego pozdrowienia też nim nie jest - ustrój państwa to jego organizacja, kwestia tego, kto w danym państwie rządzi, jak wyłaniane są organa władzy itp. Czy – biorąc pod uwagę, że na podstawie art. 256 § 1 k.k. bywają karane takie zachowania, jak – przykładowo – „hajlowanie” – i to nawet wtedy, kiedy można byłoby mieć uczciwe wątpliwości, czy mają one na celu propagowanie faszyzmu (przynajmniej w sensie ustroju, jaki panował w III Rzeszy Niemieckiej czy we Włoszech Mussoliniego) – nie można byłoby uznać za określone w tym przepisie przestępstwo takich zachowań, jak wspomniane tu prezentowanie powstałych za Hitlera autostrad, samochodów, czołgów, samolotów itp.? Znów, rzecz jasna, nikt tego nie proponuje i również ja nie obawiam się, że do czegoś takiego (w jakimś względnie bliskim, w każdym razie, czasie) w Polsce dojdziemy. Ale, jeśli się dobrze nad tym zastanowić, myśl o czymś takim nie jest bynajmniej absurdalna. Jak zostało tu już wspomniane, do zaistnienia przestępstwa „publicznego propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa” konieczne jest publiczne prezentowanie takiego ustroju, ale pojęcie „prezentowania” jest w orzecznictwie sądowym rozumiane bardzo szeroko – rozumie się przez to nie tylko np. opisywanie takiego ustroju – ale także prezentowanie czegoś jakoś związanego z takim ustrojem, reprezentującego taki ustrój, kojarzącego się z nim. Jak była tu już mowa, jeden z sądów uznał za przestępstwo „publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa” trzymanie prawej ręki uniesionej pod kątem ok. 45 stopni w górę – czemu towarzyszyło wypowiadanie innych słów, niż te, które przy okazji wykonywania takiego gestu wypowiadali hitlerowcy – uzasadniając wyrok skazujący tym, że gest taki kojarzy się z nazizmem. I oczywiście, wspomniany gest może, jak najbardziej, kojarzyć się z nazizmem – nawet, gdy towarzyszy mu wypowiadanie słów nie „heil Hitler” czy „sieg Heil” lecz np. „chwała bohaterom”. Lecz… z nazizmem kojarzyć może się też mapa zbudowanych w pierwszych latach rządów Hitlera autostrad. Może się z nim kojarzyć zdjęcie czołgu „Tygrys”, samolotu „Messerschmitt” Me 109 czy 110 lub wspomnianego Me 262, czy nawet zdjęcie Volkswagena Garbusa. Mogą się z nim – jak najbardziej – kojarzyć wąsy podobne do tych, jakie nosił Hitler. A intencję teoretycznie rzecz biorąc konieczną, teoretycznie rzecz biorąc, do uznania jakiegoś zachowania za „publiczne propagowanie faszystowskiego lub innego ustroju państwa” zawsze można komuś – zwłaszcza komuś, kogo się nie lubi – przypisać w sposób złośliwy. Wszystko w tej kwestii zależy od „widzimisię” policjanta (względnie np. funkcjonariusza ABW), prokuratora i sędziego.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo