52 obserwujących
1306 notek
1304k odsłony
1309 odsłon

Warszawa w czasie okupacji niemieckiej (1915-1918)

Wykop Skomentuj5

Rok 1916 rozpoczął się od dalszych sekwestrów, po wełnie przyszła kolej na bawełnę i wyroby bawełniane, wstrzymano przepustki do okupacji austrjackiej, w mieście brak opału i nafty, to też większość mieszkań nieogrzewana, a szkoły i gmachy publiczne ogrzewane bardzo źle.
Zasekwestrowawszy wszystko, co się dało, niemcy oddali prawo wywozu specjalnym wojennym firmom berlińskim, które przy pomocy spekulantów żydowskich wszędzie rozszerzyły swe macki.
Nie zapominano o podatkach. Zaraz w pierwszych dniach stycznia rozpoczęto pobór podatku lokalowego i przemysłowego według poprzedniej skali. W parę tygodni później ludność zaskoczona była dalszem zmniejszeniem racji chleba i mąki.

Odbudowany na koszt miasta most Kierbedzia, został otwarty w początku lutego. Zgnębiona drożyzną i brakiem środków żywnościowych oraz opału ludność staje się łupem spekulacji, której źródła wykryć niepodobna - sztucznego obniżania wartości kursujących rubli, które ktoś przekłuwa szpilką, co zmniejsza jakoby ich wartość o 10-20% w stosunku do marki. Sprawa ta nosi charakter umyślnego gromadzenia przez okupanta rubli i wprowadzania zamiast nich na rynek marek,  przyjmowanych niechętnie. I znów w marcu nowe zmniejszenie racji żywnościowej przy nieomal zupełnym braku ziemniaków. Sekcja sanitarna wobec dodawania do chleba różnych surogatów uruchamia piekarnię doświadczalną, gdzie próbuje się wypieku razowego chleba z mąki z do-­ datkiem płatków ziemniaczanych, grochu, peluszki i t. p. surogatów. Brakowi ziemniaków władze okupacyjne chcą zaradzić przez rekwizycję ziemniaków w mieście, zapowiadając równocześnie rekwizycję cukru, grochu, fasoli, mydła i tłuszczów.

Jednocześnie [początek 1917 r.] tyfus plamisty szerzył się z przerażającą szybkością na tle głodu i zimna. Wywożąc lepsze ziemniaki, Niemcy dawały kuchniom tanim ziemniaki zepsute, pogarszając i tak już złą strawę nędzarzy. Śmiertelność z duru brzuszego wyniosła już 41 na 100 000. śmiertelność z suchot płucnych na 10 000 mieszkańców wyniosła w r. 1916 48,5, a w 1-ym półroczu r. 1917 113.5, zwiększyła się o 100% śmiertelność z uwiądu starczego, Pogotowie Ratunkowe notowało wciąż wypadki zasłabnięć z głodu i to pomimo że w tym roku (1916) miasto wydało 10038756 rubli na pomoc dla ludności przy zwyczajnych wydatkach około 17 000 000 rb. Okupant wiedział o tem, a mimo to wydusił z miasta w ciągu r. 1916 - 9 615 660 rb. świadczeń wojennych i ani na chwilę nie zaprzestał rekwizycji aż do pasów w oknach tramwajowych włącznie, rujnował i wywoził nietylko pasy, ale maszyny, części maszyn, wszystkie obrabiarki, zwiększając wciąż bezrobocie, a, głaszcząc naiwnych obietnicami, przygotowywał grunt pod zupełne uzależnienie ekonomiczne Polski od Niemiec.

8 maja wybuchł strajk w gazowni miejskiej pod zarządem niemieckim, co wywołało aresztowania śród robotników, a nie ustawało ani na chwilę niszczenie Polski przez władze okupacyjne, ustanowiono nawet specjalne Towarzystwo do wywozu maszyn, a setki robotników zaczęło wyjmować z ulic Warszawy kable tramwajowe. Rada miejska napróżno protestowała przeciw gwałtom okupantów i jawnemu rabunkowi, a widząc wciąż rosnący głód, widząc wywożenie środków żywności z Polski, wszczęła starania o utworzenie na całym obszarze Kongresówki czyli w obu okupacjach i etapach jednego organu aprowizacyjnego i w tym celu wysyłała delegacje do Lublina. Rezultatem doraźnym było wspomożenie szpitali i zakładów opiekuńczych drobną ilością kaszy i mąki przez okupację austrjacką, utworzenie jednak centrali natrafiło na opór obu okupantów.

Na jednem z posiedzeń Rady miejskiej ujawniono listy frachtowe, dowodzące niezbicie, że ziemniaki są wywożone do Niemiec wbrew zapewnieniom, Rada miejska uchwaliła delegację do szefa administracji v. Kriesa. Ten z całą bezczelnością dowodził, że ziemniaki przez koleje niemieckie są wywożone do Dąbrowskiego Zagłębia węglowego z powodu braku kolei w Polsce. Jako delegat zdałem o tem sprawę Radzie miejskiej, gdzie ta podróż okólna ziemniaków (Rundreise) wywołała śmiech, a odgłos tej sprawy obił się o dzienniki zagraniczne, jako dowód perfidji niemieckiej.

Nie od rzeczy będzie przytoczyć tu garść cyfr, dowodzących jak niemcy rabowali Polskę. Zarząd leśny niemiecki obliczył, iż w okresie do 1 lipca 1917 r. z puszczy Białowieskle] wywieziono 49 łosi, 520 żubrów, 4.000 lisów, 1.300 danieli, 1.725 dzików, 3.000 kozłów i sarn, a lasy Białowieskie wywożono wciąż całemi pociągami.


Ale nie długo trwała sielanka nowego rządu, bo już w początkach grudnia [1917 r.] wynikła sprawa sędziego Rosińskiego, który pociągnął do odpowiedzialności karnej niejakich Szwajsa, Toruńczyka i innych za lichwę; oparł się temu Jenerał Gubernator, uważając oskarżonych za część wojska niemieckiego, które sądom polskim nie podlega i zażądał pociągnięcia sędziego do odpowiedzialności. Sprawa ta ciągnęła się długo i zakończyła zwolnieniem sędziego od odpowiedzialności.

A w Warszawie i w całej okupacji niemieckiej okupant, po wywiezieniu wszystkich możliwych przedmiotów metalowych, zabrał się do rekwizycji dzwonów kościelnych i rozbierania organów, mimo protestu władz kościelnych.

 

Okupacja Warszawy skończona!

Dziś, gdy już po 10 letniem istnieniu niepodległego Państwa patrzymy na ten okres dziejów naszego miasta, musimy przyznać, że Stolica ani razu nie zboczyła ze swych tradycji: miasta o wysokim patrjotyźmie i trzeźwej ocenie faktów.


Zjawiła się po raz pierwszy w Warszawie prasa gadzinowa w rodzaju "Godziny Polski", "Gońca" i "Głosu". One to uprawiały systematyczne szczucie społeczeństwa na nowopowstające instytucje polskie, wysławiając jednocześnie zarządzenia okupanta one popierały jego politykę i jego posunięcia, one wypisywały entuzjastyczne artykuły przy wkroczeniu niemców i ukrywały starannie prawdę, mając wiadomości dziennikarskie z pierwszej ręki okupantów. Nie należy jednak przypuszczać, że miały poparcie w społeczeństwie, prenumerata ich była minimalna i bez obcej pomocy utrzymać by się nie mogły, a gdy znikły pikielhauby z Warszawy, znikł i ten odłam prasy.

Drożyzna ta miała za przyczynę nie tylko ograniczony skutkiem wojny dowóz, ale i lichwę żywnościową, uprawianą przez szereg wojennych paskarzy, żerujących na głodzie ludności. Między producentem a konsumentem utworzył się szereg pośredników, którzy, magazynując towary, wypuszczali je w bardzo ograniczonej liczbie, śrubując wciąż ceny, niekiedy parokrotnie w ciągu tygodnia. Ludność całe swoje zarobki oddawała na wyżywienie, a nawet ludzie zarabiający stosunkowo dużo bywali głodni, o ubraniu i innych potrzebach nikt nie marzył: donaszano starą odzież. Równocześnie wyprzedawano się z dawnych zasobów mebli, sprzętów, kosztowności, futer, które gromadzili nowo zbogaceni na dostarczaniu żywności lichwiarze.


(...)

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura