88 obserwujących
541 notek
588k odsłon
157 odsłon

Krzysztof Mroczkowski: Z polskim biznesem polski lud?

Wykop Skomentuj

Krzysztof MroczkowskiZaogniająca się walka plemienna różnych środowisk tożsamościowych spotyka się z coraz wyraźniejszym rozczarowaniem komentatorów kibicujących prospołecznej zmianie politycznej.

Krzysztof PosłajkoMarceli Sommer wypunktowali ten niepokojący trend, którego objawem jest pożegnanie się z rozumem wielu uprzednio pożytecznych środowisk krytycznych wobec panującego porządku politycznego, społecznego i gospodarczego. Nasilenie się zjawiska tożsamościowego sekciarstwa jest zwiastunem spełniania się najgorszych obaw: porzucenia wcześniej deklarowanej przez główną partię opozycyjną misji podjęcia trudnych, systemowych zmian, mających na celu ustanowienie porządku instytucjonalnego bardziej przejrzystego i przychylnego większości społeczeństwa.

Dlatego kolejna zmiana u szczytów władzy może się zakończyć kolejną przegraną szansą. Warto powtórzyć:

Obudzona nadzieja na zmiany i mesjanistyczny image największej partii opozycyjnej oznaczać mogą, w przypadku braku zmiany paradygmatów gospodarczych, zaaplikowanie krajowi niepotrzebnej dozy niestabilności. Brak poprawy warunków życia pauperyzowanego społeczeństwa może zmusić rzeczone środowisko do działań nieracjonalnych. Jedynym możliwym sposobem utrzymania mobilizacji politycznej swoich zwolenników, którym nie przybędzie „masła na chlebie” ani „kartofli na talerzu”, będzie zastąpienie populizmu ekonomicznego – kulturowym. Ten zaś jest niezwykle destabilizujący, utrwala irracjonalne podziały i oddala szanse na prowzrostową i prospołeczną zmianę paradygmatu gospodarczego.

Coraz ostrzejsza, nieledwie rewolucyjna retoryka towarzyszy coraz mniejszemu zapałowi do pracy programowej, do poszukiwania odpowiedzi na najważniejsze pytania. A może inaczej: te pytania padają, lecz udzielane odpowiedzi pozostawiają wiele do życzenia.

Jaka jest najlepsza dla Polski ścieżka rozwoju? Jakimi narzędziami dokonywać potrzebnych zmian strukturalnych? Co zrobić, aby większa część dochodu narodowego służyła poprawie życia szerokich warstw społecznych? Jaka, w kontekście zmian demograficznych i problemu emigracji, powinna być optymalna polityka płacowa, chociażby w sferze budżetowej (np. wobec pracowników oświaty i nauki)? Kiedy opłaca się państwu wspierać rozwój imitacyjny, a kiedy innowacyjny? Jak powinna wyglądać polityka wobec zagranicznych podmiotów gospodarczych? Jakie powinny być reguły dyplomacji gospodarczej (czyli: jakim przedsiębiorstwom powinniśmy pomagać) i technologicznej?

Udzielane odpowiedzi z reguły zawierają mniej konkretów niż krótki artykuł w „Sprawach Nauki”. Środowiska prawicy z reguły uznają, iż kwestie te ulegną pozytywnemu rozwiązaniu poprzez zmianę „złego” rządu na rząd „dobry”. Szczególnie rozczarowująca jest postawa głównej partii opozycyjnej, dysponującej wielkimi środkami budżetowymi na działalność ekspercką oraz dużą i stabilną bazą społecznego poparcia, która nie wymaga podtrzymywania w zapale poprzez festiwal nieskoordynowanych obietnic, a z pewnością nie wycofałaby swojego poparcia z powodu przedstawienia realistycznego i odważnego programu zmian systemowych.

Oczywiście taka systemowa inercja nie jest niczym zaskakującym. „Jak wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu” – mówi mądre przysłowie. I faktycznie nietrudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym za kilka lat nikt poza bezproduktywnie rozbieganym warszawskim światkiem polityczno-medialnym nie zauważy jakiejkolwiek zmiany.

Wobec tej perspektywy środowiska obywatelskie nie są całkowicie bezbronne. Wrześniowe protesty związkowe pokazały bezpartyjną, masowo popieraną siłę społeczną, coraz śmielej wychodzącą od postulatów funkcjonalnych w stronę rozwiązań systemowych. Jest to kierunek jak najbardziej słuszny i powinien być kontynuowany. Stworzenie społecznie popieranego pozapartyjnego programu zmusiłoby środowiska polityczne do wytężonego wysiłku, pod groźbą utraty poparcia związków zawodowych oraz niewypowiedzianej sugestii bardziej bezpośredniego wejścia związkowców w życie polityczne.

Jeszcze inną strategię podsuwa lektura „Nowej Konfederacji”, niedawno powstałego internetowego pisma idei, którego autorzy (m.in. Rafał Matyja) odchodzą od prawicowej sztampy na rzecz opartego na szczerej diagnozie poszukiwania skutecznych dróg przełamania polskiego szklanego sufitu rozwoju. Bartłomiej Radziejewski sugeruje organiczną mobilizację sił gospodarczych, cytując Andrzeja Maśnicę:

Możliwe są dwie strategie odparcia, a co najmniej osłabienia presji wywieranych przez zewnętrzne światowe środowisko gospodarcze. Każda z nich dotyczy zbudowania i umocnienia, a ściślej konsolidacji zasobów, siły i władzy. Bądź to na zasadzie międzypaństwowych, najczęściej regionalnych, koalicji, bądź poprzez budowanie strategicznego aliansu pomiędzy państwem a biznesem na rynku krajowym.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale