Prawo medyczne zaczyna się już w przychodni
Zofia Matyja prowadzi kancelarię adwokacką w Krakowie, działającą na terenie całego kraju. Jedną z jej głównych specjalizacji jest bieżące doradztwo dla podmiotów leczniczych. Jak tłumaczyła w rozmowie, z prawem medycznym pacjent styka się znacznie częściej, niż może mu się wydawać.
– Prawo medyczne dotyczy zwykłego człowieka od momentu, kiedy on przechodzi przez próg przychodni POZ-u, prywatnego gabinetu, kiedy przychodzi na pobieranie krwi, wtedy już zaczyna się prawo medyczne – mówiła adwokat.
Obejmuje ono m.in. sposób przekazywania informacji pacjentowi, dokumentację medyczną, proces leczenia, relacje między pacjentem a placówką, a także kwestie finansowania i funkcjonowania podmiotów leczniczych. Jednym z podstawowych aktów prawnych w tej dziedzinie jest ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.
Problemy nie zaczynają się przy tym dopiero w sytuacji poważnego błędu podczas leczenia. Podstawą roszczeń może być także niedostateczne poinformowanie pacjenta. Jeżeli chory nie otrzyma odpowiednich informacji przed zabiegiem, może pojawić się również problem z tym, czy jego zgoda na procedurę rzeczywiście była świadoma.
Znaczenie ma nie tylko treść dokumentów, ale również moment i sposób ich przedstawienia. Matyja wskazywała, że objaśnianie pacjentowi procedury dopiero wtedy, gdy jest już przygotowany do zabiegu i znieczulony, nie jest właściwym sposobem przekazywania informacji. (Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo)
Obejrzyj całą rozmowę:
Lekarze korzystają z AI. „Ja nie mogę za to odpowiadać”
W rozmowie pojawił się także temat sztucznej inteligencji. Według Matyi lekarze i placówki medyczne coraz częściej wykorzystują narzędzia AI m.in. podczas przygotowywania formularzy zgody.
Adwokat przytoczyła przykład lekarza, który oczekiwał uzupełnienia dokumentu informacjami znalezionymi w internecie lub wygenerowanymi przy pomocy sztucznej inteligencji.
– Jeżeli pan chce z AI czy tam z wyszukiwarki to przekleić i tak pacjentom prezentować, mówię, no to to jest pana decyzja, ale ja nie mogę za to odpowiadać – relacjonowała.
Podkreśliła jednocześnie, że prawnicy nie powinni oceniać poprawności informacji medycznych, jeśli nie posiadają odpowiednich kwalifikacji. Ich zadaniem może być natomiast sprawdzenie, czy informacje zostały przedstawione w sposób zgodny z prawem i zrozumiały dla pacjenta.
Błąd medyczny nie zawsze jest błędem lekarza
Jednymi z najpoważniejszych spraw z zakresu prawa medycznego są postępowania dotyczące błędów medycznych. Matyja zwracała jednak uwagę, że nie każdy taki przypadek musi wynikać bezpośrednio z nieprawidłowego działania konkretnego lekarza.
Problem może mieć charakter organizacyjny. Jeżeli jednostka została źle zorganizowana i w konsekwencji pacjent został nieprawidłowo leczony, odpowiedzialność nie musi sprowadzać się do zachowania jednej osoby.
Kancelaria Matey reprezentuje podmioty lecznicze, a nie pacjentów. Prawniczka mówiła także o rosnącej liczbie sporów pomiędzy samymi placówkami. Dotyczą one m.in. nieuczciwej konkurencji, podobnych nazw podmiotów, podszywania się pod renomę konkurenta czy zasad współpracy lekarzy z kilkoma placówkami jednocześnie.
Kosmetologia i medycyna estetyczna. „Niekończąca się historia”
Osobnym problemem jest branża beauty i granica między zabiegami kosmetologicznymi a procedurami medycznymi.
– Branża beauty to jest niekończąca się historia – przyznała Matyja.
Odnosząc się do komunikatu Ministerstwa Zdrowia dotyczącego uprawnień kosmetologów, oceniła, że potwierdził on istniejący stan prawny. Jak mówiła, procedury medyczne oraz zarejestrowane produkty lecznicze stosowane w ramach takich procedur pozostają domeną lekarzy.
Jednocześnie zwróciła uwagę na trudną sytuację osób, które przez lata zdobywały doświadczenie, szkoliły się i inwestowały w sprzęt, podczas gdy regulacje prawne pozostają niejednoznacznym i budzącym emocje obszarem debaty.
Mateja szczególnie krytycznie odniosła się do korzystania z porad samozwańczych internetowych ekspertów.
– Jest dla mnie bardzo przykre i przyznam szczerze, że nigdy chyba nie zrozumiem, skąd bierze się takie zaufanie do internetu i do samozwańczych specjalistów – powiedziała.
Jak dodała, najbardziej niepokoi ją sytuacja, w której tego rodzaju porady wykorzystywane są przez rodziców w odniesieniu do dzieci. Jej zdaniem jest to obszar wymagający szybkiego uregulowania.
Adwokat o polskiej ochronie zdrowia: standard jest bardzo wysoki
W programie „Zdrowe rozmowy Wypychy” padło również pytanie o to, jak polski system ochrony zdrowia wypada na tle innych państw.
– W mojej ocenie standard opieki zdrowotnej i ochrony zdrowia w Polsce jest bardzo wysoki i przyznam szczerze, że Polacy w mojej ocenie są bardzo rozpuszczeni, mówiąc brzydko, przez polską ochronę zdrowia – stwierdziła Matyja.
Jako przykład wskazała Polaków mieszkających za granicą, którzy podczas wizyt w kraju korzystają z usług dentystów i lekarzy różnych specjalności. Jej zdaniem w niektórych państwach dostęp do specjalisty jest bardziej ograniczony, a większa część opieki spoczywa na lekarzu pierwszego kontaktu.
– Osobom narzekającym na polską ochronę zdrowia poleciłabym pomieszkać sobie na przykład we Francji i zobaczyć, jak tam to jest zorganizowane – powiedziała.
Jednocześnie zauważyła, że polscy pacjenci są coraz lepiej poinformowani i coraz częściej dochodzą swoich praw. Według niej część sporów jest jednak wszczynana również w sytuacjach, w których do błędu medycznego nie doszło.
Ile zarabiają lekarze? Nie każda informacja musi być jawna
Jednym z najciekawszych wątków rozmowy były pytania o wynagrodzenia lekarzy. Mateja powiedziała, że po publicznej dyskusji dotyczącej ich zarobków podmioty lecznicze zaczęły otrzymywać liczne wnioski o udostępnienie informacji publicznej.
Pytania dotyczą m.in. konkretnych kwot, nazwisk lekarzy, poszczególnych lat oraz pieniędzy pochodzących z kontraktów z NFZ.
Adwokat zaznaczyła, że sposób wydawania środków publicznych przez podmiot korzystający z finansowania NFZ jest informacją publiczną. Nie oznacza to jednak – według przedstawionej przez nią interpretacji – automatycznej jawności szczegółowych zarobków konkretnego lekarza.
– Nie jest informacją publiczną informacja, ile lekarz o konkretnym imieniu i nazwisku zarobił w konkretnym czasie, z wyszczególnieniem na lata i miesiące – mówiła, wskazując na ochronę prywatności.
Osobną kategorię stanowią informacje przetworzone, czyli zestawienia, które wcześniej nie istniały i muszą zostać specjalnie przygotowane. Matyja wskazała, że w takim przypadku wnioskodawca musi wykazać szczególną istotność informacji dla interesu publicznego.
Jej zdaniem część takich wniosków generuje dla placówek dodatkową pracę i koszty.
– Tego typu wnioski niestety paraliżują ochronę zdrowia, ponieważ narażają na jeszcze większe koszty podmioty lecznicze, ponieważ muszą te wnioski rozpoznawać, odpowiadać na nie, a nawet wydawać decyzje administracyjne zamiast zajmować się leczeniem pacjentów – oceniła.
red.
Zdj. Salon24



Komentarze
Pokaż komentarze (29)