49 obserwujących
196 notek
640k odsłon
1379 odsłon

"Brutalny, bezrefleksyjny, fanatyczny" - ks. Isakowicz-Zaleski

Wykop Skomentuj18

Kogo broni?
Ze względu na osobowość i charakter działalności ksiądz Isakowicz-Zaleski nie należy do tych, którzy bronią, lecz do tych, którzy nacierają. Tym bardziej, że posiada niewzruszoną wiarę w prawdziwość tego, co napisano i powiedziano. Wszystkie takie same, ponieważ z uwagi na schemat czynów i poglądów, na jaki on się orientuje, dualistyczny i opozycyjny, nie da się nie wydzielić problematyki, wobec której on przyjmuje postawę obronną. W kontekście polsko-ukraińskich stosunków w XX w. - jest to w pierwszym rzędzie nieskazitelność polskiego narodu i szczerość kleru katolickiego w Polsce wobec ukraińskiej sfery jej działalności.
Jak się wydaje, broni on także własnej pozycji, jako że wystawił siebie na krytykę swoich zwierzchników książką „Księża wobec bezpieki". Samousprawiedliwieniem była już jego następna książka „Moje życie nielegalne", w której pokazał swoje zasługi wobec polskiego narodu, Kościoła Katolickiego, „Solidarności" w latach 80-90-tych, a także swoje dotychczasowe cierpienia, włącznie z dwukrotnym ciężkim uszkodzeniem ciała przez nieznane osoby.
Czy nieszczęsna Isakowiczowa krytyka Ukrainy, Kościoła greckokatolickiego, prezydenta Juszczenki jest spłatą długu za wielkie kłopoty sprawione przez niego niedawno Kościołowi katolickiemu w Polsce książkami o księżach - współpracownikach SB? Czy Isakowicz-Zaleski wybrał najlepszy z darów, jaki mógł przynieść hierarchii i duchowieństwu polskiego Kościoła - głoszenie nienawiści do tych, których oni z dawien dawna znielubili za ciemnotę, krytykowali jako schizmatyków i dziwili się samemu ich istnieniu?.. Gdyby tak było, to znaczyłoby, że jego wybór jest głęboko motywowany historią władania Kresami, urzeczywistnianego przez aparat polskiego Kościoła. Pewności co do tego przypuszczenia na dzisiaj nie ma, choć ma ono swoje podstawy.

Próba analizy
T. Isakowicz-Zaleski dał przez ostatnie kilka miesięcy serię wywiadów wiodącym polskim mediom. O jego poglądach na kresowe wydarzenia pisały bodaj wszystkie codzienne gazety i tygodniki w Polsce. Wykorzystuje on język historycznej publicystyki: emocjonalny, intensywny, ekstremalny; lubuje się w detalicznych anatomicznych konstrukcjach typu: „wyrwali serce", „rozpruli brzuch", „darli skórę", „wycinali języki", następnie używa słowa „ludobójstwo" zamiast „polsko-ukraiński konflikt", „wojna", „rzeź" czy „masakra". Termin „ludobójstwo" - to słowo klucz a liczne opisy „szczególnego okrucieństwa", „barbarzyńskie" - to etyczna metoda terroryzowania świadomości przeciętnego Polaka. Dla krakowskiego polemisty nie jest najważniejsze pragnienie naukowego naświetlenia wydarzeń, czy (już dokonane) przeprosiny najwyższych reprezentantów ukraińskiego narodu, a znalezienie ofiary. Co może być ofiarą, odpowiednią do miary dokonanego przestępstwa? Czego brakuje tym, którzy myślą: pokajali się niedostatnio, prawdy nie ujawniono, zabici Polacy wciąż nie są uszanowani. Dlaczego wszystkie dotychczasowe akty pojednania, od 1987r. w Watykanie począwszy, przez Jana Pawła II, na słowach prezydentów w Pawliwce i Pawłokomie w 2003r. i w 2006r. zakończywszy, są niedostateczne dla narodowego i jednocześnie rzymskokatolickiego poczucia sprawiedliwości księdza Isakowicza-Zaleskiego?
Szczególnym celem całej kresowej krytyki i żądań jest nie obrona pamięci o zabijaniu Polaków na Zachodniej Ukrainie w latach wojny - cios idzie w Ukrainę jako państwo, tę Ukrainę, która powstała na części ziem II RP, jakoby od niepamiętnych lat do niej należących, niezbywalnych, świętych i nienaruszalnych. Zaprzecza się prawu Ukraińców do zachodnioukraińskich ziem, do ukraińskiej państwowości na nich. Dla kresowiaków z Isakowiczem-Zaleskim na czele nie do przyjęcia jest faktyczna przynależność Lwowa, Tarnopola, czy Łucka do państwa ukraińskiego. Wszak tam nie może być Ukrainy, bo za Bugiem jest... polska ziemia. Kresowy krzyk rozpaczy - to nie krzyk bólu za niewinnie zabitymi ludźmi, to krzyk z powodu utraty idei, która nie wytrzymała zderzenia z historią. To także próba ratowania tej idei, która z jakiegoś powodu musi być aktywna w świadomości polskiego narodu.
We współczesnej Polsce „wschodni depozyt" ma jednego właściciela - kler Kościoła Katolickiego. Wszelka zmiana w aparacie odbywa się bardzo powoli i jest zawsze wymuszona, a zmiana tam, gdzie jest możliwość odnoszenia się do niewinnych ofiar - niemal nie do pomyślenia. Na tym korzysta Isakowicz-Zaleski, którego rozumieniu sensu polskiej ofiary na Kresach nie sprzeciwił się ani jeden rzymskokatolicki władyka, od kardynała Dziwisza do arcybiskupa Michalika.
Isakowicz-Zaleski indywidualnie jest najbardziej brutalnym, skrajnie bezrefleksyjnym, fanatycznym przejawem tego nurtu polskiego katolicyzmu, który wychodząc z kulturalnej ksenofobii i religijnej dumy, w każdej chwili jest gotów nienawidzić wszystkich i wszystko nie zważając na metody. Za nim jest w XX w. dobra grupka poprzedników i współczesnych partnerów: ksiądz-morderca F. Żurawski, władyka I. Tokarczuk, ks. T. Pater, ks. J. Wołczański, ks. prof. J. Marecki, ks. H. Jankowski, o. T. Rydzyk... Ci ludzie wychowali spadkobierców.

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura