Blog
Z demokracją po kraju
Andrzej-Szmak
Andrzej-Szmak dziennikarz, felietonista
1 obserwujący 11 notek 4799 odsłon
Andrzej-Szmak, 14 stycznia 2018 r.

„Nowości” 50 lat później

276 0 0 A A A

Rozmowa z Andrzejem Szmakiem, redaktorem naczelnym „Nowości” w latach 1990-1995

 

50-lecie  toruńskiego dziennika „Nowości” to znakomita okazja do podsumowań i przemyśleń. A materiał do refleksji jest bogaty.

Powiedzmy od razu, że refleksji niekoniecznie i nie zawsze optymistycznych.

Kiedy małżonkowie obchodzą złote gody, to wolą wspominać raczej chwile przyjemne.

Tyle tylko, że nie rozmawiamy o uroczystości dostojnych jubilatów, ale o ważnej instytucji lokalnego życia publicznego, jaką były bez wątpienia od chwili powstania „Nowości”.

Zdaje się, że nie jest Pan w przesadnie zażyłych stosunkach z obecną redakcją gazety?

Moje osobiste relacje z dziennikarzami i kierownictwem gazety nie mają nic do rzeczy. Szkoda tylko, że ta rocznica nie stała się okazją do rzetelnej analizy i oceny całego okresu jej istnienia. W tych marginalnych wspominkach zamieszczanych w „Nowościach” za dużo jest czarnych dziur i przemilczeń, zwłaszcza dotyczących roli „Nowości” w czasie stanu wojennego i okresu przełomu początku lat 90-tych, czyli lat, kiedy byłem nie tylko redaktorem naczelnym „Nowości”, ale i prezesem dziennikarskiej spółdzielni wydawcy gazety, a przy okazji inicjatorem i pierwszym prezesem reanimowanego po kilkudziesięciu latach Radia Toruń.

Być może ta zdawkowość, powierzchowność i bylejakość publikacji rocznicowych wynika z faktu, że właścicielem „Nowości” są od wielu już lat niemieckie koncerny prasowe, aktualnie Polska Press Grupa wchodząca w skład koncernu Verlagsgruppe Passau, która przejęła w Polsce 20 czyli prawie wszystkie tytuły prasy regionalnej i 170 gazet lokalnych. Przy czym uwaga niemieckich wydawców skupia się obecnie głównie na tym, jak nie dopuścić do repolonizacji prasy regionalnej i utrzymać monopol na polskim rynku prasy codziennej. Cała reszta mniej ich interesuje.

Początki gazety toną we mgle spekulacji i domysłów.

Istnieje kilka mniej lub bardziej wiarygodnych hipotez na temat inspiratorów i ojców założycieli „Nowości”. Jedno jest pewne, w czasach, kiedy „Nowości’ pojawiły się w Toruniu, czyli w drugiej połowie lat 60-tych ubiegłego wieku, prasa prawie w całości była kontrolowana przez partię za pośrednictwem koncernu RSW. Nowy dziennik i to jedyny w Polsce w mieście wówczas powiatowym, nie mógł się ukazać bez zgody wydziału prasy komitetu centralnego partii. A tam wpływy lokalnych watażków partyjnych nie sięgały. Z kolei bydgoskie instancje partyjne nigdy nie były zainteresowane rozwojem prasy w Toruniu. Miała nam wystarczyć „Gazeta Pomorska”, organ komitetu wojewódzkiego partii. Aby zatem toruńska gazeta mogła powstać, potrzebne było poparcie kogoś takiego jak pochodzący z Inowrocławia prominentny aparatczyk, sekretarz kc partii Stefan Olszowski. Tak się złożyło, że Olszowski miał w Toruniu kilku serdecznych kolegów z czasów młodości, zwłaszcza wśród lekarzy. Istnieją twarde dowody na to, że pomysł utworzenia w Toruniu lokalnej gazety codziennej narodził się podczas jednego z takich kameralnych spotkań z toruńskimi przyjaciółmi.

 „Nowości” to był kaprys, gest Olszowskiego wobec toruńskiego środowiska, w przypływie dobrego humoru. A to, że własna gazeta była Toruniowi potrzebna nie miało moim zdaniem przy podejmowaniu decyzji o jej powstaniu większego znaczenia.

Pierwszym redaktorem naczelnym został Henryk Jankowski, dotrwał na tym stanowisku do roku 1975.

Pierwszym naczelnym „Nowości” był związany z Toruniem dziennikarz „Gazety Pomorskiej” i członek partii, bo inaczej być nie mogło. Miał ciężko, bo startował z gazetą popołudniową o rachitycznej objętości i niewielkim nakładzie, z małym zespołem w trudnych warunkach lokalowych, na dodatek z podporządkowanym bydgoskiej drukarni prasowej harmonogramem druku.

Przed drugą wojną światową w Toruniu było kilka maszyn rotacyjnych pozwalających na druk gazet, po wojnie nie została ani jedna.

Pomimo partyjnej legitymacji red. Jankowski nie był ulubieńcem lokalnych bonzów partyjnych, co gorsza po jego postawie i zachowaniach od razu było widać, że pochodzi z innej bajki. Po utworzeniu województwa toruńskiego w roku 1975 sfrustrowani towarzysze z Bydgoszczy postanowili przeprowadzić czystki i obsadzić wszystkie ważniejsze stanowiska w Toruniu swoimi ludźmi. Doszło do tego, że nie tylko wojewoda i sekretarze partii, ale nawet prezes Towarzystwa Miłośników Torunia zostali przysłani z Bydgoszczy. Red. Jankowskiego pozbyto się pod absurdalnym pretekstem. Chodziło o rysunek satyryczny mojego przyjaciela red. Stanisława Świątka przedstawiający rękę wojewody toruńskiego tow. Przytarskiego ćwiczącego podpis opatrzony komentarzem: „I podpisać się trzeba po wojewódzku”.

Przysłany oczywiście z Bydgoszczy na miejsce red. Jankowskiego, ówczesny zastępca redaktora naczelnego „Gazety Pomorskiej” ciężko partyjny Zefiryn Jędrzyński opisuje w swoich wspomnieniach, jak to delegowano go do Torunia, aby ratował „Nowości” przed upadkiem. Tyle, że tak naprawdę to ja je ratowałem, ale wiele lat później, w roku 1990.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Andrzej Szmak - absolwent wydziału prawa UMK, dziennikarz, reporter, felietonista (ITD, Przegląd Tygodniowy, Wprost, Przegląd Sportowy, Polskie Radio, Polska Kronika Filmowa, dyrektor programowy TVP w Bydgoszczy, redaktor naczelny dziennika toruńskiego "Nowości" i "Ilustrowanego Kuriera Polskiego"), pomysłodawca i dyrektor Festiwalu Piosenki i Ballady Filmowej. Odznaczenie Ministra Kultury: "zasłużony dla kultury polskiej"

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Tematy w dziale Kultura