26 obserwujących
32 notki
181k odsłon
391 odsłon

Inżynierowie chmur

Wykop Skomentuj7

I tak mamy nowy rok. Kolejny nowy rok. Każdy sobie policzy, który to nowy rok, ale tylko nieliczni wiedzą, ile ich jeszcze będzie. Ci, którzy wiedzą, ile im jeszcze czasu zostało do rachunków nie potrzebują wiele, zazwyczaj wystarczy im jeden palec, góra dwa. Nietrudna to matematyka. Nowy rok wiele ma twarzy, nie tylko te radosne, pełne nadziei na przyszłość. Optymizmu, otuchy. Tak częste, wszechobecne w telewizjach wszelakich, gdzie widzimy tylko zdrowych, szczęśliwych, pełnych nadziej na przyszłość młodych i pięknych ludzi. Zupełnie jakby nie było na świecie zła i nieszczęścia, chorób i śmierci, oraz tych innych: mniej szczęśliwych, nie całkiem zdrowych albo i zupełnie chorych, nie tak ładnych, albo i brzydkich, nie pełnych nadziej, lecz rozpaczy, czy goryczy. Samotnych i opuszczonych, gorzej niż bezpańskie psy. Ale takich nie zapraszają do telewizji na imprezy sylwestrowe, czy noworoczne. Wszyscy chcemy wierzyć, mieć nadzieję, że będzie lepiej. Nowy rok jest pretekstem. Nowa nadzieją. Słusznie w telewizjach nie pokazują ludzi starych, chorych, brzydkich, czy nieszczęśliwych. Bo i po co? Kto by ich oglądał? Kto by słuchał ich opowieści?

    Jest za to nowe słowo: antropocen. Usilnie lansowane przez postępowych naukowców. Antropocen, czyli era człowieka. Niektórzy naukowcy, ci modni, ci na topie, uznali, iż człowiek stał się tak potężny, iż zaczął wywierać dominujący wpływ na Ziemię, na planetę o nazwie Ziemia. I tak powstał pomysł nowej epoki geologicznej o nazwie antropocen. Kiedyś była Jura, czy Kreda, kiedy to żyły i panowały na Ziemi dinozaury, dziś mamy panowanie człowieka, czyli antropocen. Do tej pory zdawało się, że żyjemy w holocenie, który zaczął się z końcem ostatniego zlodowacenia, około 12 tyś. lat temu. W skali geologicznej to całkiem niedawno. Ciekawe, że wraz z ustąpieniem lodów zaczęła się rewolucja agrarna – najważniejsza z rewolucji – ludzie zaczęli uprawiać ziemię, pojawiło się rolnictwo, udomowienie i hodowla zwierząt. Wkrótce powstały pierwsze stałe osady, potem miasta. Zaczęła się ludzka cywilizacja. W tym sensie holocen jest antropocenem, erą człowieka. Ale nie. Musi być mocniej. Dobitniej. Z większą pychą. Bardziej modnie i nowocześniej. I tu pojawia się pomysł, że mamy antropocen. Że człowiek stał się dominującym czynnikiem na Ziemi, kształtującym powierzchnie lądów, morza i klimat. Dziś dla wielu dogmat, nie do podważenia. Jedyny dylemat: kiedy to się stało? Czy w drugiej połowie XX wieku, czy na początku XXI? Człowiek stał się tak potężny, iż jest dominującym, ba, jedynym czynnikiem kształtującym Ziemie i jej klimat. Inne czynniki są nieważne, ważny jest tylko człowiek, jego gospodarka, przemysł, te kominy emitujące dwutlenek węgla.

    Może to nieważne: holocen, czy antropocen? Jak zwał, tak zwał! Nieprawda. Ta różnica w nazewnictwie ma daleko idące konsekwencje. Nie jest to czysto akademicka dyskusja geologów znudzonych rozłupywaniem skał i zaczadzonych oparami kwasów. Bowiem skoro jesteśmy jedyną, czy dominującą siłą na Ziemi to odpowiadamy za jej przyszłość: za lasy Amazonii, czy pożary buszu w Australii, za kaszaloty, hieny, lwy i niedźwiedzie polarne, za mrówki i skorpiony, i wszystkie wymierające gatunki zwierząt. Odpowiadamy wreszcie za klimat. Za naszą przyszłość. Naszą, ludzi i całej biosfery. Bowiem jesteśmy częścią, jako to nazywają, biosfery. Taką samą częścią, jak wirusy. W niczym nie lepszą, ani nie ważniejszą, poza tym drobiazgiem, że możemy w swojej głupocie zatruć Ziemię, zniszczyć klimat i spowodować wymieranie wielu gatunków zwierząt znacznie bardziej wartościowych od gatunku małp, zwanych homo sapiens.

    Słowa mają znaczenie. Nazwy mają ciężar. I dalsze konsekwencje. Kiedyś ktoś wymyślił, że chłopi są wrogami postępu, nowoczesności, przeszkodą w tworzeniu nowego, lepszego człowieka. No i tępiono chłopów jak wszy, czy inne pasożyty. Ktoś inny wymyślił, że są narody lepsze, narody panów, i narody gorsze, niewolników. I tych gorszych wolno, ba trzeba się pozbyć, wszelkimi sposobami. Oczywiście dla dobra wyższego, tych lepszych, dla dobra i postępu ludzkości. Tutaj mamy ideę, że jesteśmy wyłącznymi panami świata. Może nie wszechświata, ale naszego świata, naszej starej Ziemi. My i tylko my za nią odspowiadamy, od tylko zależy jej przyszłość. Stąd owa zmasowana akcja klimatyczna, histeria klimatyczna.

    Lubię patrzeć w telewizji na ekologów, i ekolożki, forma żeńska. Zwłaszcza ekolożki: młode, zdrowe dziwy. Świetnie i modnie ubrane, staranny makijaż, włosy idealnie ułożone, kobiety atrakcyjne, wykształcone. Pewne siebie. Wykształcenie to prawo, lub coś z ekonomii, lub socjologia, czy inna humanistyka. Z daleka w szkole omijały chemię, fizykę, czy biologię, ale z wielka pewnością siebie głoszą swoje androny jako prawdy NAUKOWE. Co znaczy niepodważalne, z którymi nie da się dyskutować, ani im zaprzeczać. Co prawda wielu jeszcze pamięta ustrój rzekomo naukowy i to, jak zgnił i się zapadł w sobie. Ale te osoby nie muszą o tym pamiętać. Są też panowie ekologowie, zazwyczaj zarośnięciu, ze starannie przystrzyżonymi wąsami i brodami, w za dużych ale kosztownych swetrach. Ich wygląd ma świadczyć o ich niezależności, ich nonkonformizmie, że walczą z systemem. Panowie i panie ekolodzy maja twarzą czyste, jasne i nieskażone myślą. Bo myślenie oznacza wątpliwości, rozważanie za i przeciw, wahanie się, namysł. A o czym tu myśleć, gdy z góry wiadomo, co jest. Jak jest. Znamy prawdę i to naukową prawdę? Myślenie tylko przeszkadza, szkodzi, jest podszeptem wrogów.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo