29 obserwujących
40 notek
192k odsłony
145 odsłon

Za siedmioma górami…

Wykop Skomentuj2

Za siedmioma górami, za siedmioma morzami żyła sobie kiedyś… tak mniej więcej zaczynają się bajki. Wszyscy lubimy bajki. I młodzi i starzy, o dzieciach nie wspominając. W bajce jest dobry, czy dobra bohaterka, i ta zła czarownica, lub inna wredna królowa… Czemu tymi złymi w bajkach, i nie tylko w bajkach, są głównie panie? Nawet w bajkach wiedzą, że kobiety są bardziej zapamiętałe w gniewie i zajadłe w zemście i nienawiści niż mężczyźni. Bajki są odbiciem życia pozostając bajkami. Są tam liczne przeciwności, które bohater(ka) w końcu pokona; jest walka dobra ze złem i odwieczny tryumf dobra. I słowa końcowe, na które czekamy: …wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Czyż nie o to chodzi w tym naszym życiu? W tej naszej bajce w realu?

   Wiele jest bajek. Mamy bajki dla dzieci, o czarownicach, o Babie Jadze i domkach z piernika, czy siedmiomilowych butach. Są też bajki dla dorosłych, sprowadzających się do tego, jacy to jesteśmy mądrzy, piękni, dobrzy i wspaniali. A jeśli nie jesteśmy, to na pewno będziemy. Musimy się tylko postarać, bardziej się starać, mocniej wysilić. I będzie dobrze. Wystarczy przestać palić węgiel i uratujemy naszą planetę przed efektem cieplarnianym. Naszą starą Ziemię, która nie takie przeszła terminy, i dla której człowiek mniej znaczy niż… dżdżownica. Albo, że wystarczy zapłacić Żydom za ich urojone, czy prawdziwe krzywdy, a nas pokochają i będą naszymi braćmi w nowym narodzie wybranym. Albo, że jeśli przytulimy Murzyna do (białej) piersi i pogłaskamy go po głowie, to wybaczy i zapomni krzywdy. Będziemy wszyscy żyli razem i szczęśliwie, jak na obrazkach świadków Jehowy: antylopa pasie się ufnie podle lwa, jagnię przytula się do wilka, dziecko usypia bezpiecznie w objęciach jadowitego węża.

    Ale jest, jak jest. Rzeczywistość, ta bajka na żywo, nieco jednak różni się od tej spisanej w pięknie kolorowanych książkach, od wyśnionej, urojonej wizji. Zarówno w wymiarze jednostkowym, osobistym, jak i bardziej ogólnym. Przebudzenie bywa, nie bywa, to złe słowo. Przebudzenie zawsze jest bolesne. Mocno bolesne. Ostatnia epidemia, czy pandemia COVID-19 jest takim przebudzeniem ze snu. Z jednego z naszych snów, czy rojeń, bo jest ich mnóstwo, o naszej wszechmocy. Ale przecież trwają prace w licznych laboratoriach, najlepsi naukowcy pracują ile sił, by znaleźć lekarstwo, by stworzyć szczepionkę. Uda im się! Musi się udać. Co tam jakiś wirus, gdy wysyłamy człowieka na Księżyc! Gdy sięgamy do horyzontu Wszechświata. Gdy tworzymy komputery kwantowe. Wkrótce pandemia przeminie, wszystko wróci do normy i będziemy żyli długo i szczęśliwie, tak jak dawniej. Przecież jesteśmy tak potężni. Tak wiele wiemy. Znamy budowę wirusa i komórki, wiemy jak działają. Mniej więcej wiemy.

   Problemem jest białko, jakie znajduje sia na czubku każdego kolca, którym najeżony jest koronawirus. Te białko to jest klucz, którym wirus „otwiera” komórkę, unikalny klucz dla każdego gatunku. Przez te białko komórka, uznaje wirusa za „swego” i pozwala mu robić, co chce, czyli namnażać się w niej. Mutacje międzygatunkowe polegają na naprawdę minimalnej zmianie tego białka. I tak wirus, który zarażał nietoperze, czy ptaki, może teraz atakować komórki człowieka. I co z tego? Czy my, ludzie, nie potrafimy odtworzyć małej cząsteczki białka? Tak, czyli nie. Nie. Nie potrafimy. Odtworzenie tego białka to problem co najmniej o dwa rzędy wielkości, czyli sto, czy tysiąc razy bardziej skomplikowany niż wysłanie człowieka na Marsa. Trzeba stworzyć idealną kopię tego białka, kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy atomów – każdy musi być dokładnie na swoim miejscu jak we wzorcu. Inaczej nie zadziała. Wirusy dają radę, ale mają za sobą z miliard lat. My ludzie, nie. Jesteśmy, jak złodziej, co przełamał wiele zabezpieczeń, i otworzył wiele drzwi, by dotrzeć do skarbca. I teraz zostało mu „tylko” odtworzenie klucza do skarbca a wówczas skarb będzie jego. Tyle że klucz, który musi odtworzyć, bo inaczej nie dostanie się do skarbu, jest nierównie bardziej skomplikowany niż te wszystkie zamki, które złamał do tej pory. Czy uda się złamać ten zamek? Nie wiem. Może szczęśliwym trafem trafi jedną z miliarda kombinacji i otworzy skarbiec? Może te komputery kwantowe, gdy wreszcie zaczną działać, pozwolą złamać ten szyfr? Podobnie ten, co kupuje los na loterii. Przez kilka dni czuje się (prawie) milionerem. Do losowania. Potem do następnego losowania. I tak dalej. Ale ktoś wygrywa. Więc czemu nie ja?

    Wirus HIV znamy od prawie pół wieki, a nie ma na niego szczepionki. Na żaden z koronawirusów nie mamy szczepionki choć są z nami od zawsze. Ale mamy leki. Coś można zrobić. Wirus HIV daje się kontrolować za pomocą leków. Nie jest tak źle. Dawniej ludzie nie mieli nic i umierali jak muchy. My, urodzeni we właściwym czasie, mamy szczęście. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli nam się uda dorobić klucz do komórkowego zamka, to będziemy mogli leczyć nie tylko nowotwory, te i obecnie są w dużej mierze uleczalne, czy dające się kontrolować, lecz o wiele gorsze, a całkowicie nieuleczalne choroby autoimmunologiczne, czy genetyczne, jak stwardnienie zanikowe boczne (SLA). Zyskamy władzę nad komórkami, jaką mają wirusy i oczywiście wykorzystamy ją tylko w „dobry” sposób. Będziemy bowiem mogli dostarczyć do właściwych komórek brakującą informację – wymienić geny wadliwe na prawidłowe – i sprawić, że komórka będzie działała poprawnie. Jeśli uda się „naprawiać” komórki, to nawet starość da się „leczyć”. Piękna i młoda do grobowej deski – czyż to nie marzenie tak wielu pań? I znów będziemy żyli (jeszcze) dłużej i (jeszcze) szczęśliwej. O ile doczekamy tego szczęsnego czasu. Na śmierć nie widać żadnego lekarstwa nawet na horyzoncie. Żadnego, poza Bogiem. Ale w czasach postępu to obciach wierzyć w taki anachronizm, jak Bóg. Zatem Boga nie ma.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale