30 obserwujących
32 notki
200k odsłon
  194   0

Ślady na piasku

Nadeszła jesień. A raczej nadchodzi, bo to początek września, ale to niewiele zmienia. Niepowstrzymanie toczące się koła czasu, jedno mniejsze: dzień, noc, dzień… i drugie, obszerniejsze: lato, jesień, zima, wiosna, lato… I znów mamy jesień. Nie myślimy o tym, bowiem jak zawsze mamy mnóstwo kłopotów, w całym zakresie, od bardziej ogólnych, np. politycznych, jedna partia zrobiła to, druga nie zrobiła czego innego; ten polityk coś powiedział, inny coś tam zrobił, czy czegoś zaniechał, aż do kłopotów osobistych. Czegoś chcemy, czegoś innego się boimy, o czymś marzymy, czy planujemy… Pełno ludzkich, cudzych problemów. Nazywa się to szumem informacyjnym. Kiedyś ludzie przymierali głodem i nie mieli tyle problemów. Mieli jeden problem: jak przeżyć ten dzień? Jak znaleźć coś do jedzenia i dożyć do jutra. To był problem. Prawdziwy problem.

    My, znacznie szczęśliwsi od naszych przodków, mamy też o wiele więcej problemów. Gdzie jechać na wakacje: wyspy Kanaryjskie, Włochy czy też Grecja? Problem, jakiego oni nie mieli. Jaki samochód kupić? Której marki? Samochód miejski, wszędobylski SUV, czy dostojną a wygodną limuzynę? O tym także nie myśleli. Kim jestem: mężczyzną, czy kobietą? Dawniej było to jasne, pomijając owe nieszczęsne, acz nieliczne istoty naznaczone i upośledzone przez błędy genetyczne, czyli naturę. Dziś mamy mnóstwo zdrowych osobników płci obojga, to jest płci wszelakiej, bo podobno płci jest 56, jak nie więcej. Rozwydrzeni i zajadli bezwstydnicy skupieni na sobie, dokładnie na swoich narządach płciowych i na rozpuście, osobnicy niedorobieni i niedoważeni, za to wrzaskliwi i bardzo głośni. Wykrzykują wszem i wobec o swoich po prawdzie głupich i wstrętnych, a na pewno nieodrzecznych niby problemach wmawiając wszystkim, że ich problemy, problemy tzw. osób nieheteromatywnych (co to znaczy, u licha?) są naszymi problemami.

    Ale przecież, może to oni maja rację? Może istotnie najważniejsze w życiu jest przyjemność, seks, inne rozkosze? Może po to żyjemy? Może nic nie ma poza tym? Kiedyś w odpowiedzi na jakiś mój tekst jedna kobieta napisała, że pytanie o sens życia nie ma sensu, bo sensem życia jest szczęście i przyjemności i wszyscy o tym wiedzą. Skoro to wiedza powszechna, to nie ma o czym gadać, prawda? Sens życia jest w samym życiu. Jest to wiedza, czy prawda ogólnie znana, a aktywiści ruchu LGTB++…+, to tylko skrajne przykłady. A przecież, czyż to pytanie nie zadawano od zawsze? Od kiedy ludzie zaczęli myśleć, a na pewno od kiedy jęli zapisywać swoje myśli. Kiedyś Sokrates zapytany, czym różni się od innych ludzi odparł: ludzie żyją po to, aby jeść, ja jem po to, aby żyć. Sokrates żył po to, aby myśleć, by rozważać problemy, by szukać prawdy. Jezus zwany Chrystusem, kuszony owym doczesnym szczęściem, tak miłym dla wielu, odpowiedział szatanowi: napisano, nie samym chlebem żyje człowiek. I dodał: …lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych! (Mat. 4, 4) I Sokrates, i Jezus nie przeczą, że mamy ciało, że chleb jest niezbędny, aby żyć. Ale mówią, że jest jeszcze coś innego, poza nami, coś więcej. Dla Sokratesa to rozum, poznanie, prawda, dla Jezusa Bóg i wiara – droga do Boga. Ten sam podział objawia się od zawsze: na świat zewnętrzny, niezależny od nas, i świat wewnętrzny, duchowy, w którym to my jesteśmy jedynemu panami i włodarzami. Na ciało i ducha.

    Czy służba ciału nie daje szczęścia? Daje, oczywiście, że daje. Jak zjedzenie cząstki dobrej czekolady. Są przecież i inne przyjemności, ale skupmy się na czekoladzie, która także daje szczęście. Czy zjedzenie całej tabliczki czekolady, dwadzieścia razy więcej, daje dwadzieścia razy więcej przyjemności? Nie. Nie daje. Przyjemność to nie prosta suma arytmetyczna poszczególnych części. Szczęście się nie dodaje. Szczęście jest jak beczka bez dna. Im więcej wlejesz, tym więcej przecieknie. Więc trzeba więcej. I więcej. Ponieważ następuje nasycenie, szukane są coraz to nowe doznania, nowsze, inne i/lub mocniejsze przyjemności. Bóg, czy natura tak to stworzyła. Bardzo mądrze. Nie ma takiej ilości szczęścia, która by zaspokoiła człowieka. Zawsze trzeba więcej. Aby być szczęśliwym trzeba ciągle nalewać przyjemności do tej beczki bez dna. Dlatego trwa niestrudzona pogoń. ciągłe poszukiwanie, nieustanny pościg za nowymi przyjemnościami.

    Czy znaczy to, że nie trzeba szukać przyjemności, albo przynajmniej unikać nieprzyjemnych doznań? Kto zamiast zjedzenia cząstki dobrej czekolady walnie się młotkiem w paznokieć, czy wsadzi dłoń w ogień? Chyba jakiś zaburzony psychicznie masochista. Ale masochista też zadaje sobie ból, by doznać dziwnej dla normalnych ludzi, ale jednak przyjemności. Wychodzi więc na to samo: celem życia jest szukanie przyjemności. Służba wkoło ciała. Którą kończy tylko śmierć.

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości