30 obserwujących
31 notek
200k odsłon
  230   0

Prawo do głupoty

Dziś powrócę do trwającej w najlepsze epidemii, tej powracającej zarazy, zwanej COVID 19, wywołanej przez wirusa SARS-COV-2. Do epidemii, co trwa może z rok, i do ludzkiej głupoty, która jest równie wieczna, jak człowiek. Jak nas wiosną nawiedziła epidemia, tak nas nie opuszcza. Ostatnio widzimy narastająca falę zachorowań tak u nas, jak w sąsiednich krajach, w całej Europie. Epidemia jest jak powódź sztormowa. Przychodzi wielka woda i zalewa wszystko, ale raz za razem nadciągają potężne fale, niszcząc i zalewając to, co jeszcze ocalało. Teraz, na jesieni, mamy uderzenie drugiej fali COVID 19, oczekiwanej przez specjalistów. Czy z wytęsknieniem? Tego bym nie powiedział.

    Ciekawe, że tej nowej fali i rekordowej ilości zachorowań towarzyszy niska śmiertelność. Znacząco niższa niż na wiosnę. Kilka przyczyn tego stanu rzeczy. Pierwszym jest oportunizm wirusa, jeśli taki przymiotnik można stosować wobec biologicznego mikroorganizmu, działającego niby nakręcona mechaniczna zabawka. Takie wilki, czy lwy, atakujące stado saren, czy antylop, na ofiarę wybierają najsłabsze osobniki: stare, słabe, chore, kalekie. Po się przemęczać? Mięso, to mięso. Gdy lwy wybiją najsłabsze antylopy, wówczas sytuacja się zmienia. Polowanie trwa, ale coraz częściej ofiary, sprawne i silne, umykają drapieżnikowi. Podobnie jest z wirusami i ludźmi. Wirusy wykazują taki sam oportunizm jak lwy, wilki, orki, czy inne wielkie drapieżniki. Niestety, ten biologiczny mechanizm sam z siebie się nie wyczerpie. Jest to swego rodzaju perpetuum mobile; wirus COVID 19 namnaża się, powiela kosztem komórek, czyli swych ofiar. Teoretycznie w nieskończoność, w praktyce bardzo, bardzo długo. Źle to nam wróży, ale my ludzie napotkaliśmy już wiele epidemii wywoływanych przez wirusy, czy bakterie, często o wiele groźniejszych i bardziej śmiercionośnych niż wirus SARS-COV-2 i… przetrwaliśmy. Jako gatunek. Tak działa mechanizm ewolucji, przeżywają najsilniejsi. A my, ludzie, jesteśmy przecież elementem przyrody. Jesteśmy, czy nie? Jeśli tak, to czemu mielibyśmy być traktowani inaczej niż jelenie, śledzie, papugi, czy inne gatunki zwierząt?

   Druga przyczyna to medycyna, czy lekarze. Kiedy zimą, wiosną tego roku pojawiła się epidemia COVID 19 był to całkiem nowy egzemplarz z pawilonu małych drapieżców. Lekarze nie wiedzieli, jak do tego jeża podejść, jak leczyć nową chorobę. Leczyli wiec same objawy. Wiadomo, że jak ktoś się dusi, bo płuca są zaatakowane, to trzeba podłączyć chorego do respiratora, podać mu tlen. Powie ktoś, że wirus to wirus, a wirusy znamy od zawsze, jak wirusy grypy. Niby tak. Wirus SARS-COV-2 jest podobny do innych wirusów, czy korona wirusów, ale nieco inny. I tak inność, osobliwość tego wirusa jest problemem. W pół roku później sytuacja jest inna. Wirus został w dużej mierze poznany i obłaskawiony. Działania przeciw niemu są ukierunkowane i są coraz bardziej skuteczne. Nie znaczy to, że potrafimy wirusa zwalczyć, bo nie potrafimy, ale lekarze potrafią ocalić znacznie większą grupę najciężej chorych pacjentów. Powstały i zostały sprawdzone tzw. procedury medyczne leczenia pacjentów chorych na COVID 19. Procedura to bardzo ważna rzecz we współczesnej medycynie, bowiem lekarze są specyficznie szkoleni na studiach, i dalej podczas praktyki. Ich mózgi są przeładowane procedurami, to jest schematami postępowania. Takie a takie objawy, trzeba więc postąpić tak i tak, przepisać takie leki, skierować na określone badania. W zależności od wyników idziemy lewą ścieżka, albo prawą. I tak dalej. Aż do diagnozy, do wyleczenia pacjenta, albo do kolejnego pacjenta. Pacjentów nigdy nie braknie. Procesor w komputerze tak samo działa: wykonuje algorytm. Lekarzy uczy się procedur, to jest algorytmów, oduczając się samodzielnie myśleć. Podejmować samodzielne decyzje to zawsze ryzykowne. Takie samodzielne działania grożą oskarżeniem lekarza o eksperymentowanie, a lekarze jak ognia boją się oskarżeń o eksperymentowanie na pacjentach. Można by rzec, że typowy lekarz ma mały rozumek, ale wielką pamięć, jak londyńscy taksówkarze, co muszą spamiętać miliony adresów na tysiącach ulic wielkiej aglomeracji. Dlaczego tak się uczy lekarzy? Gdyż to jest najlepsza metoda. Każda inna, a wiele próbowano, daje gorsze wyniki, to jest o wiele obszerniejszy cmentarz. Co też cieszy niektórych, na przykład grabarzy, czy innych przedstawicieli biznesu pogrzebowego, ale rozjusza żyjących krewnych.

   Jednakże w obliczu całkiem nowej epidemii ta wypróbowana metoda zwodzi. Większość lekarzy jest bezradna wobec nowej choroby. Znane procedury nie działają, albo działają częściowo, a innych nie ma. Dziś lekarz maja procedury opracowane na przypadkach tysięcy zmarłych przez nieliczną, myślącą cześć środowiska. Zawsze zostają nieliczni, taki margines bezpieczeństwa, którym wolno, którzy mają myśleć, wymyślać nowe metody, nowe leki, nowe procedury. Oni pracują, robią co mogą. Najlepsza byłaby szczepionka, najskuteczniejsza broń przeciwko epidemiom. Powtarzające się doniesienia o powtórnych zakażeniach – chory przebywszy raz infekcje COVID 19 po kilku miesiącach przechodzą powtórne zakażenie – świadczą o tym, że nabyta odporność, jeśli jest, to jest krótkotrwała. Bardzo to zły prognostyk dla przyszłej szczepionki. Ale… nie jestem tu specjalistą. Może, istotnie, uda się stworzyć szczepionkę. Kto wie. Jeśli się nie uda i nie powstanie skuteczna szczepionka, współczesna medycyna też może wiele zrobić. Mamy setki, tysiące leków, miliony możliwych kombinacji. Któreś z nich muszą działać, wiele z nich już działa dosyć skutecznie. Przetestowane przez te miesiące pandemii, inne testuje się nadal. Jak? Na chorych rzecz jasna, nie da się inaczej. Cokolwiek mówiliby lekarze, nie da się uniknąć testów na ludziach. Jeden musi umrzeć, aby stu, lub więcej mogło żyć. Albo, albo. To się opłaca. Statystycznie. Przykładem wirus HIV. Śmiertelność na chorobę AIDS (zespól nabytego niedoboru odporności) wywoływaną przez wirus HIV wynosi równe 100%. Wyjątki to dwie osoby, które przeżyły, ich układ odpornościowy zwalczył wirusa HIV. Fakt udokumentowany w naukowej literaturze. Przez genetyczną mutację, taki fart na genetycznej loterii, ci dwoje, jako jedyni z ogółu ludzkiej populacji, okazali się być odporni na wirus HIV. Nie udało się stworzyć szczepionki na HIV, ale koktajl leków poskramia HIV. Dziś AIDS to choroba przewlekła. Drugi przykład: wścieklizna, choroba wirusowa, śmiertelność też wynosi 100 % (poza wyjątkami liczonymi na palcach jednej dłoni). Na wściekliznę nie ma lekarstwa, jeśli się rozwinie, chory musi umrzeć, a śmierć ma okropną. Ale dysponujemy skuteczną szczepionką. Skoro poskromiliśmy wirusa wścieklizny, HIV, ospy, polio, i wiele innych mikro potworów – mikro tylko rozmiarami, bo nie przez skutki – to kij i na COVID 19 się znajdzie. Już lekarze przetestowali kilka małych kijków. Inna teoria mówi, że wirus SARS-COV-2 zmienia się w kierunku wyższej zakaźności kosztem niższej śmiertelności. Zasada: coś za coś obowiązuje także w świecie wirusów. Jaka by nie była przyczyna, śmiertelności drugiej fali epidemii jest niższa pierwszej. I to jest dobre. 

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości