29 obserwujących
52 notki
196k odsłon
  194   0

Prawo i praworządność

Co to się porobiło ostatnio! Polacy znów staja okoniem przeciwko tym, co chcą im zrobić, kolejny raz, dobrze. Nie wszyscy, bowiem jedność nie istnieje w żadnym społeczeństwie, no chyba z wyłączeniem tego najlepszego to jest niemieckiego narodu, czy innych… germańskiego pochodzenia, bo one są z definicji lepsze. pod każdym innym względem też są lepsze, bardziej światłe, nowoczesne, no i bogatsze, co ma znaczenie. Pośród naszej, gorszej jakości społeczności znajdzie się grono mądrzejszych, lepiej wykszatłconych, postępowych ludzi, którzy nie mogą się doczekać, kiedy wskutek interwencji zza granicy, wprost powiedzmy, z Berlina, im przypadnie władza i zaczną trudy i mozoły pracy nad tym krnąbrnym, niewdzięcznym, podłym narodem, by ukształtować go na swój obraz i podobieństwo. Wiele tych lepszych ludzi widać i słychać w mediach postępowych, czy w telewizji prywatnej, trafem mediach należących do niemieckich właścicieli, którzy oczywiście całkowicie niezależnie i zgodnie z prawdą wyjaśniają w polakożerczych mediach, że to, co niemieckie lepsze jest i musi być lepsze od tego, co polskie.

   Zatem Unita, to jest Niemcy chcą nam narzucić praworządność, rządy prawa, a polski rząd, polski premier mówi nie! Niewdzięczny! Jak to Polacy. Z czystej złośliwości i przekory. Zawsze na przeciw tym lepszym. A przecież Niemcy od zawsze chcieli dobrze, to jest pragnęli rządów prawa i porządku. Od panowania króla Fryderyka Wilhelma I Pruskiego w pierwszej połowie wieku XVIII; to samo działo się pod niemieckim panowaniem na przykład za czasów kanclerza Ottona Bismarcka w drugiej połowie wieku XIX, nie inaczej było za rządów kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera w wieku XX. Dura lex, sed lex. Twarde rządy, ale rządy prawa. Niemieckiego prawa, najlepszego prawa. Tradycja zobowiązuje. Cóż w tym dziwnego, że i w roku 20 wieku XXI niemiecka kanclerka o wyglądzie i imieniu makreli nie ustaje we wprowadzeniu rządów prawa i porządku w Polsce? Niemcy nie ustaną, póki rządy prawa, niemieckiego prawa zapanują nie tylko w Polsce, lecz w całej Unii Europejskiej. Niemcy prawo mają we krwi. Lub odwrotnie. Krew w prawie.

   Leży oto przede mną fotokopia rozporządzenia Hansa Franka niemieckiego szefa rządu Generalnego Gubernatorstwa (niem. Regierung des Generalgouvernements) od początku października 1939 do kapitulacji Niemiec 8/9 maja 1945. Jednym z pierwszych rozporządzeń podpisanych przez szefa rządu Generalnej Guberni, doktora praw Hansa Franka było „Rozporządzenie celem zwalczania czynów gwałtu w Generalnym Gubernatorstwie z dnia 31 października 1939 roku”. Doktor Hans Fran ukończył studia prawnicze i uzyskał tytuł doktora prawa na pierwszorzędnym niemieckim uniwersytecie. Długo pracował jako adwokat, między innymi reprezentował Adolfa Hitlera przed sądem w licznych procesach. Źli ludzie, a takich nie brak nawet w niemieckim, zglajszachtowanym społeczeństwie, ciągali przyszłego Führera III Rzeszy Niemieckiej po sądach pod lada pretekstem. Oczywiście, zanim Adolf Hitler został Kanclerzem Niemiec. Hans Frank był osobistym adwokatem i doradcą prawnym Adolfa Hitlera. Hans Frank prawo, niemieckie prawo miał we krwi. Nie dziwi zatem, że kanclerz i Führer Rzeszy Niemieckiej powierzył wprowadzenie rządów prawa polskiej podludziom swemu osobistemu prawnikowi. I tak Hans Frak został szefem rządu w Rządzie General Gubernatorstwa, a jednym z pierwszych jego zarządzeń było owo wzmiankowano Rozporządzenie o zwalczaniu aktów gwałtu przeciwko praworządnym niemieckim władzom, podpisane już 31 października 1939 roku, praktycznie natychmiast po ustaniu walk w kampanii wrześniowej i przekazaniu władzy nad podbitymi terytoriami od wojska do władz cywilnych.

   Nie rozumiem, dlaczego niemieccy prawnicy, niemieckie prawo nie szczycą się o tym rozporządzaniem i innymi działaniami prawnymi swego prominentnego przedstawiciela doktora praw Hansa Franka. Niemiecka nauka, niemieckie prawo mają prawo być dumne z tego dokumentu, gdyż owo rozporządzenie jest naprawdę niezwykłe w dziejach prawa, również niemieckiego prawa. Normalnie studenci prawa trawią lata nad zgłębianiem kodeksów, dzieł wybitnych prawników, nad analizą kazusów, a półki w bibliotekach uginają się pod ciężarem ksiąg pełnych prawniczych mądrości, które muszą czytać nieszczęśni adepci nauk prawnych. Doktor niemieckiego prawa Hans Frank całą treść niemieckiego prawa dla Polaków, bo nie obowiązywało to Niemców, streścił na jednej stronie. W czternastu paragrafach zebrał kodeks karny i kodeks karny wykonawczy. Paragrafach zapisanych prostym językiem, aby mógł to zrozumieć każdy prosty, niemiecki wachman, byle tylko umiał czytać. Rozrządzenie opublikowano w języku niemieckim i polskim, w dwóch kolumnach. Już pierwszy paragraf oddaje literę i ducha niemieckiego prawa dla Polaków:


§ 1

Kto dopuszcza się czynów gwałtu przeciw Rzeszy Niemieckiej lub Niemieckiej władzy zwierzchniej, wykonywanej w Generalnym Gubernatorstwie, podlega karze śmierci.


I tak dalej, od § 1 do § 5 wszędzie jedna kara – kara śmierci za wszystko, od rzucania grantów po opowiadanie dowcipów, od kupienia bułki na targu (białe pieczywo było Polakom zakazane pod karą śmierci!) po strzelanie do Niemców. Praktycznie wszystko, każdy czyn mógł zostać uznany za gwałt przeciwko niemieckim rządom prawa i zostać ukarany śmiercią zgonie z niemieckim prawem. Kolejny szósty paragraf brzmi następująco:

§ 6

Podżegacz i pomocnik karani będą jak sprawca, czyn usiłowany karany będzie jak czyn dokonany.


Jest to wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej. Każdy mógł zostać ukarany za czyn innego, na przykład mężczyźni w kamienicy zostać aresztowani i rozstrzelani, bo w jednym z mieszkań Niemcy znaleźli broń. Zgodnie z niemieckim prawem. Inny kwiatek:

§ 9

Kto otrzymawszy wiadomość o zamiarze popełnienia przestępstwa, określonego w § 1-5 zaniecha władzy lub osobie, której to przestępstwo grozi, niezwłocznie lub w takim czasie donieść o nim, aby można było zamierzonemu przestępstwu zapobiec, ulega karze śmierci.

Niemieckie prawo wyszczególniło jedno przestępstwo.

§ 10

(2) Kto otrzymawszy wiadomość o nielegalnym posiadaniu broni przez innego zaniecha bezzwłocznie uwiadomić o tym władze ulega karze śmierci.

Paragrafy § 1-10 rozporządzania władz niemieckich to odpowiednik kodeksu karnego dla podludzi, zaś następne paragrafy § 11-13 to jakby kodeks karny wykonawczy. Bardzo krótki, bo i o czym się tu rozwodzić, gdy wszędzie i za wszystko grozi jedna kara – kara śmierci? Prawnicze, niemieckie niuanse o to kto, który sąd ma wydawać wyroki śmierci to § 11. Ciekawy jest paragraf dwunasty.

§ 12

Należy zanotować na piśmie nazwiska sędziów, skazanego, oraz świadków, na których zeznaniach skazanie opiera się, a również czyn karany, oraz dzień skazania i wykonania wyroku.

   

Doktor niemieckiego prawa Hans Frank nie dopuszcza możliwości, że oskarżony może zostać uniewinniony. Polak przed niemieckim sądem musi zostać skazany a kara jedna - kara śmierci. Minimum formalności, wystarczy notatka na kartce papieru. Podstawą skazania zeznania świadków, albo skazanych. Przyznanie koronnym dowodem winy, czyli wezwanie do tortur. Paragraf 12 Rozrządzenia celem zwalczani czynów gwałtu… to cały kodeks karny wykonawczy. Wystarczy przeczytać to zdanie, ten krótki § 12, aby przekonać się na czym poległy niemieckie sądy i niemieckie prawo. Niewiele zdań spisanych w księgach wieje taką grozą jak ten paragraf. Takie prawo obowiązywało w Generalnej Guberni przez całą wojnę. Prawie całą. W 1943 szef rządu Generalnej Guberni doktor Hans Frank wydał nowe rozporządzenie o zwalczaniu czynów gwałtu przeciwko niemieckim rządom prawa, bowiem te stare, z 1939, okazało się zbyt… łagodne.

    Jak tu się dziwić, że po wojnie niemieckie sądy nie skazały prawie żadnego z niemieckich zbrodniarzy, ani tych co wydawali rozkazy, ani tych co z tych co je wykonywali, co rozstrzeliwał, co pali wsie z mieszkańcami, ani „sędziów” sądów z GG. Było ich setki tysięcy, jak nie więcej. Skazano tylko jednostki, kilkunastu esesmanów, pechowców z KL Auschwitz, czy Majdanka w szeroko propagowanych procesach pokazowych, dających alibi niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości i bezkarność milionom nieukaranych zbrodniarzy. Esesmanów skazano za zabijanie więźniów, Żydów. Za mordowanie Polaków niemieckie sądy nie ukarały po wojnie żadnego Niemca! Niemcy przecież działali zgodnie z prawem, niemieckim prawem! Niemieckie prawo, twarde prawo, ale prawo. Przykładem gen. SS Heinz Reinefarth, odpowiedzialny za wymordowanie 40, czy 50 tysięcy ludzi na Woli i Ochocie w czasie powstaną warszawskiego, który żył sobie spokojnie, otoczony szacunkiem pełnił nawet funkcje w lokalnym samorządzie i umarł nie niepokojony przez nikogo a na pewno nie przez niemieckie prawo.

    Można powiedzieć, co nas obchodzi, co się działo osiemdziesiąt lat temu. Dziś to bez znaczenia. I tak, i nie. Miliony niemieckich morderców nie zostały ukarane. Oni nie tylko żyli spokojnie, ale płodzili dzieci i dzieci wychowali, przekazując im to, czym sami nasiąkli. Nieukarana zbrodnia wraca. Dzisiaj w Niemczech dzieci i wnuki niemieckich morderców nadają ton w rządzie, w parlamencie, w biznesie, mediach i sądownictwie. I to oni, dzieci i wnuki morderców w niemieckich mundurach w głos użalają się nad polska praworządnością! Od niemieckich kłamstw gorsza jest tylko niemiecka hipokryzja.

    I tak teraz, pod koniec 2020, roku kanclerz Niemiec chce wprowadzić kary z łamanie praworządności wobec Polski, czy Węgier! Ale to nic nowego, że rząd niemiecki walczy o prawo, o praworządność. Przed wojną kanclerz Adolf Hitler także walczył o prawo, o prawa niemieckiej mniejszości, rzekomo straszliwie prześladowanej w sąsiednich krajach, w Polsce, czy Czechosłowacji. W imię obrony praw Niemców kanclerz Niemiec wydarł najpierw Sudenteland z Czechosłowacji, a potem resztę Czech włączył do Vaterlandu. Następnie kanclerz Niemiec, Adolf Hitler, stanął w obronie praw Niemców w Polsce! Prawa Niemców, to były jedną z głównych przyczyn wybuchu wojny, o czym się zapomina. Tak kanclerz Niemiec Adolf Hitler, jak obecna kanclerka - makrela, oraz ich następcy walczyli, walczą i będą walczyć o prawo, o rządy prawa, o praworządność. Nic nowego. Zawsze jak stajemy do konfrontacji z Niemcami, okazuje się, że Niemcy walczą o prawa, o praworządność, że mają głęboką słuszność, że kiedyś Bóg, dziś racja i prawo i postęp są po ich stronie, a my jesteśmy głupi, ciemni, i wsteczni. Ba, za czasów wojen z zakonem krzyżackim w XIV-XV wieku, na przykład przed bitwą pod Grunwaldem było tak samo. Krzyżacy w ich mniemaniu, oraz w mniemaniu u wielu przywódców na Zachodzie, mieli rację. Podobnie jest w roku 2020. Jesteśmy sami, poza okolicznościowym sojuszem z Węgrami. Przywódca Węgier ma swoje porachunki z kanclerką Niemiec, która kilka lat temu wezwała imigrantów do Unii w dobroci swego serca i z zimnego wyrachowania, a ich szlak wiódł przez Węgry. Poza tym okazjonalnym sojuszem, jesteśmy sami. I pozostaniemy sami. Od czasów Adolfa Hitlera Niemcy nie miały równej potęgi, potęgi zdobytej nie siłą militarna, ale siła gospodarki, dyplomacji, życzliwych mediów.

   Kiedy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej w 2004 roku, w unii oprócz Niemic ton nadawały potężna jeszcze Francja i Wielka Brytania tradycyjnie nieufna wobec Niemiec i Francji. Dziś Brytyjczycy mając dosyć kopania się z koniem wycofują się na swoje wyspy, a pogrążana w głębokim kryzysie Francja to cień samej siebie. Zostały Niemcy. Po wprowadzaniu Euro i kryzysie sprzed ponad dziesięciu lat kraje południa: Hiszpania, Włochy i Grecja to w praktyce bankruci, których słabe gospodarki dobija obecna pandemia. Ludzie umierają, gospodarka pada, a stopa bezrobocie strzela w niebo. Nawet pandemia pomaga Niemcom, które przechodzą ja stosunkowo gładko, jak na razie, bo to może się jeszcze zmienić. Inne kraje, zwłaszcza południa Europy, znacznie ciężej. Pomijając zmarłych i chorych, pandemia koronawirusa wyniszcza gospodarki takich krajów jak Hiszpania czy Włochy, oraz Francję, cofa je ekonomicznie o lata. Kraje te coraz mocniej zależą od finansowania z Unii, to jest z Europejskiego banku Centralnego, a Europejski Bank Centralny to przedłużenie Deutsche Banku. W Brukseli nie wydadzą jednego euro bez zgody Niemiec. Tak Niemcy tuczą się i rosną kosztem Europy. Bezwarunkowo popierają ich kraje germańskie oraz zwasalizowana Francja i Belgia. Niemcy wreszcie kontrolują Euro, które stało się niemiecką marką, przemysł niemiecki kwitnie. Niemcy stały trzecim eksporterem na świecie i skarbnikiem Europy. Kto trzyma kasę, ten ma władzę. Tak było, jest i będzie. Jakie szczęście, że nie przyjęliśmy Euro za rządów partii obywatelskiej, światłej i postępowej!

   A europejskie instytucje, komisje, komisarze, ten cały europarlament w Brukseli…? Bez znaczenia, atrapy, figuranci. Hałaśliwe przedstawienie, mające odwrócić uwagę od tego, co dzieje się w kuluarach. A to Niemcy pociągają za sznurki w europejskim teatrze marionetek. Nie ma sensu kłócić się, czy dyskutować z nadętymi komisarzami. Nie ma znaczenia, jak się nazywają, ani ich płeć, czy z jakiego kraju pochodzą. Wysocy komisarze Unii Europejskiej mówią i robią tylko to, czego chcą ci, co ich powołują i mogą odwołać. W teatrze marionetek nie ważne, co mówią marionetki, czyli aktorzy, lecz ci co pociągają za sznurki. A najważniejszy jest dyrektor, czy dyrektorka teatrzyku – kanclerka Niemice. Mówienie o Unii Europejskiej to fałsz. Jeśli ustąpimy, jeżeli zmiany, jakie forsuje rząd Niemiec wejdą w życie, to już oficjalnie będziemy nie w Unii Europejskiej, lecz Unii Niemieckiej. I przypadnie nam bardzo podrzędne miejsce, na oślej ławce w Unii Niemieckiej. Czy współczesne Niemcy wreszcie, pod ponad dwóch stuleciach walk i klęsk, spełnią marzenie cesarza Wilhelma, Bismarcka, czy Adolfa Hitlera? Kto wie? Ale skoro tyle razy im się nie udało, to może znowu im się nie uda?

   Niemcy zmądrzały, nie grożą już wojną, czy podbojem. Zamiast tego stosują przewagę ekonomiczną, zmasowaną propagandę, i taktykę małych kroków. Kanclerz Adolf Hitler też stosował taktykę salami. Zaczynał od małych żądań. Od drobnych spraw, potem żądania stawały się coraz większe i większe. Tak Hitler, jak współczesna kanclerka – makrela z upodobaniem posługują się niemiecką piątą kolumną. Kolejne podobieństwo metod. Wspólne cele, to i wspólne metody. Dziś są to polskojęzyczne media w niemieckich rękach, ogólnie media postępowe i nasza ogłupiała, rozwydrzona, zdemoralizowana opozycja, która wiedząc, że to jedna droga do zdobycia władzy, nie cofnie się przed zdradą wzorem Targowicy. No i liczna sfora mniejszych i większych a jakże hałaśliwych i zajadłych w nienawiści do Polski i Polaków folksdojczów i folksjudejczyków. Niemcy zaczynają od walki o prawo, o praworządność, a kończą się na kolejnych… Rozporządzaniach w celu zwalczania zamachów i gwałtów na dzieło niemieckiej odbudowy i niemieckiego porządku. Takie jest to… niemieckie prawo, niemiecka praworządność. Znamy to dobrze od tysiąca lat.

   Patrząc chłodnio nie mamy dużych szans w tej walce. Prawie wszystkie karty są w ręku Niemiec. Jak wiadomo praworządność musi zwyciężyć. Ordnung muss sien. A walec postępu toczy się niepowstrzymanie. Jednakże… historii wiadomo, że kilka razy udało nam się nie tylko wsadzić kij w szprychy niemieckiej machiny, ale wywrócić niemiecki walec prawa i porządku. Więc… nie traćmy ducha. Na pewno mamy lepiej niż nasi ojcowie, czy dziadowie. Nas przynajmniej nikt nie rozstrzela, ani nie ześle do kacetu na wyniszczenie. Postęp i liberalna demokracja ma swoje dobre strony. A nawet jak przegramy, to dostaniemy kilka euro na pociechę. Czyż nie żyjemy we wspaniałych czasach?


  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.


Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale