29 obserwujących
37 notek
201k odsłon
  1020   2

Rzeka

Czas mija a pandemia trwa. Jak przyszła tak siedzi i nie chce odejść. Z jaką przyjemnością i ulgą chciałoby się jej rzec: żegnaj! Odejdź i nie wracaj. Choć mnie osobiście pandemia nie dotknęła szczególnie mocno – nikt z moich bliskich, czy znajomych, ani nie zachorował mocno, nie trafił do szpitalu, ani nie umarł. Ale zaraza jest, i wisi nad głową, jak ciężka, czarna, burzowa chmura, i nigdy nie widomo, kiedy chluśnie deszczem. A wtedy może być i będzie bardzo… nieprzyjemnie, oględnie mówiąc. Matematyka głosi prawo wielkich liczb. Mamy pandemię, czyli powszechną zarazę. Z miliona populacji pewna część zostanie zainfekowana, z tych część zachoruje, spośród chorych pewien odsetek przejdzie chorobę ciężko, albo bardzo ciężko, z których z kolei część umrze. Można policzyć prawdopodobieństwo zachorowania, ciężkiej choroby, i śmierci. Prawdopodobieństwo, które jest funkcją czasu i przestrzeni. W pewnych regionach zachorowań jest mniej, w innych więcej, więc to prawdopodobieństwo zależy od tego, gdzie znajduje się łózko w którym śpimy. Prawdopodobieństwo to również zmienia się w czasie. Pandemia zawsze przychodzi i odchodzi falami. Właśnie minął nas szczyt trzeciej i najcięższej fal pandemii choroby COVID-19.

    Pierwsza fala z wiosny zeszłego roku, była bardzo łagodna. Wirus SARS-COV-2 dopiero co przybył i rozgaszczał się w nowym miejscu i rozglądał, leniwie się zastanawiając, co by tu zrobić. Podobnie wilk, gdy wedrze się do zagrody, nie rzuca się od razu na owce, lecz owszem, coś tam przekąsi, wiec jakąś owcę zagryzie na przekąskę przed głównym daniem, lecz drapieżnik spokojnie, bez pośpiechu, rozgląda się, zastanawia. Wilk wie, że wszystkie owce są i tak jego. Druga fala z późnej jesieni była bardzo ciężka, wirus SARS-COV-2 pokazał, co potrafi. Lecz nie tak ciężka i śmiertelna, jak obecna, trzecia fala, z wiosny. Której szczyt już minął, jak się zdaje, a my powoli zsuwamy się z grzbietu tej najwyższej, trzeciej fali.

    Czy będzie czwarta fala? Pewnie będzie. Kiedy? Zapewne na jesieni; jesień i wiosna to ulubione pory roku wirusów, co potwierdza dotychczasowy przebieg pandemii. Być pewnie będzie, lecz kolejna fala nie powinna być wyższa, a znacznie niższa od trzeciej fali. Dlaczego? Powody są dwa. Z badań przesiewowych widomo, że nawet połowa populacji ma antyciała, więc zetknęła się z wirusem SARS-COV-2 i ma jakąś własną odporność na wirusa. Po trzeciej fali ten odsetek zdecydowanie wzrośnie. Wreszcie mamy szczepionki. To prawdziwy cud, cud nauki, który nie przestaje mnie zadziwiać, że w ciągu roku naukowcy pracujący dla kilku firm zdołali opracować kilka szczepionek o skuteczności dziewięćdziesięciu kilku procent! Naprawdę, niezwykłe osiągnięcie. Szczepionki ocalą tych, których nie uchroni własna odporność. Są oczywiście tacy, co się nie zaszczepią. Albo przeżyją chorobę, albo nie. Kto nie chce się szczepić, niech się nie szczepi. Ich sprawa i ich problem.

    Z badań wiadomo, że pokolenia po Czarnej Śmierci, pandemii dżumy z XIV wieku, były zdrowsze i silniejsze, niż te przed. Dżuma wykosiła wszystkie słabe, ułomnie osobniki w ludzkiej populacji Europy. Umarło wówczas, bagatela, od jednej trzeciej do połowy ludności Europy według różnych szacunków. Trzeba się więc pogodzić z tym, że pozytywnym skutkiem obecnej pandemii będzie wzrost średniej inteligencji na skutek wzmożonej śmiertelności osobników głupich, zacietrzewionych, i zapamiętałych w swojej głupocie. Wracając do liczb: w ówczesnej Polsce, którą dżuma potraktowała wyjątkowo łagodnie, jak się szacuje umarło około 10% populacji, czyli jedna osoba na dziesięć. Obecna pandemia to mniej niż jedna ofiara na pięćset. Czarna śmierć to dno dna nieszczęść, lecz epidemia grypy – hiszpanki sto lat temu również przyniosła o wiele więcej ofiar. Mamy szczęście, naprawdę mamy wielkie szczęście w tym nieszczęściu, jakim jest pandemia choroby COVID-19, bo mogłoby być o wiele, wiele gorzej. W kategoriach ludzkich obecna pandemia to nie jest cios w serce, ani nawet nie złamanie nogi, to lewe szturchaniec, albo lekki klaps w pupę, jaki mama wymierza niesfornemu dziecku.

    Matematyka: rozkłady, prawdopodobieństwa, prawo wielkich liczbo, itp. to tylko część prawdy. Wcale nie najważniejsza część prawdy. Matematyka mówi, że jeden to o wiele, wiele mniej niż miliom. Jedynka to poprawka w szóstym miejscu po przecinku. Bez znaczenia. Ale jednostka to całość. Jednostka nie podlega prawu wielkich liczb, ani statystyce. Ale podlega prawom fizyki i biologii. Jeden to całe sto procent. Jeden znaczy tyle co cały świat. Kiedy człowiek umiera, to jakby cały świat umierał, jak ktoś słusznie powiedział. Miliony ofiar pandemii tyle znaczą, co gwiazdy na nocnym niebie, daleki, zimne, obojętne. Lecz gdy zachorujesz, ty, albo ktoś ci bliski, to ta cała matematyka nawet funta kłaków niewarta.

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości