29 obserwujących
40 notek
204k odsłony
  158   0

Kto może być zebrą?

Oto wywiad, jaki ja Wacek – blogier postępowy przeprowadziłem z panią/panem Turską(im) z partii radykalno – postępowej. Siedziałem sobie w holu Sejmu, czekając na przybycie pani/pana Turskiej(go) na umówiony wywiad, gdy wtem moją uwagę przyciągnęła niezwykła postać, która z rżeniem i tupotem kopyt (!?) wpadła do holu. Był to jakiś osobnik, tak go nazwijmy, wielki a tłusty; jego wielki brzuch opinała spódniczka z trawy lub sitowia, spływająca do kolan, obfite spływające na boki piersi miał (miała?) ukryte w białym i brudnym biustonoszu. Kto zacz, trudno było poznać, albowiem cale ciało oraz twarz owego indywiduum pokrywały poziome, nieregularne czarno-białe pasy, dodatkowo nad czołem szorstką, sterczącą grzywkę, przypominającą szczotkę. Osobnik ów, wystukując stopami koński rytm - stopami obutymi w coś, co przypominało pomalowane na czarno drewniaki - dwukrotnie okrążył fotel, na którym siedziałem, zarżał zwycięsko, po czym opadł na fotel naprzeciwko. 

  - Przybyłam na spotkanie – wydyszał osobnik – mam nadzieję, ze się nie spóźniłem.

  - Ależ skąd, proszę pani! Tak się cieszę – zakrzyknąłem z przejęciem.

  Dopiero teraz poznałem, że to… pani Turska przybyła na umówiony wywiad. Te pasy na twarzy i ta… grzywka. Ona ma pędzel przyczepiony do czoła! – Pomyślałem zdumiony

  – Chciałem panią spytać, o prześladowania, jakich pani doznaje, ze strony naszego społeczeństwa, które nie chce uznać w pani prawdziwej kobiety – zacząłem rozmowę.

  - Oh, to już przeszłość. Poszłam dalej. Nic nie zatrzyma postępu, ani kobiety chcącej osiągnąć to, co chce osiągnąć – wyszeptała pani Turska, uśmiechając się skromnie – Jest pan pierwszym dziennikarzem, któremu udzielam wywiad po mojej przemianie! Jestem całkiem nową osoba, jestem odmieniona, jestem taka podniecona…

  -Taaaak… – powiedziałem, by cokolwiek powiedzieć.

  - Niech pan nie mówi, że pan nie wie, kim jestem.

  - Myślę, ze jest pani… sobą – w ostatniej chwili przyszła mi do głowy iście salomonowa odpowiedź.

  - Tak! Jestem sobą – wykrzyknęła w zachwycie pani/pan Tuska(i) podnosząc do góry szczotkę przyklejoną do czoła - Wreszcie osiągnęłam prawdę i spełnienie. Jestem… zebrą!

  - Proszę… - wydukałem.

  - Tak jest, jestem sobą, jestem zebrą, i jestem z tego dumna! Proszę spojrzeć! Oto moja grzywa!

  Pani Turska wstała obracając się; na plecach miała przyczepione, czy przyklejone, jakieś sterczące kłaki, sięgające po spodniczkę z trawy.

  - Zebry mają sterczącą grzywę i ja mam taką samą. Mam też ogon!

  Istotnie miała ogon wypychający spódniczkę w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.

  - Tak, tak, tak! Ma pani ogon i grzywę, jak prawdziwa zebra. Proszę usiąść i wszystko mi opowiedzieć – wykrzyknąłem pośpiesznie.

Wolałem się za bardzo się nie przyglądać tym szczegółom. Pani/pan Turska(i) usiadła.

  - Więc, przepraszam, a więc od dawna czułam, że moje ciało nie pasuje do mojej duszy. Kiedy widziałam w telewizji filmy przyrodnicze, stada zebr pasące się na afrykańskich stepach, te ich prężne ciała, nogi silne jak ze stali, ten łuk szyi z grzywą, te przecudne pasy, i piękne pyski o wyrazistych rysach; jak się parzą, jak biegają, jak rżą, tarzają w trawie… - tu pani posłanka Turska zarżała donośnie, aż się na nas obejrzeli sąsiedzi, trzeba przyznać, ze zarżała całkiem udanie – to czułam, że tam jest moje miejsce, na afrykańskim stepie, w stadzie, pośród innych zebr. Że jestem w duszy zebrą! Że od zawsze marzyłam, by pędzić w galopie po stepie, a wiatr rozwiewał mi grzywę. To moja natura, moja prawda, moje przeznaczenie. I odważyłam się, zrobiłam to. Zostałam zebrą!

  - Ale…, czy to nie za śmiałe? Niektórym to się nie spodoba. Nie uwierzą, że jest pani zebrą – powiedziałem z wahaniem.

  - Nie uwierzą? Ten rasistowski, ksenofobiczny i nacjonalistyczny naród nie dorósł do takich, wolnych… stworzeń jak ja? Wiem, że nie uwierzą! I co z tego? Ja wiem, że jestem zebrą Jestem w duszy zebrą! Teraz staję się ciałem zebrą. Trwa przemiana, bolesna i kosztowana. Ciałem staję się zebrą, na ile się da. Jak ciało i duszę mam zebry, to jestem zebrą. Kim innym mam być?

  - Rozumiem, proszę się nie unosić, ale nieżyczliwi, tych nie brak, powiedzą, że nie wystarczy przykleić do czoła i pleców szczotki, czy pędzle i pomalować się paski, by stać się zebrą.

  - Co oni wiedza o mojej duszy! O tym jak cierpię ukrywając w ludzkiej powłoce mą prawdziwą, zebrzą naturę – rozpłakała się pan/pani Turska(i).

  Zamyśliłem się. Jak tu pisać o mojej rozmówczyni? Nie on już, był mężczyzną a stał się kobietą; lecz ona to też przeszłość, bo ona nie jest już człowiekiem, ale zebrą, dzikim koniem. Zwierzę to rodzaj niejaki, czyli ono - Tursko? Tak mam pisać? Czy to prawidłowa forma? Z drugiej strony zebra – rodzaj żeński, czyli ona.

  - Ta grzywa, to wszczepy w skórę. Jak bolało, jak bardzo bolało…! Paski to nie malowanie, ale tatuaż, wytatuowała całe moje ciało w pasy białe i czarne. A ten ogon też jest wszyty w ciało. Czeka mnie jeszcze kilka operacji. Ale to zrobię. Przemiana musi się dokonać. Robię to, bo jestem zebrą. Jestem zebrą! Zebrość to moja prawdziwa tożsamość, psychiczna i fizyczna. Jeśli czujesz się zebrą, nikt, żadnymi metodami nie przekona cię, że jesteś kimś innym. Wiem, ze jestem zebrą, bo mam zebrzą dusze.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości