30 obserwujących
59 notek
208k odsłon
  145   1

Déjà vu

   Zawsze obowiązuje jedna zasada: coś za coś. Każdy ma swój cel w życiu. I satysfakcję, gdy ten cel osiągnie. Weźmy takiego maratończyka, który w pocie czoła zbił swą życiówkę,  to jest rekord życia, do czasu poniżej trzech godzin. Niezły wyczyn dla amatora, rekord świata w maratonie to dwie godziny i kilka minut. I tenże biegacz ustanowiwszy swój godny podziwu rekord życiowy umiera, jak chodzący spacerkiem śmiertelnik. Czy wyryją mu ten rekord na nagrobku? Czemu nie? Imię, nazwisko, daty: urodził się, umarł, Poniżej wielkimi literami: przebiegł maraton w czasie takim a takim. Piękny widok, i nowoczesny! Oto grób postępowego, nowego człowieka, który zrealizował cel swojego życia. Życie nowoczesne i zgodne z naturą. Ale nie sądzę by tak było.

   Taki biegacz to człowiek wykształcony, zwolennik postępu, i ekologii. Ten, co segreguje śmieci i złorzeczy tym, co tego nie robią. Jak idzie do lasu, to tylko wypatruje, gdzie leży porzucony papier, puszka, czy foliowa torebka, skrzętnie je zbiera i odnosi do skupu. Nie z chęci zarobku, jest ponad to, poza tym dobrze zarabia, ale po to, żeby ten świat był lepszy i czystszy. Dla niego płyta na grobie, obojętnie z betonu czy granitu, to objaw betonozy. Znowu nowe słowo: betonoza. Nowe i modne. Beton jest zły, trawka, żuczek i mrówka dobre są. Myślę, że po śmierci taki biegacz powinien zostać podany procesowi kompostowania. Nowoczesny trend w przemyśle pogrzebowym. Kiedyś pisałem o kompostowaniu ludzkich zwłok – jako wynalazku z nowoczesnej Kalifornii. I proszę, dziś dotarł do starej Europy. Nieboszczyka chowają do specjalnej trumny z grzybów uczynionej (!?). Zakopują i po kilku tygodniach jest już rozłożony, to jest złączony z naturą. A jaka oszczędność miejsca na cmentarzach! Tygodnie zamiast miesięcy, czy lat. Wynalazek oszczędnych Holendrów. W Holandii, czy Niderlandach, każdy metr kwadratowy terenu na wagę złota. Nie po to Holender buduje tamy, wydziera ziemię morzu, by zrobić składowisko odpadów, to jest cmentarz. Czas to pieniądz, nie tylko w tym życiu. Nie, nieprawda, to w tym życiu czas to pieniądz. Tak robią żywi zmarłym, bo martwi nie mają nic do powiedzenia. I dobrze. Gorzej, gdyby mogli wyrazić swoje zdanie.

 Takiego biegacza powinno się pochować w ekologicznej trumnie z grzybów, czy innych odpadów, by się szybko rozłożył i skompostował, ale do trumny z ciałem włożyć także parę ukochanych pepegów, tych, w których ustanowił swoją życiówkę.  Guma tak szybko się nie rozłoży, ale cóż, nawet najtęższy ekolog czasem nieco odstąpi od swych zasad. Recykling górą! Ale nie zawsze.

  A co w polityce? Jak zwykłe: kłótnie, wrzaski, wzajemne oskarżenia, połajanki. A to komisja europejska nas znowu o coś oskarża, a to nasz rząd hardo odpowiada, że nie ustąpi.  Po czym ustępuje. Lub nie ustępuje. Czy nie ustępuje ustępując? Czy na odwrót; ustępuję nie ustępując? Nikt tego nie wie. Ja już się gubię. Sam diabeł by się tym nie połapał, czy nasz rząd ustępuje, czy nie ustępuje? Albo prześwietny trybunał sprawiedliwości. Trybunał nas oskarża i trybunał nas skazuje. Bez sądu, bez rozprawy. Cóż, postęp. I prawa człowieka. Tenże trybunał, TSUE mu na imię – czy to przypadek, ze brzmi podobnie do muchy tse-tse, tej, co roznosi afrykańską śpiączkę? – i jego sędziowie, najtęższe prawnicze łby, delegowane przez rządy z Europy wydobyły istotę sprawiedliwości. Sprawiedliwe jest to, co jest w interesie silniejszych. Prawda znana odkąd istnieją sądy i sędziowie, ale zawsze przyjemnie odnowić tę wiedzę, zwłaszcza tym zaczadzonym jakiś ideałami.

 Ostatnio padł pomysł, aby wpisać do naszej konstytucji przynależność do Unii Europejskiej. Moim zdaniem taki zapis w naszej konstytucji to bardzo pozytywny pomysł. W ten sposób zlikwidowana zostanie pozorna sprzeczność miedzy prawem europejskim, któremu z natury należy się wyższość, a naszym prawem, tym niższym. I zamknie się  gębę tym, co z uporem maniaka ciągle ględzą, że konstytucja jest prawem najwyższego rzędu. Konstytucja owszem, najwyższą ma rangę, ale niemiecka, czy francuska, ale nie jakaś tam… polska! Nie darmo zacząłem pisać po niemiecku. Nie mówię wprawdzie językami ludzi i aniołów, ale z tych anielskich języków, język niemiecki całkiem wystarczy. Przecież to język narodu panów. Niemcy rządzili, rządzą i będą rządzić. Bo to ich przeznaczenie. Ich natura. Powoli, a nieustępliwie przemieniają unię kiedyś europejską w nowy związek – germański – pod ich światłym, postępowym przywództwem. I tak jest dobrze, tak być powinno.

   Pamiętam inną zmianę w konstytucji. Byłem  wtedy dzieckiem, ale coś tam pamiętam, Czego nie pamiętam, można odtworzyć ze źródeł. Środek epoki sekretarza Gierka, połowa lat siedemdziesiątych XX w.  Po około trzydziestu latach rządów komuny, czyli Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, dokładnie 10 lutego 1976 roku, wprowadzono do Konstytucji PRL-u zapis, że PRL jest państwem socjalistycznym, i dalej, że PRL w swej polityce umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Przyjaźń tak naprawdę oznaczała podległość ZSRR. Skoro w 1976 można było wprowadzić do konstytucji zapisać o wieczystej przyjaźni ze ZSSR do dlaczego do dzisiejszej konstytucji nie wprowadzić zapisu o wieczystej przyjaźni i podległość Związkowi Republik Niemieckich? W obozie bratnich państw, wszystkie baraki nie mogą być równorzędne. Są równi i równiejsi, jak pisał Orwell. Ktoś musi rządzić. Padło na Niemcy: taki ich los, ich powalanie, ciężkie i odpowiedzialne brzemię narodu panów.

   W latach stalinowskich taki zapis nie był potrzebny. Ani w latach sześćdziesiątych. Wystarczył teflon z Moskwy, albo sowieckiej ambasady. Dopiero tworzysz Gierek przeforsował taką zmianę w konstytucji w połowie swego panowania!  Ciekawe, że w cztery lata po później strajki wymusiły upadek Gierka i pokazały stosunek ludzi do rządzącej partii tylko z nazwy robotniczej. W piętnaście lat później upadł sam patron, rozpadł się Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Takie majstrowanie w konstytucji to złe fatum. To nie oznaka siły, lecz słabości. Przepowiednia upadku. Więc… tak, zmieniajcie konstytucję Wpisujcie do niej wieczystą przyjaźń z Unią, czy z Niemcami. Im szybciej wpiszecie, tym szybciej się to rozpadnie. Jak Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.

   To chyba stąd bierze się to uczucie déjà vu… Że to już było, że to już przeżywałem kiedyś… Choć to z pozoru niemożliwe. Bo było. I to wcale nie tak dawno.  Ale ta obecna jesień też już wcześniej była. Rok temu, i dwa, i dziesięć… Te żółknące liście na drzewach, te krótkie dni i długie noce też już były. Były i będą. Jak przekonane, że prawo do rządzenia maja silni, a słabi mają obowiązek słuchać i być posłuszni. Że są lepsi i gorsi. Ale to już całkiem inne myśli niż owo mgliste, niekreślone i przykre uczucie… déjà vu.


 Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości