25 obserwujących
39 notek
173k odsłony
168 odsłon

Perkal i paciorki

Wykop Skomentuj

Wiele nowego dzieje się w naszej ojczyźnie. Na świecie także wiele nowego. I u nas i za granicą niekoniecznie dobrego. Być może jest to rezultat skrzywionego spojrzenia, nie tylko mego przecież, ale chyba każdego. Widzimy najlepiej to, co nam zagraża, co niepokoi, co wzbudza niepokój. To, co miłe i przyjazne pomijamy, zaś to co obojętne, tego nie dostrzegamy. Weźmy ulicę, którą idziemy codziennie, kilka razy dziennie. Znamy na pamięć jej płyty, krawężniki, dziury na drodze, nierówności, idąc prawie jej nie widzimy. Pogrążeni w swoich myślach machinalnie, na pamięć stawiamy kroki. A przecież doskonale będziemy pamiętać, gdy któregoś dnia potkniemy się na jakimś kamieniu, czy wpadniemy do dziury i wysypiemy się na beton jak worek kartofli. Tysiące razy szliśmy tą ulica i nic z tego nie pamiętamy, a ten jeden raz, gdyśmy się wywalili razem ze wspomnieniem bólu po poobcieranych dłoniach i kolanach zostanie w pamięci na długo.

   Nasza pamięć, nasze widzenie rzeczywistości jest skrzywione i pewnie tak być musi. Jest to przystosowanie ewolucyjne, które oszczędzając nasz mózg od nadmiaru wspomnień i wrażeń wyciera jak gumką te mało ważne. Niestety ofiarą tej procedury są także wspomnienia i myśli przyjemne; nasz mózg nie dba o nie specjalnie. Są gdzieś, ale słabe, coraz słabsze. Dla niego ważne są te, co złe, niebezpieczne zdarzenia, które mogą stanowić zagrożenie, których nie wolno zignorować, ani zapomnieć. Pośród niektórych owe proporcje są jeszcze bardziej zachwiane, na niekorzyść wrażeń i myśli optymistycznych, jasnych, czy obojętnych, skąd biorą się depresje mniej lub bardziej czarne. Ale dziś nie chciałem pisać o psychopatologii życia psychicznego, lecz o forcie T. Który już, już, już za chwileczkę na powstać w naszym kraju. Dokładnie podobno powstał, albo powstaje, albo ma powstawać! Fort T. – stała baza wojsk amerykanskich w naszym biednym, uciśnionym kraju. Nasza opoka. Nasza obrona. Tarcza przed wrażymi siłami. Gdy fort T. powstanie, będziemy już bezpieczni. Nikt już na nas nie napadnie. A jeśli napadnie to pokażemy  mu – my i amerykance – pokażemy mu gdzie raki zimują! Z powstaniem fortu T. nowa epoka nastanie. Epoka bezpieczeństwa, dobrobytu, wszelkiej pomyślności. Oh, kiedyż powstanie ten wyśniony, wymarzony fort T.! Kiedy nasz skołatany sztormami statek dobije do bezpiecznej przystani w cieniu amerykanskich dział i rakiet? Oh, kiedyż nastanie ta szczęsna godzina!?

   Nie można powiedzieć. Obiecują go nam co chwila. Co i rusz ogłaszają w telewizji publicznej, że przyjechał do nas ważny amerykanski dygnitarz, jakiś sekretarz bardzo ważny, lub generał co najmniej jednogwiazdkowy, lub inny szambelan z dworu prezydenta usa i obiecuje nam solennie, że fort Te powstanie. Już za chwileczkę, już za momencik. W ostateczności pani Dżulietta, ambasador pełnomocny imperium jasnej strony mocy, z wyglądu odpicowana, stara pudernica. Ona to, pani Dżulietta nie szczędzi obietnic, gdy już nie ma nikogo ważniejszego, by dymić w oczy. Fort Te powstanie. I to zaraz. Blisko. Nie długo. Wkrótce. No i wszyscy się cieszą. Zwłaszcza w telewizji publicznej. Zaproszeni publicyści – co zjedli wszelkie rozumy – nadymają się jak ropuchy z dumy i radości, że się udało, że Te powstanie. Pomniejszego kalibru narybek dziennikarki rozpływa się ze szczęścia. Ale to nic w porównaniu z naszymi politykami z koalicji rządzącej, którzy z tego nadmiaru radości kroczą po korytarzach sejmowych tak lekko, że zda się ledwie trącają stopa podłogę i od niechcenia dają wyraźnie do zrozumienia, że owszem było bardzo trudno, bardzo ciężko, ale się udało. Fort Te wreszcie powstanie, a to dzięki nim, nie opozycji, która rzucała kłody pod nogi, lecz dzięki ich pracy. Ich, polityków rządzącej koalicji. To ich, jedynie ich osiągniecie, ich zasługa, ich tryumf. Zabezpieczą Polskę na wieki dzięki temu, że obiecano im powstanie fortu Te, albo Be, albo De.

   I tak się wszyscy cieszą i puszą z tych obietnic, politycy z rządu i dziennikarze z telewizji rządowej. Politycy z opozycji i dziennikarza z mediów antyrządowych miny mają nietęgie. Lecz udają, ze nic się nie stało, że to żaden sukces, choć zżera ich zazdrość, że im się nie udało doprowadzić do powstania bazy usa-menów, która zapewni Polsce bezpieczeństwo. A poza tym ocalą Europę. Znowu. Tyle razy usa-meni to robili, czemu nie mogliby znowu? Właściwie… Czemu mamy ten zalew obietnic? Kiedyś nie było żadnego fortu ani Te, ani innego, od A do Z-et fortu też nie było, nie było też obietnic. Dziś fortu nadal nie ma. Niestety, ale będę się przy tym upierał wbrew opiniom wybitnych warszawskich statystów i równie wybitnych dziennikarzy z kręgów dobrej władzy. Wiem, że to głupie, ale dla mnie jak czegoś nie ma, to nie ma, jak coś jest, to jest. I będę tak twierdził, choćby nie wiem ilu wybitnych ekspertów z wpływowych kręgów rządowo-parlamentarnych upierało się, że coś jest, gdy tego nie ma, lub na odwrót. Zatem fortu jak nie było, tak nie ma, ale obietnic jego powstania nam nie brakuje. Dlaczego? Co się zmieniło? Czemu amerykanskiej administracji, czyli rządowi usa, tak nagle zależy, tylko werbalnie, ale jednak, na ciemnych, głupich Polaczkach z tej wstrętnej, zacofanej Europy wschodniej, że aż chce im się ich okłamywać?

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale