3 obserwujących
9 notek
6769 odsłon
254 odsłony

Kilka słów o obecnym kryzysie w Kościele polskim i apologetyce

El Greco, "Zesłanie Ducha Świętego"
El Greco, "Zesłanie Ducha Świętego"
Wykop Skomentuj2

[Wpis z 23.09.2020, niemniej że sprawa znajduje swoją kontynuację, wydaje mi się wciąż aktualny.]


Jako się rzekło – tematy fruktyfikują samorzutnie. Co się człowiek ogarnie, wreszcie coś przetłumaczy, i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku chce zasiąść do pisania na jakiś przyjemny temat bardziej abstrakcyjnej natury, tylekroć po krótkim rozpędzie wali niespodzianie głową w kolejny mur rzeczywistości, który najwyraźniej jacyś żartownisie postawili pod osłoną nocy. W tym wypadku, żartownisie to biskupi, a temat wcale nie jest śmieszny, co tylko dodaje jakiejś przygnębiającej groteski całemu wydarzeniu.

Chodzi, rzecz jasna, o kryzys w Kościele, jaki postępuje mniej-więcej od publikacji filmu „Tylko nie mów nikomu” przez braci Siekielskich. Obecnie, jak się wydaje, kryzys ten wszedł w nową fazę. Wszystko ze względu na ujawnienie przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego szokujących informacji na temat nadużyć seksualnych w archidiecezji krakowskiej (i zapowiedź ujawnienia większej ich ilości), a także funkcjonującego w arcybiskupstwie skandalicznego mechanizmu tuszowania spraw i „krycia swoich”. „Hiszpania-Irlandia”. Te dwa słowa przewijają się od jakiegoś czasu w tekstach różnych publicystów katolickich, ku złości ich przeciwników. Do tego czasu, tę irytację dało się nawet zrozumieć. Teraz już raczej nie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że mamy jednak do czynienia ze „strukturą grzechową” w modelu naprawdę irlandzkim. O. Proszę uprzejmie. A tyle było gderania, tutaj i w rozmowach prywatnych, na temat mojego czarnowidztwa (bo, nie chwaląc się, zacząłem głosić możliwość realizacji w Polsce scenariusza irlandzkiego dość wcześnie). „Zaraz, no ale jak to? Jakie dane? Skąd pan to wie?” No, najwyraźniej to mam do siebie, że – by sparafrazować klasyka – pewne rzeczy po prostu wiem. Nie do wszystkiego trzeba mieć dane, statystyki, rejestry. Wystarczy czucie i oko wyobraźni. Człowiek wyczuwa po prostu pewne energie, zwłaszcza, jeżeli jest oddany sprawie. Przecież mamy duszę i wsparcie aniołów. Na podstawie niewielu faktów można sformułować przynajmniej pewne przypuszczenia, i zrobić choć tyle, by zacząć się niepokoić. Zastanawiam się, co by było, gdyby więcej polskich katolików poddało się tej „niegodziwej podejrzliwości” i zadziałało wcześniej. Ale to obecnie nieważne. Ważne jest jedno. Otóż: dotychczas można było wierzyć, jak ja dawno, dawno temu wierzyłem, że kryzys kryzysem, ale w Kościele polskim to margines, dużo lepiej niż na zachodzie. Od dziś już nie. I mniemam, że datę publikacji listu ks. Isakowicza będzie się kiedyś uznawać za jeden z owych przełomów symbolicznych, moment, w którym „wszystko się zaczęło”.

No i cóż? Jak to skomentować? Może po prostu tak: że ludzie zaczną odchodzić. Już niedługo. I w zatrważającym tempie. Po pierwsze, odchodzić zaczną ludzie, którzy są w Kościele już tylko, że tak powiem, „jedną nogą”. Nasze społeczeństwo już od długiego czasu dynamicznie się sekularyzuje i jest to trend dostrzegalny gołym okiem. Teraz Kościół dostarczył impulsu, który pomoże wielu nie do końca zdecydowanym ten proces zwieńczyć. Pokazał się jako instytucja skorumpowana, fałszywa, nietransparentna, wspólnota patologiczna, „brudna”, w której każdy ma na każdego haka, i w której za fasadą pięknych frazesów z Ewangelii toczy się bezlitosna walka o władzę i utrzymanie wpływów tak wewnątrz niej, jak wewnątrz państwa. Nie mówię, rzecz jasna, że to wyczerpuje jego opis. Próbuję po prostu zarysować, jak widzi się to człowiekowi, który zna tę instytucję słabo i raczej z zewnątrz. I ten człowiek z zewnątrz stwierdzi po prostu już niedługo, że nie ma sensu się w coś takiego angażować, choćby nominalnie i czysto „symbolicznie”. I, to jest najgorsze, będzie trudno, bardzo trudno, nawet zacząć przekonywać go, żeby się zastanowił. Powody pozostania w Kościele staną się tak głęboko duchowe i „ezoteryczne”, że niezrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego. Z drugiej strony: obawiam się, że kryzys pojawi się także wśród bardziej zaangażowanych. Być może jestem czarną owcą, niemniej w moim wypadku pewne problemy już dają o sobie znać. Ma to dla mnie kontekst bardzo osobisty. Powie ktoś, że to banalne. Słusznie. Niemniej powody większości naszych życiowych określeń są w gruncie rzeczy banalne. Ileż to ja batalii stoczyłem wiele lat wstecz, gdy pierwszy raz o problemie wykorzystywania seksualnego nieletnich zaczynało się mówić, tłumacząc wszystkim, że to nie jest tak, że te informacje są wyolbrzymione, że fałszywe oskarżenia, stygmatyzacja jednej grupy „zawodowej” itp. itd. No i że na pewno nie ma takiej obojętności i korporacyjnej solidarności, jak w wypadku państw zachodnich. No i okazuje się, że – mówiąc wprost – dupa. Psu na buty wszystko. I to było dokładnie tak, jak pisały o tym te tam „Fakty i mity” czy „NIE”. To chyba naturalne, że człowiek może poczuć się w takiej sytuacji poniekąd zmierźle. I niech się ze mnie ludzie śmieją, proszę bardzo, niech utrzymują, że jestem miękki, uczuciowy, skłonny do patosu, a w ogóle to na religię w szkole nie chodziłem (bo nie chodziłem) – powiem tak, i według mnie to jest pytanie ważne: PO CO, na zdrowy rozsądek, komu taki Kościół, w którym wszystko jest tak samo, jak w świecie?

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo