4 obserwujących
23 notki
27k odsłon
  365   0

Kilka słów o wartości gnozy

Giovanni Battista Crespi (1573–1632), "Krucjata przeciwko albigensom", 1628
Giovanni Battista Crespi (1573–1632), "Krucjata przeciwko albigensom", 1628

Temat jest bardzo kontrowersyjny, ale moim zdaniem z tego względu tym bardziej wart zbadania. Powiedzmy sobie najpierw, o czym mowa. Zatem mówiąc „gnoza”, a właściwie gnostycyzm, mam na myśli rzecz jasna bardzo szeroki strumień różnorakich prądów religijnych istniejących od około II/III wieku p.n.e. (niestety ze względu na szczupłość źródeł historycy muszą uzupełniać swoją wiedzę domysłami) do współczesności, których zasadą i celem naczelnym było i jest doprowadzenie człowieka do poznania (gr. gnosis – stąd nazwa) prawdziwej rzeczywistości, przede wszystkim oczywiście Boga. Do najważniejszych odmian gnostycyzmu zaliczyć należy hermetyzm chaldejski, małe mistyczne sekty wywodzące się ze starożytnego Izraela (np. mandaizm), marcjonizm, walentynizm, także sławny-niesławny manicheizm, najbardziej prześladowana chyba religia świata; w średniowieczu np. bogomilizm, kataryzm, współcześnie: różokrzyż, antropozofię.

Poglądy gnostycyzmu, choć jest ich mnóstwo wielkie, streścić można i podsumować następująco: w teologii – dualizm (dwóch bogów – dobry i zły), w kosmologii – takoż (duch jako dzieło dobrego boga, materia jako dzieło złego boga), stąd w moralności – skrajny ascetyzm (radykalne wyrzeczenie się świata materialnego i powrót do świata duchowego, pleromy, poprzez skomplikowane ćwiczenia duchowe); zdarzały się przypadki skrajnego libertynizmu, ale niezwykle rzadko. Do tego dochodzi także garść postulatów natury bardziej orientalnej, jak preegzystencja dusz i ich reinkarnacja.

W chrześcijaństwie, rzecz jasna, mniej-więcej od początku odnoszono się do gnostycyzmu z niezwykłą wrogością, co w sumie nie dziwi, biorąc pod uwagę, że był on dla rozwijającej się, nowej religii najgroźniejszym bodaj rywalem. Traktat św. Ireneusza Adversus haereses skierowany jest dokładnie przeciwko gnostyckiej interpretacji wydarzeń Jeruzalem i Golgoty. Instytucjonalno-dogmatyczna struktura Kościoła zaczęła rozwijać się zasadniczo przeciwko Marcjonowi i gminom marcjonistycznym. Wielka kodyfikacja teologii chrześcijańskiej dokonana przez św. Augustyna skierowana była tyleż przeciwko Pelagiuszowi, co manichejczykom. Nie oszczędzono nawet bardziej ortodoksyjnych teologów, choćby Orygenesa, za głoszenie łagodnej formy gnozy chrześcijańskiej pozbawionego godności kapłańskiej i skazanego na wygnanie z Aleksandrii. Ponieważ przemoc rodzi przemoc (acz w innym znaczeniu, niż się zazwyczaj uważa), niedługo zadowalano się walką intelektualno-instytucjonalną i szybko przeszli nasi ojcowie do działań bardziej zdecydowanych. Pierwszymi ofiarami byli manichejczycy, a także gnostyckie pisma, z furią niszczone (stąd właśnie rozliczne braki i niepewności w naszej wiedzy o problemie). W średniowieczu, gdy Kościół stając się bardzo silny (według sugestii św. Tomasza z Akwinu) zyskał sobie „prawo” do stosowania w swojej misji przemocy, gnostyków zwalczano już otwarcie ogniem i mieczem, czego najlepszym dowodem jest haniebna krucjata przeciwko albigensom, która wytępiła jedną z najbardziej niezwykłych cywilizacji stworzonych przez człowieka i przyczyniła się do chwalebnej unifikacji wielkiej Christianitas. Po tym ciosie gnostycyzm się już nie podniósł, więc o wielkoskalowych prześladowaniach nie mogło być mowy, jednak wciąż utrzymywała się w stosunku do gnostyków, czy „gnostycuzjących” (astrologów, alchemików) atmosfera wrogości i ich życie bez protekcji możnych tego świata nie pozostawało do końca bezpieczne.

Ponieważ podobnie straszliwe rzeczy trzeba jakoś usprawiedliwiać, wrogość w stosunku do gnozy utrzymuje się do dziś, co prawda nie na poziomie fizycznym, ale intelektualnym. Jest to jeden z ulubionych tematów katolickich apologetów, taka tarcza strzelnicza. Zazwyczaj formułuje się przeciwko gnostycyzmowi trzy zasadnicze zarzuty: po pierwsze, że ze względu na swój metafizyczny dualizm prowadzi do nierozwiązywalnych paradoksów teologicznych. Po drugie: że również ze względu nań demonizuje świat materialny, prowadząc do abnegacji w sprawach społecznych oraz psychologicznych zaburzeń na przykład na tle seksualnym. Po trzecie: że jest irracjonalny, opierając się na mitach i niestworzonych „genealogiach” niebiańskich, niepotrzebnych i naiwnych (tutaj wszyscy sobie używają i jest z tego kupa śmiechu).

Problem z tymi zarzutami polega na tym, że wszystkie są fałszywe. Więcej nawet: mamy tutaj do czynienia z klasycznym wypadkiem projekcji własnego „cienia” (że może już na stałe wprowadzę do publicystyki tutaj to Jungowskie pojęcie) na przeciwnika. Jeśli bowiem gnostycki dualizm istotnie prowadzi do pewnych paradoksów, to czy nie większe jeszcze generuje źle przyswojona teologia katolicka, z jej Bogiem, który jest dobry, ale godzi się na tyle zła, wszechmocny, ale nigdy niemal nie reaguje na prośby swoich wiernych, wreszcie doskonały, a stworzył tak skrajnie niedoskonały świat, jaki nas otacza? Jeśli chodzi o demonizację sfery zmysłowej, zwłaszcza seksu, tudzież lekceważenie społecznego wymiaru życia, to, po pierwsze, tego nie wiemy. Zarzuty formułowane w przeszłych wiekach przeciwko różnym religiom mają różny charakter i nie są wolne od przesady, co akurat antychrześcijańska propaganda późnego cesarstwa rzymskiego pokazuje aż nadto dobitnie. Wiemy natomiast tyle, że np. w cywilizacji katarów, paradoksalnie życie zmysłowe i społeczne rozwijało się znakomicie: architektura i ubiór był równie piękny, jak w reszcie krajów Europy zachodniej, poezja – piękniejsza, pojęcie miłości zaś – bardziej wysublimowane. Po drugie, chyba nie trzeba tutaj nic dodawać poza tym, że miały się obydwa te zjawiska w Europie, w XVIII i XIX wieku na przykład, bardzo dobrze, chociaż gnostycyzm niemalże nie istniał (kto jest odpowiedzialny?; NIE WIADOMO). Jeśli zaś o irracjonalizm, to powiem może tyle, że niekoniecznie wszyscy muszą zgadzać się, że opowieści o tym, jak jedna istota duchowa połknęła drugą a potem urodziła Matkę Ziemię są aż tak wiele bardziej nieracjonalne, niż koncepcja narodzin z dziewicy czy wniebowzięcia z duszą i ciałem. Po prostu: myślenie religijne zawsze generuje pewne właściwe sobie problemy, i choć niewątpliwie można spierać się, która religia jest mniej lub bardziej zaawansowana, lepsza bądź gorsza, to wszyscy ludzie religijne dzielą w pewnym sensie wspólny los i dlatego lepiej odnosić się do siebie z szacunkiem, a nie pogardą (to właśnie była, jak mi się wydaje, jedna z największych intuicji Soboru Watykańskiego II). Tak też wygląda to w wypadku gnozy. Możemy się spierać, natomiast najlepiej, aby to robić w sposób rozumny i naprawdę poznawszy to, o czym mówimy.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo