Kultura romantyczna
"To see a world in a grain of sand/ And a heaven in a wild flower". -- William Blake
9 obserwujących
52 notki
37k odsłon
  232   0

Romantyzacja ludu, czyli (drugi) największy błąd G.K. Chestertona

Mykola Pymonenko (1862-1912), "Ofiara fanatyzmu", ca. 1899
Mykola Pymonenko (1862-1912), "Ofiara fanatyzmu", ca. 1899

Odchodząc jednak o tego nieco emocjonalnego może wtrętu, powiedzmy może na koniec, że największy problem z Chestertonowską „ludomanią” stanowi fakt, iż może ona podkopać owoce tego wysiłku, który osobiście uważam w dorobku tego autora za najcenniejszy, mianowicie – jego pracy na rzecz popularyzacji idei demokratycznej. Wielu jego czytelnikom bowiem może się wydawać, że Chestertonowska afirmacja demokracji zależała właśnie od tej idealizacji, romantyzacji, przeciętnego człowieka, którą opisaliśmy wyżej. Nie było tak, bynajmniej. I ciekawe to, że właśnie we fragmentach najbardziej politycznych, potrafił Chesterton zachować najwięcej rozsądku i ustrzec się błędów, które pojawiają się w jego tekstach bardziej oderwanych. Demokracja nie jest słuszna dlatego, że większość ludzkości to aniołowie i jeśli oddamy władzę w ich ręce, powiodą nas do jakiegoś idyllicznego raju, w którym wszyscy będą szczęśliwi, a trapiące nas problemy powoli zanikną. Nie – demokracja jest rozwiązaniem właściwym ze względów bardzo prozaicznych. Po pierwsze, to sprawa przyrodzonej godności każdego człowieka, którą akurat rzeczywiście wszyscy dzielimy. Nie każdy jest Platonem, ale każdy ma wolną wolę, rozum i swoje przeznaczenie, w które wyposażył go Stwórca. I dlatego też każdy ma prawo decydować o swoim życiu. Że zaś życie jednostki z konieczności uwikłane jest w życie grupy, przeto i każdemu należy się realny wpływ także i na to drugie. I nie ma to znaczenia, czy ludzie by takiej wolności używali dobrze, czy źle. Złe użytkowanie naszych naturalnych władz nie znosi prawa do ich użytkowania. Jest to zatem kwestia uznania pewnych obowiązujących w rzeczywistości prawideł, a nie idealizacji większości naszego gatunku.

Po wtóre natomiast, demokracja to ustrój słuszny, ponieważ najlepiej ze wszystkich MINIMALIZUJE właśnie złe tendencje, obecne w ludzkiej naturze. Chesterton powoływał się tutaj na grzech pierworodny. Skoro, argumentował (pierwszy raz konsekwentnie chyba w „Ortodoksji”), wszyscy jesteśmy słabi i mamy skłonność do grzechu, to wszyscy, mając władzę, możemy jej nadużywać. Więcej nawet: bardzo prawdopodobne, że będziemy to robić. Jeśli zaś, jak powiedzieliśmy, dotyczy to dokładnie wszystkich i nikt nie jest spod tego ryzyka wyłączony, jedyną metodą jego minimalizacji jest dać wpływ na życie polityczne – również wszystkim, abyśmy – skoro nie potrafimy wspólnie prowadzić się do cnoty – przynajmniej wspólnie się ograniczali. Realizację tego postulatu zapewnia zaś wyłącznie ustrój demokratyczny, który też z tego względu jest najlepszy – co nie oznacza bynajmniej, że dobry (Chesterton zresztą z wiekiem porzucał coraz wyraźniej polityczny optymizm swojej młodości). Jak widzimy, w tym wypadku również nie ma mowy o jakiejś idealizacji zwyczajnego człowieka, czy robienia z jego obyczajów najpełniejszego wyrazu ludzkiego ducha, przeciwnie: to zwykły, przyziemny realizm, cechujący się ogromnym zdrowym rozsądkiem i łącznością z faktami.

Jak zwykle zatem, Chestertona ostatecznie odzyskujemy; broni się on, i to całkiem dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że w jego dorobku również znajdą się pewne mankamenty, jednym z bardziej poważnych jest zaś dokładnie ten, nad którym się dziś krótko pochyliliśmy. Jak zwykle zatem, mogę wyłącznie ubolewać, że w Polsce znacznie większą popularnością cieszą się Chestertona teksty niepolityczne, niż polityczne – i zastanawiać się, jaka jest tego przyczyna. Mam swoje przemyślenia na ten temat. Jaka by ona jednak była, pozostaje mieć nadzieję, że z czasem to się zmieni; i Chestertona będzie się jeszcze czytać nieco mądrzej, niż to się zazwyczaj dzieje obecnie, na koniec zaś dodajmy, że – niech to będzie zwieńczenie naszego wywodu – zewnętrzny podziw i zachwyt bardzo często stanowią maskę faktycznego lekceważenia.

Maciej Sobiech

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura