Blog
Historia magistra vitae est
Godziemba
156 obserwujących 847 notek 824314 odsłon
Godziemba, 11 października 2017 r.

"Polska" jesień 1939 w Moskwie (3)

1311 65 1 A A A

Pomimo początkowych przeszkód na początku października 1939 roku doszło do ewakuacji z ZSRS pracowników polskich placówek dyplomatycznych.

 

Opuszczając w dniu 17 września około godziny  4.00 siedzibę sowieckiej dyplomacji polski ambasador Wacław Grzybowski zdawał sobie sprawę, że jego misja w ZSSR dobiegła kresu. Po powrocie do budynku Ambasady RP podyktował tekst depeszy, nakazując niezwłocznie wyekspediować ją do MSZ. Dotarła ona - via Ambasada RP w Bukareszcie - do znajdującego się w Kutach MSZ około 11.00, pogłębiając panujące tam od wczesnych godzin rannych poczucie klęski. Beck polecił Grzybowskiemu zdecydowanie zaprotestować u władz sowieckich i zażądać wycofania oddziałów sowieckich z Polski. W kolejnej depeszy nakazał ambasadorowi wyjazd z ZSSR.

 

Perspektywa rychłej likwidacji Ambasady RP w Moskwie, jak również obawa przed pogwałceniem jej eksterytorialności przesądziły o podjęciu decyzji o natychmiastowym zniszczeniu archiwum placówki.

 

Gdy Grzybowski w dniu 19 września przybył do Narkomindiel, aby poinformować o planowanym terminie i trasie ewakuacji usłyszał na wstępie od Potiomkina, że udzielono mu audiencji jako osobie prywatnej. Od dwóch dni nie ma bowiem w Związku Sowieckim przedstawicielstw dyplomatycznych i konsularnych RP, a więc ich byłemu personelowi nie przysługują już żadne przywileje. Sowiecki dyplomata wykluczył zarówno ewentualność wydania zgody na roztoczenie opieki nad budynkami i wyposażeniem polskich placówek przez jakieś państwo trzecie, jak i przyzwolenia na pozostanie w każdym z tych gmachów jakichkolwiek polskich Urzędników. Obiecał wprawdzie pomoc w załatwieniu wszelkich formalności związanych z opuszczeniem terytorium ZSSR, ale nie przesądzał przyznania wiz wyjazdowych każdemu z ponad stu obywateli polskich ( z rodzinami ) zatrudnionych w placówkach RP.

 

Polski ambasador pragnął opuścić Moskwę 21 września, a po przybyciu do Kijowa bezzwłocznie wyruszyć w dalszą podróż w kierunku Rumunii. Nie uzyskawszy aprobaty władz sowieckich zdecydował o ewakuacji do Finlandii. Polscy dyplomaci z wszystkich placówek mieli stawić się w Moskwie.

 

Po 17 września do gmachu polskiej ambasady dostarczano gaz oraz energię elektryczną, działały telefony. Nie zainstalowano wokół nowych posterunków kontrolnych, a istniejące stosowały zwykłe procedury – każdy mógł swobodnie wchodzić i wychodzić z budynku Ambasady, nikt też nie był rewidowany. Natomiast w polskich konsulatach ich pracownicy zostali zmuszeni do przebywania w gmachach placówek.

Równocześnie Narkomindiel dawał jasno do zrozumienia polskim dyplomatom, iż ich wyjazd nie nastąpi wcześniej niż postali w oblężonej przez Niemców Warszawie sowieccy pracownicy ambasady znajdą się poza strefą działań wojennych.

 

Nie mając już bezpośrednio żadnego wpływu na postępowanie władz sowieckich Grzybowski starał się oddziaływać na nie poprzez korpus dyplomatyczny, którego dziekanem był niemiecki ambasador von Schulenburg, a wicedziekanem - po cofnięciu agrement dla ambasadora RP -  włoski dyplomata Rosso.

 

         Poczucie zawodowej solidarności oraz przywiązanie do norm kultywowanych w kręgu cywilizacji łacińskiej, kilkakrotnie skłaniały von Schulenburga do interweniowania w Narkomindiel w obronie praw urzędników polskiej służby zagranicznej. Przyczynił się on niewątpliwie do rozwiązania problemu ewakuacji sowieckich dyplomatów z Warszawy. Niewykluczone, iż miał też swój udział w przyspieszeniu przyjazdu do Moskwy pracowników konsulatów w Leningradzie i Mińsku. Pod pretekstem braku miejsca w pociągu pozbawiono ich części bagaży osobistych.

 

Inny los spotkał polskich dyplomatów z konsulatu w Kijowie. Pod pretekstem „sprecyzowania pewnych szczegółów” wyjazdu  z ukraińskiej stolicy radcę Matusińskiego 18 września wezwano do delegatury Narkomindielu. Nie podejrzewając podstępu udał się tam samochodem w towarzystwie dwóch szoferów - Andrzeja Orszyńskiego i Józefa Łyczka. Gdy dotarli na miejsce - nieumundurowani funkcjonariusze NKWD, aresztowali ich. Szoferów następnie umieszczono w kijowskim więzieniu, skąd po tygodniu przewieziono na Łubiankę. Losy Matusińskiego pozostają dotąd nieznane. Najprawdopodobniej trafił również do jednego z sowieckich więzień, gdzie zmarł lub został zamordowany.

 

Pozostali pracownicy kijowskiego konsulatu zawiadomili o tym Grzybowskiego. Na jego prośbę ambasador włoski interweniował w Narkomindiel, ale niczego nie wskórał. Potiomkin zaprzeczył, jakoby wiedział co się dzieje z Matusińskim. Także Mołotow w rozmowie z von Schulenburgiem zaręczał, iż polski radca nie znajduje się w sowieckich rękach.

 

Dopiero w dniu 4 października przybyli do Moskwy urzędnicy kijowskiej placówki RP oraz członkowie ich rodzin, wśród nich małżonka radcy Matusińskiego

Opublikowano: 11.10.2017 08:43. Ostatnia aktualizacja: 11.10.2017 09:33.
Autor: Godziemba
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • "Czyli propaganda swoje a rzeczywiste działalnia swoje." Tak właśnie było. Po kilku...
  • Samiec alfa ? Raczej jednooki wśród ślepców. Pozdrawiam
  • :)) Pozdrawiam

Tematy w dziale Kultura