Marcin Wolski Marcin Wolski
809
BLOG

Marcin Wolski, "Cud nad Wisłą" – odcinek dziewiąty

Marcin Wolski Marcin Wolski Polityka Obserwuj notkę 0

 

II.

Jeszcze będzie dobrze

 

 

 

 

Jeśli mechaniką świata rządzi przyciąganie się przeciwieństw, Kasia Bogucka i Kamil Barczewski byli doskonałym przykładem działania takiej siły. Poza identycznymi inicjałami oraz statusem półsierot dzieliło ich prawie wszystko – środowisko, tradycja rodzinna, światopogląd.

Jej ojciec Mateusz Bogucki, niespełna pięćdziesięcioletni technik geodeta był człowiekiem skromnym, wiecznie zapracowanym, którego jedynym życiowym dorobkiem była żona i czwórka dzieci. Żona Olimpia, przywieziona z Dolnego Śląska piękność, pochodziła z rodziny greckich emigrantów, którzy po przegranej rewolcie komunistycznej szeroką falą spłynęli do Polski. Wielu sąsiadów i znajomych zastanawiało się, co takiego zobaczyła w skromnym niezamożnym mężczyźnie, na którego tle wyglądała jak brylant wśród rzecznych otoczaków. Może po prostu dobrego człowieka?

Kasandra urodę odziedziczyła po matce, owe nadzwyczaj szlachetne greckie rysy, jakie bardzo rzadko spotyka się u Greków współczesnych, choć nie brak ich wśród rzeźb i malowideł okresu hellenistycznego. Po ojcu wzięła wzrost i pigmentację. W efekcie była smukłą, ciemną blondynką.

Kamil poznał ją w trakcie egzaminów wstępnych na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, kiedy biorąc go za pracownika naukowego, zadała mu jakieś pytanie dotyczące topografii gmachu instytutu. Była kształtna, świeża i na pierwszy rzut oka pasowała do stereotypu głupiej blondynki. Jednak kilka następnych zdań dowiodło, że nie znalazła się na egzaminach przypadkowo, a wyniki egzaminów – po raz drugi poznali się, gdy szukała swego nazwiska na wywieszonych w gablotach na dziedzińcu listach nowo przyjętych – wskazywały, że panienka o wyglądzie modelki, jeśli idzie o wiedzę historyczną, może rywalizować z prymusami.

Było to co najmniej zastanawiające. Piękne osiemnastolatki, nawet te z połową krwi greckiej, rzadko uchodzą za intelektualistki. W przypadku większości kobiet wcześnie rozkwitła uroda szybko upewnia je, że do nich należy świat, a każdego mężczyznę można owinąć wokół palca. Stąd dbałość o wszystkie elementy swego ciała za wyjątkiem mózgu.

Wyjątkowość Kasi polegała na tym, że bardziej niż geny będące nośnikami urody ukształtowało ją życie. Dodajmy, bardzo ciężkie życie. Kiedy miała 13 lat umarła matka Greczynka, i to na nią bardziej niż na zapracowanego ojca spadła konieczność zaopiekowania się trójką młodszego rodzeństwa. Olimpia umierała przez rok, w pełni świadomie i Julia po wielokroć przyrzekała jej, że zajmie się domem. Obietnicy swej dotrzymała.

Kamil nie miał takich problemów. Amelia Barczewska, jego matka, niewysoka i smagła, kiedyś niewątpliwie bardzo przystojna, była nad wyraz tolerancyjna i nie wymagała od syna niczego poza tym, żeby się uczył, wracał na noc i nie palił papierosów. Jej dogmatyzm ujawniał się tylko w dwóch sytuacjach – kiedy w towarzystwie jedynaka pojawiała się dziewczyna rokująca szanse na coś poważniejszego niż przelotny flirt, oraz wówczas, gdy dyskusja schodziła na tematy fundamentalne, do których należały religia, polityka, historia. Kamil był święcie przekonany, że gdzieś w głębi ducha jego rodzicielka pozostała ciągle tą małą zapłakaną dziewczyną z czarno-białej fotografii, skamieniałą w żalu, kiedy media doniosły, iż przestało bić wielkie serce dobroczyńcy ludzkości Józefa Stalina. Zdjęcie zrobione przez przypadkowego fotografa i opublikowane w „Przyjaciółce”, a może w „Przekroju”, należało do najcenniejszych wycinków w domowym archiwum.

Mijały lata i pod tym względem nic się nie zmieniało. Co jakiś czas okazywało się, że partia myliła się i dokonywała historycznego zwrotu, ale Amelia Barczewska dokonywała go razem z nią. Nigdy nie wybaczyła ojcu, że współtworzył NSZZ „Solidność” w instytucie, że związał się z ekstremą antysocjalistyczną, że wreszcie latem 1981 roku cisnął legitymację partyjną na stos innych... Ona trwała wewnątrz awangardy! Szesnaście miesięcy polskiego karnawału przeżyli na niemo. Nie rozmawiając ze sobą.

 

Czterogodzinne opóźnienie dzisiejszego odcinka wynika z problemów sieciowych. Przepraszamy.

Na następny odcinek zapraszamy w poniedziałek o godzinie 17.

Wesołych Świąt

 

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka