czarny.humor czarny.humor
48
BLOG

Moje zupełnie amatorskie rozważania o tarczy antyrakietowej.

czarny.humor czarny.humor Polityka Obserwuj notkę 8
Dziś ma ponoć nastąpić finał rozmów Polski i USA o tarczy.
Podobno według sondaży, nie chcemy amerykańskiej tarczy na naszym terytorium. Słusznie nie chcemy! My, to znaczy społeczeństwo. Ogół. Właściwie nie wiemy, czemu. Mało się nad tym zastanawiamy, ale tak instynktownie czujemy z tej strony niepewność i zagrożenie. Politycy nam nie ułatwiają zrozumienia problemu. PiS jak jeden mąż krzyczy, że tarcza jest wspaniała, że nas obroni i pod nią natychmiast Polska będzie bezpieczniejsza, Platforma chce być wyrachowana i choć nie wierzy w to zwiększenie bezpieczeństwa, a raczej jest przekonana o jego radykalnym zmniejszeniu, to dla dobrych stosunków, dla sojuszu z USA, jest gotowa oddać część naszego terytorium pod amerykańską bazę, tylko przy okazji chce wydrzeć od Ameryki całą kupę forsy. A SLD z całych sił jest przeciw, ale nikomu jeszcze w Polsce nie wytłumaczyli czemu i dlatego ogół myśli, iż tylko dlatego są przeciw, że PiS jest za. 
Żadna partia, w istocie nie przedstawia swoich mocnych argumentów i przekonująco nie prezentuje swojego stanowiska. Myślą, że jakoś to będzie? Fakt - jakoś będzie!

Większość z nas, Polaków czuje jakiś swąd w sprawie, ale właściwie, to zdajemy się całkowicie na te niewyraźne poglądy polityków. Ani nikt nie protestuje, ani nie słychać zachwytów nad tarczą. Zastanawianie się nad tą kwestią jest dla nas zbyt skomplikowane, czyli bardzo odpychające, więc trwamy w tej swojej słodkiej, wygodnej, niepewnej nieświadomości. 
Czujemy oczywiście, że ta gadka o zagrożeniu Ameryki przez rakiety z Iranu i Korei Północnej, to zupełna ściema i mydlenie oczu. To, my wiemy bez tłumaczenia. Ale też mamy w świadomości, że ta ściema nie jest skierowana do nas, tylko do tych „głupich Ruskich”. To oni mają się nabrać na tę drętwą mowę. Nam Amerykanie nie muszą nic mówić. Rozumiemy się bez słów - tarcza, to system obronny USA, przed rakietami z Rosji, a nie tam z żadnego Iranu. Przecież wiadomo, przeciw komu oba państwa utrzymują swoje wielotysięczne arsenały nuklearne. 
Wyobrażam sobie wściekłość amerykanów głoszących tę bajeczkę o zagrożeniu ze strony Iranu, kiedy ich sojusznik - prezydent Polski, każdym swoim ruchem, każdym słowem, gestem, wyjazdem zagranicznym, każdym zdaniem poparcia dla tarczy demonstruje swój wrogi stosunek do Rosji. A przecież USA głoszą, że Rosja to ich partner! Oni głoszą oficjalnie, że namawiają Rosję, do wspólnego budowania tarczy! Usiłują subtelną dyplomacją, świat przekonać, że nie myślą źle o Rosji. A tu polski prezydent z grubej rury co i rusz wali - „Jeśli nie będzie tarczy, bezpieczeństwo Polski gwałtownie się pogorszy.”. Hi, hi. hi! Gwałtownie się pogorszy ze strony Iranu?! My z tym krajem nigdy nie mieliśmy zatargów, ani konfliktów. Ale może naszemu prezydentowi zależy, żeby i tam nasi żołnierze mieli swoje bojowe możliwości szkoleniowe? Bo oczywiście doświadczenia zdobyte w warunkach pustynnej wojny, bardzo się nam przydadzą po nuklearnej wojnie światowej.

No tak. Tak czujemy. I czujemy instynktownie, że nasze bezpieczeństwo z tarczą jest poważnie zagrożone. Przecież z Obwodu Kaliningradzkiego, do naszych miast, jest tak blisko, że z procy można ich dosięgnąć, albo ze średniowiecznej katapulty. I w razie konfliktu zbrojnego, te stare plany zaprzyjaźnionego z nami po wieczność ZSRR - naszego słowiańskiego brata, które przewidywały Polskę jako pas nuklearnie spalonej ziemi, powrócą udoskonalone i precyzyjnie dopracowane. Tak naprawdę zresztą, dobrze wiemy, że te plany nadal istnieją i to po obu stronach ewentualnego przyszłego konfliktu. Leżymy w takim miejscu świata, że nie mamy żadnych szans. I nic nam nie pomoże NATO. Po konflikcie ocalałe resztki ludzkości powiedzą fałszywie zza oceanu - Sorki! Nie wiedzieliśmy!, a z byłej Moskwy - Izwinities Paliaki! Eto było konieczno! I tyle nam z tego. 

Tarcza jest jeszcze w powijakach. Skuteczna w trzech na dziesięć strzałów. Ale za dziesięć lat, z pewnością będzie działać perfekcyjnie. Za dziesięć lat, Iran będzie może już miał swoją pierwszą rakietę zdolną osiągnąć terytorium Stanów Zjednoczonych. Przez ten czas, w Stanach, technika i technologia będzie już na takim poziomie, że tę prymitywną, pojedynczą rakietę z Iranu, amerykańskie samoloty złapią w locie, wygaszą napęd, rozbroją, sprowadzą na ziemię (do jednej z baz poza swoim terytorium! Może w Polsce?) i rozbiorą na części pierwsze. Potem irański ładunek nuklearny załadują do własnej rakiety i ogłoszą, że to będzie pierwsza rakieta, którą wyślą ajatollahom do Teheranu. 

Wszyscy wiemy, że Ameryka chce zbudować tarczę dla ochrony swojego terytorium przed rakietami z Rosji. Kiedy Rosjanie o tym mówią głośno, udajemy, że nie wiemy o co im chodzi! No co wy! Ależ skąd! Przecież jesteście naszymi przyjaciółmi! Nie chcemy przecież żadnego konfliktu! - Krygujemy się i odpłacamy im taką samą zakłamaną retoryką, jaką oni nas karmili w czasach komuny i też zresztą karmią nadal. 
Nikt nikomu nie wierzy. Wszyscy udają świętych, choć wiedzą, że i tamci wiedzą, że oni udają. I wszyscy knują myśląc, że są chytrzejsi od innych i że inni też knują, ale oni, to wcale nie potrafią myśleć. 
A Stany, moim zdaniem, knują w sprawie tarczy najbardziej. A Polska (no! nie cała) najbardziej daje się im nabierać. Rosja już nas nie nabierze, ale USA, zrobi to bez mrugnięcie okiem. A potem wykorzysta - cynicznie, z wyrachowaniem i bezwzględnie. 

Logicznie rzecz biorąc, to gdzie najłatwiej i najtaniej byłoby zainstalować Tarczę? 
Dlaczego Ameryka nie chroni swojego terytorium ustawiając baterie tarczy wzdłuż własnego wybrzeża? Przecież do granic USA, rakiety z Europy, polecą co najmniej kilkanaście minut, jest więc sporo czasu, żeby radary i komputery mogły je obserwować podczas lotu i kiedy dolecą, precyzyjnie zniszczyć. Bez pytania innych krajów o zgodę, bez płacenia za swoje instalacje na obcym terenie, bez kosztów utrzymania tych baz i ich zabezpieczenia, łącznie z zabezpieczeniem wywiadowczym. 
No tak, ale Rosja ma tysiące rakiet, a każda z nich do dziesięciu głowic nuklearnych. Gdyby amerykańska Tarcza była rozmieszczona na wybrzeżu Stanów, to całe to zestrzelone promieniotwórcze, nuklearne cholerstwo, spadłoby tuż przy tym wybrzeżu, a część, również na terenie Stanów. Choć antyrakiety mają niszczyć obce rakiety tak, że one nie wybuchną, to przecież nie można wykluczyć, że niektóre z nich jednak eksplodują trafione tarczą. Tego Ameryka chce uniknąć za wszelką cenę. Dlatego właśnie, chce wydać nieporównanie większe pieniądze na tarczę, byle była ona jak najdalej od własnego terytorium i najlepiej od wód oceanu, bo przecież Amerykanie chcą wypływać swoimi luksusowymi jachtami na nieskażone wody. Żeby łapać nieskażone ryby. 
Z tysiącami radioaktywnych śmieci wokół granic, Ameryka umierałaby długo i boleśnie, ale nieuchronnie. Z jej punktu widzenia, lepiej, żeby te tony atomowych śmieci zostały za oceanem, bo mimo wszystko się łudzi, że konflikt nuklearny jakimś cudem, ona, jako jedyny kraj na świecie, przeżyje. 

Słowem - w przekładzie na tzw. „chłopski rozum” - to, co proponują nam Amerykanie, wygląda następująco:
Do Busha kilkudziesięciu Ruskich strzela z łuku zatrutymi strzałami. Bush, porozstawiał swoich chłopców wokół siebie z tarczami (to amerykańska obrona), a drugą tarczę wcisnął w łapki Kaczyńskim, bo stoją przy samych Ruskich bunkrach (ci, z ochotą i przyklękiem biorą podarek i jeszcze Busha w łapę cmokają). 
Bush siedzi sobie bezpiecznie w fotelu i pokrzykuje do nich - Jak trzymacie tę tarczę fajtłapy?! No jak?! Macie nią machać tak, żeby do mnie żadna strzała nie doleciała! I szybciej mi tam biegać między bunkrami!! Gdzie! - cholera!? Kto ci kazał się samemu chować za moją tarczą?! Masz stać z boku i machać! Słuchaj fujaro! Oni na pewno będą wam chcieli obić mordę, albo i nóż pod żebro wsadzić za to machanie. Ale wy się nie martwcie! Ja tu stąd będę na nich wrzeszczał, że nie wolno i że łamią wasze prawa!! No jak machasz?! Jak machasz łachudro?! No, gnojki! Doigracie się! Jedną przepuściliście i moi dzielni marines musieli się nią zająć!! Żeby mi się to nie powtórzyło, bo wam od siebie też będę musiał posłać parę strzałek!! Co?! Nie możesz biegać, bo za dużo zatrutych strzałek leży pod nogami i się o nie kaleczysz? No chyba muszą tam leżeć, skoro masz ich nie przepuszczać do mnie! Nie?! Bez histerii cholera!! Bez histerii!! Jak przeżyjesz, to ci powiem jak to gówno posprzątać! A zresztą - niech tam sobie leżą na pobojowisku!! Razem z tymi kaczymi piórami!

Fajnie nie?! :))) Można zaśpiewać - Jak to na wojence ładnie...! 
Lepiej chyba jej nie przeżyć. Ale jeśli ktoś ją przeżyje, to w każdą rocznicę będziemy upamiętniać i upamiętniać. Kolejną wspaniałą klęskę „za Waszą wolność”. Oczywiście defiladą z udziałem wojskowych pojazdów, z epoki. A żołnierze na hełmach zamiast orła, będą nosić symbol tych, co nas w to pakują, czyli PiSu, a na pagonach zamiast belek i gwiazdek, będą kacze piórka, a symbolem generalskim - kacze łapki...! 
No!

Dlaczego, jeśli Stanom tak zależy na instalacji pierwszego elementu tarczy w Polsce, nie chcą się zgodzić na polskie warunki, czyli dlaczego nie zapłacą żądanych pieniędzy na dozbrojenie naszej armii i nie chcą dać nam „Patriotów”?
Z punktu widzenia Stanów, ten wydatek, jest absolutnie nieuzasadniony i właściwie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Budowa silosów antyrakiet, jest oczywiście koniecznością, ale antyrakiety to jednorazówki. Jedna rakieta - jeden strzał. Po globalnym konflikcie atomowym, już na pewno nie będzie potrzeby ponownego załadowania i uzbrojenia tych silosów. O ile w ogóle będzie miał kto to zrobić. Ale wydawać forsę i najnowocześniejszy sprzęt (Patrioty), na pewną stratę, na zniszczenie? To głupota! Bo Polska leży w takim miejscu świata, tak blisko Rosji, że żadna broń, która byłaby w naszym zasięgu technologicznym i finansowym i tak nic nam nie pomoże. W razie wojny nuklearnej, ta broń nawet nie zdąży wyjechać z magazynu. Nasze terytorium i tak będzie uznane za spaloną ziemię, a poza rosyjskimi rakietami bezpośrednio nas atakującymi, dostaniemy wspomniany deszcz atomowego złomu ze zniszczonych tarczą rakiet i wreszcie - czego nie można nie brać pod uwagę, część kontr rakiet ze Stanów Zjednoczonych, z Francji, z Anglii, wysłanych na Rosję! Te tysiące rakiet, które Amerykanie wyślą Rosji, nie pozostaną bez wpływu na cały świat, a co dopiero na nasze terytorium. Nawet, jeśli one nie trafią w nas bezpośrednio. Choć tego też bym nie wykluczał. W razie konfliktu nuklearnego, Polska dla obu stron, a także dla Anglii i Francji, stanie się tylko terenem do całkowitej, ostatecznej, planowej, rozwałki, na którym nikt przez setki lat nie będzie mógł stanąć bez grubej, ołowianej osłony. To rozwiązanie w razie wojny nuklearnej, jest też optymalne z punktu widzenia interesów całej reszty Europy zachodniej, więc nikt się nie będzie nami przejmował, tylko ze szczytnymi hasłami na ustach, potajemnie zgodzą się na każde rozwiązanie, które da im szansę, na choćby częściową ochronę własnego terytorium. 
Po co więc Ameryka ma ładować pieniądze w coś, co i tak zostanie spaloną ziemią?! Zwłaszcza, że po reformach Macierewicza i Kaczyńskich, w dniu przekazania nam „Patriotów”, ich plany, wraz z co najmniej jednym egzemplarzem rakiety, byłyby w Moskwie! Jeśli więc w koncu „wywalczymy” jakieś „Patrioty”, to dostaniemy je w je w jeszcze gorszym stanie technicznym, niż naszą chlubę - F16. Ciągle zepsute i całkowicie niecelne. Odpady z nieusuwalnymi usterkami, które miały iść na złom, ale poszły dla najlepszego sojusznika - Kaczyńskiego. 

Poza tym, trzeba jeszcze zwrócić uwagę, na kolejny aspekt sprawy. 
Te antyrakiety, które mają teraz stanąć w Polsce, to dopiero początek budowania tarczy! Jeżeli Rosja ma określoną liczbę rakiet, zgodną oczywiście z traktatami międzynarodowymi, a jednak liczoną w tysiącach, to przecież wiadomo, że w razie konfliktu, jest w stanie szybko tę liczbę znacznie zwiększyć. Zresztą już w przeszłości oba mocarstwa miały ich o wiele więcej. Cóż zatem znaczy ta jedna baza, to jedno stanowisko tarczy, o które teraz toczy się gra? Od czegoś trzeba zacząć. Docelowo jednak, będzie musiało być tych wyrzutni antyrakiet dziesiątki, jeśli nie setki!! Zwłaszcza, że Ameryka musi brać pod uwagę to, że pierwszym celem ataku będą te właśnie silosy antyrakiet! Znaczna ich część na pewno zostanie zniszczona, co trzeba z góry założyć i zawczasu zbudować tych wyrzutni więcej, na znacznie większym terytorium Europy. A najlepiej nadaje się do tego oczywiście wschodnia część kontynentu. Czy ktoś ma wątpliwości, że i Europa zachodnia z chęcią zaakceptuje takie rozwiązanie?

Na razie Stany urobiły sobie Czechy i polskiego prezydenta z bratem. Jest jeszcze nadzieja, że z naszym premierem tak prosto im nie pójdzie. Z Rumunią i Bułgarią, pewnie pójdzie im też jeszcze w miarę łatwo, kiedy w przyszłości będą dążyć do rozszerzenia baz tarczy. Ze Słowacją, Węgrami i państwami bałtyckimi pewnie będzie już dużo gorzej, więc zanim przystąpią z nimi do negocjacji, w tych pierwszych krajach musi już być tarcza mocno rozbudowana. Następna zapewne będzie na widoku Gruzja, a potem, zależnie od rozwoju sytuacji. Może też kiedyś Ukraina, Mołdowa... W każdym razie - jeśli kiedyś Ameryka zacznie się przymierzać do negocjacji z innymi krajami, każde z tych państw, będzie się oglądało na wyniki rozmów, w sprawie tej pierwszej amerykańskiej bazy antyrakietowej na terytorium Polski. Zawsze, przy kolejnych negocjacjach, wynik i koszt obecnych naszych negocjacji będzie kartą przetargową i argumentem jednej ze stron. Jeśli Amerykanie dostaną od nas zgodę za bezcen, to oni będą się powoływać na te negocjacje i mówić kolejnym partnerom - nie możemy wam dać więcej, niż Polakom. Jeśli zaś my uzyskamy duże pieniądze, to inne kraje, będą mogły mówić - nie zgodzimy się na mniej, niż Polacy. A zatem, każdy milion dolarów, wynegocjowany teraz od Amerykanów, albo przez nich obroniony, w istocie będzie miał kolosalny wpływ na przyszłe koszty tarczy. Dlatego jak sądzę, oni tak silnie naciskają, żeby jak najtaniej dostać to, czego chcą. Dlatego też nasze żądania sięgające setek milionów dolarów, są - choć słuszne, jednak zupełną utopią. 

Nasze negocjacje w sprawie tarczy, mają więc dla Amerykanów niewyobrażalne znaczenie i wagę, a ich twardość i nieustępliwość nie jest pozorem, bo myślę, że wszystko - cała przyszłość tarczy zależy od tego, ile Amerykę będzie kosztował ten pierwszy silos antyrakiet w Polsce. I ten silos MUSI być w Polsce! Wszystkie głosy i zapowiedzi, przeniesienia go na Litwę, czy gdziekolwiek indziej, to zwyczajny blef, bo już za dużo pieniędzy w to włożono a - co najważniejsze - Ameryka zaangażowała w to cały swój prestiż i przyszłe negocjacje z innymi państwami byłyby już zupełną loterią. 
Albo pierwszy silos będzie w Polsce, albo rezygnacja na lata z budowy (co zresztą, po zwycięstwie demokratów w wyborach jest bardzo prawdopodobne). Innej opcji nie będzie. 

Myślę więc, że możemy sobie wielkie pieniądze wybić z głowy. Tak samo te baterie sprawnych „Patriotów”, które ponoć chronią zaledwie punktowe tereny (np. jedna bateria, jedną dzielnicę Warszawy), a która kosztuje 300 milionów dolarów za sztukę (baterię). Na takie wydatki nie stać nawet Ameryki. 
I dobrze. Bo na samą myśl, że mielibyśmy oddać część swojego suwerennego terytorium za bezcen w wieczne, wyłączne władanie innemu państwu, które w dodatku już deklaruje całkowitą otwartość tego kawałka naszej ziemi dla wszelkich kontroli i inspekcji rosyjskich wojskowych, ale bez dania takich samych uprawnień naszym (sojuszniczym ha, ha!) służbom, to mnie jasna krew zalewa. 

Wróćmy na ziemię. 
Możemy sobie dumnie chodzić z wypiętą piersią, możemy potrząsać szabelką, pokrzykiwać, a prawda jest taka, że nic, kompletnie nic nie znaczymy w globalnej rozgrywce państw atomowych. W dodatku z naszym śmiesznym, groteskowo wojowniczym wobec Rosji prezydentem. Mój Boże!
Możemy jedynie się liczyć z tym, że będziemy zawsze przeszkodą w planach mocarstw. Niczym więcej. Dlaczego jesteśmy przeszkodą dla Rosji, pewnie wszyscy sobie jakoś tam zdajemy sprawę i co do Rosji nie mamy najmniejszych złudzeń. Ale dla Ameryki też jesteśmy przeszkodą. Teraz, bo żądamy ogromnych pieniędzy. Ale - paradoksalnie - jeśli przyjmiemy za bezcen ich pierwszą instalację, to jednak, mimo słodkobrzmiących deklaracji z ich strony, w przyszłości, w miarę otwierania się naszych oczu na rzeczywistą rolę tarczy, będziemy dla nich przeszkodą coraz większą.
I dla Europy zachodniej jesteśmy przeszkodą, bo wciąż będą u nas dochodzić do głosu kaczyńskopodobni historycznie zaciekli, ślepi demagodzy, nie potrafiący dogadać się spokojnie z nikim, a z sąsiadami w szczególności. I dlatego staniemy się pożyteczną przeszkodą jedynie wówczas, kiedy w razie konfliktu nuklearnego zrobią z nas przeszkodę nie do przebycia dla rosyjskich pojazdów. Kiedy natychmiast po wystrzeleniu wszystkich antyrakiet, zostaniemy spaloną ziemią.
Zachód broniąc się przed zagrożeniem, sam nas zniszczy. Bo któż z nas samych, na przykład, broniąc swojego domu nie wykopałby we własnym ogrodzie głębokiej fosy, gdyby to była jedna z koniecznych metod uratowania całego budynku?! Choćby i w tym ogrodzie rosły najpiękniejsze kwiaty i najsłodsze owoce.

Prawdę mówiąc - wiem, że to już niemożliwe, ale myślę, że najlepiej by dla nas było, gdyby Polska ogłosiła neutralność i pozbyła się całego swojego złomu wojskowego, pozostawiając sobie tylko jednostki reprezentacyjne dla organizowania defilad, dla uczczenia powstań i uroczystości historycznych. No i kilka jednostek typu „Grom”, bo te jeszcze są przydatne w NATOwskich operacjach. 
Jeśli stoisz między dwoma wrogimi armiami, które mogą w każdej chwili ruszyć na siebie, a ty masz w ręku jedynie procę i nie możesz nigdzie zwiewać, to masz jedno wyjście, żeby przeżyć - rzuć tę procę w cholerę, zbuduj szybko okopy i zachowuj się tak, żeby ani jednemu, ani drugiemu wrogowi, nie opłacało się ciebie unicestwić. Jak będziesz tą procą wymachiwał, to obie armie najpierw ciebie się będą chciały pozbyć, zgładzą, żebyś nie przeszkadzał. Albo, żebyś chociaż nie zasłaniał. To też będzie dobry powód.
Dzięki dobrowolnemu wyrzeczeniu się agresji i konfliktowości, bylibyśmy znacznie bardziej doceniani przez świat i znacznie bezpieczniejsi, niż teraz., kiedy nasz prezydent podskakuje Rosji, mącąc w Gruzji i wygadując różne wyzywające, zaczepne głupstwa. 
I te miliardy, które są co roku marnotrawione na armię, znakomicie zasiliłyby gospodarkę i przyczyniły do zaczątków naszego dobrobytu. Te tysiące młodych mężczyzn, pracowałoby dla rozwoju kraju, bez głupiego przechodzenia na emeryturę w pełni sił, w wieku czterdziestu lat. I sąsiedzi byliby spokojniejsi i bardziej uważni, żeby nie wyjść w opinii światowej na takich, co atakują państwo, które z własnej woli wyzbyło się wszelkich sporów i zatargów militarnych. 
Nasze rozbrojenie, nie miałoby najmniejszego wpływu na to, co z nami zrobią mocarstwa w razie wojny nuklearnej. To już przecież jest postanowione. Ale do tego czasu, moglibyśmy domagać się głośno ogólnoświatowego pokoju, rozbrojenia, moglibyśmy się znacznie szybciej rozwijać gospodarczo i pod każdym innym względem, w zgodzie z sąsiadami i w opinii światowej bylibyśmy cenieni, jako przyjaźni, bezkonfliktowi, solidni i pożądani partnerzy. 
Bądźże raz mądry przed szkodą Polaku!

Pewnie ktoś powie, że za daleko poszedłem w marzeniach. No! - ale... 
- Ach jak byłoby pięknie!
Nie?! :)))


I mimo wszystko lubię Cię! -- Qrczę! Ale mam głupią maksymę!!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka