Blog
Magia obłoków (Magellana)
unukalhai
unukalhai unuk.al.hayah@gmail.com
48 obserwujących 132 notki 194157 odsłon
unukalhai, 12 lipca 2016 r.

Kajetan i Żydzi

Tytuł jak tytuł,  dałem go trochę na przynętę, chociaż zakładam że imię Kajetan w zestawieniu z Żydami nikomu się nie skojarzy. A szkoda. Otóż z jeden z najlepszych publicystów polskich, piszący barwnym, a nawet wykwintnym językiem, jakże dalekim od szarości dzisiejszej polszczyzny, człowiek o najbardziej błyskotliwej karierze dyplomatycznej  w II RP, przekreślonej przedwcześnie przez klikę piłsudczykowską 1935r.), o nazwisku Kajetan Morawski,który po zakończeniu II wojny światowej pozostał na emigracji i pisał wspomnienia. Jedno z nich nosi tytuł „Żydzi” i po raz pierwszy zostało opublikowane na łamach londyńskich „Wiadomości”
w numerze z 28.07.1957 r.(Nr 591). Publikacja książkowa zawierająca ten i inne eseje Autora w zbiorze pt:  „Tamten brzeg. Wspomnienia i szkice” została wydana w Paryżu w1960 r. przez  Księgarnię Polską i otrzymała  nagrodę Wiadomości za ten sam rok. Oczywiście w PRL-u  zarówno sam Autor jak i jego publikacje były objęte całkowitą cenzurą. Dopiero w 1996 r. zostało wznowione wydanie ww. zbioru Kajetana Morawskiego  przez Editions Spotkania Sp. z o.o. jako wydanie 2.

[Editions Spotkania - wydawnictwo emigracyjne założone w  1978 r. we Francji (Paryż)  od 1990 r.  działające w Polsce].
 Wstęp i przypisy do wydania 2 napisał  Jerzy Marek Nowakowski).

Nie wykorzystałem żadnego z przypisów p. J.M. Nowakowskiego (opieram się na tekście z „Wiadomości”, który nie zawierał żadnych przypisów), natomiast uzupełniłem tekst o własne przypisy oznaczone nawiasami kwadratowymi […].Miejsca w których dokonałem skrótów są   oznaczone jako (…). Pominąłem wstęp, dwa podrozdziały, oraz dość istotnie skróciłem zakończenie, a kto ciekaw dlaczego, musi zajrzeć do kompletnej publikacji.

Niniejszym przedstawiam obszerny wybór z  tekstu Kajetana Morawskiego[1] pt.: „Żydzi”.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

ŻYDZI

Czarni, chytrzy, brodaci... (J u l i a n  T u w i m) 

(…)

Od poznańskich kantorów do salonów wiedeńskich

Nie łączyłem więc wspomnień biblijnych z pierwszymi żydami jakich napotkałem w życiu. Byli to kupcy zbożowi, którzy dla majątków rolnych w Wielkopolsce grali w końcu XIX w. zarazem rolę bankierów. Zamożniejsi wśród nich, jak Kretschmer w Lesznie lub Glass w Kościanie, mieli obszerne kantory, rządzili gronem buchalterów, kasjerów i subiektów, przyjmowali w gabinetach, gdzie stały pluszowe meble, wagi holenderskie na stołach i kasy żelazne w rogu pokoju. Inni skromniejsi, jak stary Kalmus, którego strój był czymś pośrednim między paltem a chałatem, jeździli wózkiem po wsiach i folwarkach, sami popędzali chudą zazwyczaj chabetę, ale potrafili dla skuszenia sprzedawcy wyciągnąć spod siedzenia pokaźne worki, mieszczące, zależnie od rozmiarów proponowanej transakcji, złote lub srebrne drobne monety. Każdy z tych kupców był w swoim typie, w swoim pokoleniu ostatni. Synowie Kalmusa skasowali wózek, którego się wstydzili, i w poprawnie skrojonych marynarkach zasiedli za biurkiem. Glass o swym pierworodnym Hugonie mawiał na wpół z dumą, na wpół z niepokojem, że ma gusta polskiego szlachcica: lubi nade wszystko konie i polowanie. Młody Kretchmer, z którym kolegowałem w gimnazjum, zarzucił handel i został inżynierem.

Razem ze zmianą obyczajów i trybu życia poczęły ,wielkopolskie rodziny żydowskie zmieniać też miejsca zamieszkania. Do środkowych lub zachodnich Niemiec ciągnął ich wyższy poziom cywilizacji technicznej a zwłaszcza komfortu, z Poznańskiego wypierała rozwijająca się stale spółdzielczość polska. Podtrzymywanie „Banków Ludowych” i „Rolników” stało się powszechnym nakazem patriotycznym. Stosowali się do niego nawet ci z właścicieli większych czy mniejszych warsztatów rolnych, którym dawny patriarchaIny i giętki stosunek do kupca żydowskiego raczej odpowiadały. Nie pochodzenie czy religia, ale przyjęcie niemieckiej mowy I kultury oraz głosowanie na niemieckie listy wyborcze odcinało żydostwo na ziemiach zachodnich coraz silniej od społeczności polskiej.

W okresie walki o utrzymanie własnego języka i narodowego stanu posiadania, w epoce procesu wrzesińskiego i wozu Drzymały, ten właśnie czynnik musiał stanowić słuszną linię podziału.

Nieliczni tylko żydowscy kupcy zbożowi pozostali w Wielkopolsce aż poza zakończenie pierwszej wojny światowej. Pamiętam jednego z nich Alporta, który niegdyś dziadowi mojej żony oddał poważne usługi i który mnie po moim ślubie samorzutnie otworzył znaczny kredyt. Czynił to nie dla zarobku, bo był człowiekiem bardzo zamożnym, miał wielkie fabryki chemiczne w Hamburgu i rozlegle dobra ziemskie w SzIezwiku. Po starym przyzwyczajeniu wolał jednak siedzieć w swoim kantorze w Poznaniu i przyjmować dawną klientelę polską, o którą nad wyraz dbał dbać i z którą starał się przeprowadzać  choćby symboliczne transakcje. W domu mówił tylko po niemiecku, był żonaty z siostrą naczelnego dyrektora jednego z najpotężniejszych banków berlińskich, lecz zachował swego rodzaju przywiązanie do kraju i społeczeństwa, w które nigdy się nie wżył,
z którym nigdy się nie zespolił, ale bez którego nie czuł się dobrze, bez którego jako tła nie umiał sobie urządzić życia.

Opublikowano: 12.07.2016 21:55.
Autor: unukalhai
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Na ogół bawię się z losem w chowanego

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • wittek 17, ty nieszczęśliwa ofiaro reform edukacyjnych, napisz skąd wiesz , że to są...
  • Ulryk Niemcy za każdego obywatela Polski, który zginął w II wojnie, podeślą nam jednego...
  • londoncity (18.08., 12:17) no i od Ukraińców (za Chmielnickiego), nie wspominając o...

Tematy w dziale