Raport Macierewicza i Milera zgadzają się tylko w jednym punkcie. Tu-154 był stanowczo za nisko. Według Milera był tak na tyle nisko żeby zahaczyć skrzydłem o sławną brzozę tymczasem według Macierewicza samolot przeleciał nad brzozą ale na wysokości 15 metrów doszło do dwóch tajemniczych wybuchów, które miały doprowadzić do zniszczenia samolotu. Rzecz w tym, że zgodnie z przepisami samolot bez widoczności ziemi powinien przelecieć nad lotniskiem nie na wysokości 6 czy 15 metrów nad ziemią ale na wysokości 100 metrów nad poziomem lotniska. Jeżeli na wysokości 100 metrów nie byłoby widać ziemi pilot pod żadnym pozorem nie powinien schodzić niżej.
Mniejsza jednak o raporty Macierewicza i Milera. Pragnę zwrócić uwagę czytelnika na pewną prawidłowość dotyczących zachowania wszystkich pilotów, którzy 11 kwietnia próbowali lądować w Smoleńsku.
Najpierw Jak-40. Samolot wylądował w Smoleńsku mimo bardzo trudnych warunków pogodowych. Z odtajnionym zapisów rozmów z wieżą kontroli lotów wynika, że rosyjscy kontrolerzy byli pod wrażeniem „kunsztu”naszych pilotów. Pytanie tylko czy w momencie lądowania piloci Jak-40 widzieli pas z wysokości 100 metrów. Prawdę mówiąc wątpię. Najprawdopodobniej Jak-40 wykonał lądowanie z pominięciem minimów obowiązujących na tym lotnisku. Czemu im się udało, czy widoczność była trochę lepsza czy też małym samolotem łatwiej było wylądować możemy się tylko domyślać.
Tylko dlaczego piloci Jak-40 tak ryzykowali. Czy były wywierane na nich jakieś naciski. Raczej nie przecież nie wieźli nikogo ważnego. Oni wieźli tylko dziennikarzy którzy mieli medialnie obsługiwać wizytę prezydenta.
Teraz przejdźmy do Ił-76.
"Według oświadczeń świadków zdarzenia, załoga samolotu Ił-76 pierwsze podejście przerwała nad samym pasem wykonując zakręt w prawą stronę na niebezpiecznie małej wysokości (końcówka skrzydła znajdowała się według świadków na wysokości ok. 3-4 metrów w odniesieniu do płaszczyzny drogi startowej). Potwierdzeniem tak niskiego odejścia jest zapis rozmów na SKL, gdzie jest słychać przerażenie w głosach GKL w związku z zaobserwowaną sytuacją. Drugie podejście było również nieudane i samolot wyszedł z lewej strony DS26 na wysokości kilku metrów nad obwałowaniem znajdującym się przy płycie postojowej. Z powyższego można wnioskować, że załoga samolotu Ił-76 wykonała podejścia poniżej minimów lotniska Smoleńsk "Północny" bez nawiązania we właściwym czasie kontaktu wzrokowego ze środowiskiem drogi startowej. W analizowanej sytuacji, przy podejściu do lądowania samolotu Ił-76, według przepisów FAPPPGosA mających zastosowanie do statków powietrznych lotnictwa wojskowego FR, operacje startów i lądowańna lotnisku Smoleńsk "Północny" powinny być wstrzymane. (str.61 polskich uwag do raportu MAK)"
Jak widać załoga Ił-76 bardzo ryzykowała. Czy były na nich wywierane jakiś naciski. Presja pośrednia czy bezpośrednia. Wątpię. Myślę, że załoga Iła-76 po prostu chciało wykonać postawione przed nią zadanie. Dostarczyć ochronę prezydenta na lotnisko.
Do czego zmierzam. Raport Macierewicza i Milera zgadzają się tylko w jednym punkcie. Tu-154 był stanowczo za nisko.
Otóż katastrofa smoleńska ma swój wymiar cywilizacyjny. Zarówno polscy piloci wojskowi jak i rosyjscy zachowali się w ten sam sposób. Zlekceważyli minima, wykonanie zadania było ważniejsze niż jakieś tam przepisy bezpieczeństwa lotów. Na wschód od Odry piloci wojskowi uważają, że wszystko im wolno, że można ignorować minima i lądować w czasie mgły bez widoczności ziemi.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)