0 obserwujących
21 notek
16k odsłon
  766   0

Jestem z pokolenia, które dorastało w okresie Solidarności

Jakub Bartłomiejski rozmawia z Mirosławem Gilarskim, byłym wiceprezesem PiS w Krakowie, obecnie radnym niezależnym

J.B. 6 grudnia został pan wykluczony z klubu PiS w Radzie Miasta i usunięty z partii. Dlaczego św. Mikołaj przyniósł panu w tym roku rózgę?

M.G. Niestety trudno mi traktować to co się wydarzyło w tak lekki sposób. Z Prawem i Sprawiedliwością byłem związany od samego początku istnienia tej partii. W budowę jej struktur i programu włożyłem sporo pracy. Niestety, bezpardonowo usunięto mnie z niej bez możliwości jakiejkolwiek obrony i bez podania zarzutów. Nie mogłem się też odwołać, gdyż nie dostałem tej decyzji na piśmie.

Podpisał się pan pod listem otwartym krytykującym władze partii. Po czymś takim chyba było pewne, że jego sygnatariusze poniosą konsekwencje.

Nie można było nie wystąpić w obronie bezpodstawnie wyrzucanych z partii kolegów. Zbyszek Ziobro to polityk, który jest ikoną PiS, człowiek dzięki któremu tej partii udało się w 2005 roku wygrać wybory. W regionie krakowskim to cały czas najbardziej popularny z polityków. Jeżeli taka osoba, po przegranych wyborach chce rozliczyć nieudaną kampanię wyborczą i wyciągnąć z niej wnioski na przyszłość to jest to działanie jak najbardziej prawidłowe. Po przesileniu, a takim zawsze jest kampania wyborcza, powinien nastąpić okres reorganizacji. W grupach dobrze zarządzanych, w takich momentach, lider wręcz zachęca do oddolnych inicjatyw widząc w tym twórczy potencjał. Niestety w PiS brutalnie stłumiono wszelkie próby reform. Takie działanie to poważny błąd w zarządzaniu. Dodać należy, że wynik wyborczy PiS w Krakowie pozostawiał wiele do życzenia. Partia uzyskała o ponad 36 tysięcy głosów mniej niż cztery lata temu, a lider listy, pan Andrzej Duda, zdobywając zaledwie 79 tysięcy głosów, nie uzyskał nawet połowy tej ilości, jaką miał w 2007 roku Zbyszek Ziobro, którego poparło ponad 164 tysięcy osób.

Dlatego postanowił Pan wraz z innymi radnymi, że łaskawie pozwolicie się wyrzucić. Tak to odbieram, bo przecież można było wyrazić swój sprzeciw bez całej medialnej wrzawy.

Komunikacja wewnątrz partii praktycznie przestała funkcjonować. Gdyby była możliwa „droga wewnętrzna” na pewno byśmy z niej skorzystali. Wynika to z istoty konfliktu, którym jest ostra rywalizacja międzypokoleniowa. Młodsi są blokowani przez starszych. W tym właśnie upatruję prawdziwych przyczyn usunięcia z partii Ziobry, Kurskiego, Mularczyka i wielu innych. Prawo i Sprawiedliwość przegrało kolejne wybory, zmniejszając swój polityczny stan posiadania. Starsi politycy, zamiast mocniej pracować na lepszy wyborczy wynik eliminują konkurentów ze średniego i młodszego pokolenia. To dla nich o wiele łatwiejsze, ale partii poważnie szkodzi.

Czyli konflikt, który narastał wokół Pana osoby też miał podłoże pokoleniowe. Kilka tygodni temu odwołano pana z funkcji wiceszefa klubu PiS, jak to argumentowano?

Do dzisiaj nie poznałem powodu mojego odwołania, które odbyło się pod moją nieobecność. Jednak wypychanie mnie z partii rozpoczęło się zaraz po wyborach samorządowych w 2010 roku. Uzyskałem bardzo duże poparcie, prawie 5 tys. osób zaufało mi. Zebrałem ponownie ponad tysiąc głosów więcej w swoim okręgu niż startujący w nim również prof. Jacek Majchrowski. Pełniłem funkcję zastępcy szefa okręgu PiS w Krakowie. Występowałem w obronie terenów zielonych, rozbudowy komunikacji miejskiej, w sprawie szkół, przedszkoli, żłobków, działałem na polu sportowym i kontaktów z Polakami na Wschodzie... to wszystko widocznie spowodowało, że stałem się zagrożeniem dla polityków starszego pokolenia. Prawdopodobnie uznali, że mogę być liczącym się konkurentem w wyborach parlamentarnych 2011 i postanowiono mnie wypchnąć z partii.

Co konkretnie zrobiono?

Pretekstem było glosowanie nad udzieleniem prezydentowi absolutorium za wykonanie zeszłorocznego budżetu. W tego typu głosowaniach zwykle obowiązuje dyscyplina klubowa. Podczas drugiego z głosowań miałem awarię sprzętu elektronicznego i na tablicy zamiast „wstrzymał się” wyświetlił się napis „obecny”. W kontekście głosowania rzecz zupełnie nieistotna. Jednak kilka dni później, powołano komisję dyscyplinarną w celu zbadania złamania dyscypliny klubowej. Nie czekając na moje wyjaśnienia i rozstrzygnięcie komisji radny Kosior napisał donos na mnie do szefa Okręgu, posła Adamczyka. Wydał przy tym już na mnie wyrok „skazujący”, twierdząc że ewidentnie złamałem dyscyplinę klubową. Pismo to stało się pretekstem umożliwiającym przesunięcie mnie na odległe miejsce na liście wyborczej. Natomiast miejsce 6, które przysługiwało mi jako wiceprzewodniczącemu PiS w Krakowie zajął autor donosu. Komisja dyscyplinarna po raz pierwszy zebrała się dopiero po wyborach i wynik jej ustaleń był dla mnie korzystny.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale