5 obserwujących
119 notek
76k odsłon
686 odsłon

Niech żyją "kliki" ! , czyli...

Wykop Skomentuj1

 

Niech żyją „kliki”!, czyli ....."samorządowa" inicjatywa ustawodawcza Pana Prezydenta

...........................

W tym tygodniu w mediach - w cieniu dwóch „najważniejszych” wydarzeń: procesu „matki Madzi” i spotkania towarzyskiego „mędrców od ekonomii” z „mędrcami od polityki” w Krynicy – przemknęła się informacja o skierowaniu do sejmu prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej, określanej mianem „samorządowej”. Głównym „zachwalającym” był prezydencki minister Prof. Nałęcz. Ustawa jest „sprzedawana” społeczeństwu jako „poszerzenie” idei samorządności - „dawania” obywatelom większych możliwości decydowania o tym, co ich otacza. Brzmi to pięknie... tylko, że jest to w nieprawda, co poniżej wykażę.

 
Zastanawiam się przy tym, czy Prezydent, skoro tę ustawę wnosi w takim kształcie, jest wprowadzony w błąd przez swych doradców, czy świadomie popiera skutki tej ustawy. Tylko, czy ta pierwszą możliwość może mieć miejsce? W kancelarii prezydenckiej pracuje przecież kilkaset osób, wśród nich cały sztab doradców z profesorskimi tytułami. Utrzymanie tego „dworu” kosztuje nas-obywateli 170 milionów złotych. Czy przy takich „faktach” można założyć, że nie dokonano symulacji skutków wprowadzenia tej ustawy?
 
 
Samorządność” może oznaczać różne „stany faktyczne”, w zależności od tego, jaki podmiot ma „sam rządzić”. W demokracji jedynym uprawnionym do tego podmiotem są obywatele – ich „ogół” w gminie, w powiecie, czy w województwie. Oczywiście, w RAMACH ustalonych przez „ogół obywateli” w  większej „przestrzeni wspólnej”, czyli w państwie. Czy tak jest obecnie? A może „samorządowa” inicjatywa ustawodawcza Pana Prezydenta nas do tego stanu POWINNEGO przybliża?
 
A więc: czy obywatele dzisiaj „rządzą” w gminie, w powiecie, w województwie? Oczywiście, nie chodzi o ich uprawnienia „na papierze” (deklaratywne), ale faktyczne. O to, co obywatele faktycznie mogą. A wszyscy wiemy, że mogą jedynie „raz na 4 lata” wrzucić swój głos do urny wyborczej. Zostawmy na razie kwestię „wolności” - i co nie mniej ważne „autentyczności” - tych wyborów. Fakt jest taki, że poza tym jednym dniem obywatele nie decydują o niczym (pomijam kwestie „konsultacji” „władzy” z obywatelami itd...., czyli te rozwiązania, które są zapisane w ustawach, ale które są „martwe” lub „prawie martwe”).
 
Więc kto rządzi w gminie (powiecie....): rada? Owszem, rada ma całkiem sporo uprawnień. Może nawet nie udzielić wójtowi (burmistrzowi, prezydentowi) absolutorium, może też wystąpić z inicjatywą jego odwołania w referendum z innego powodu. Dlatego wójt (burmistrz, prezydent) dąży do posiadania „współpracującej rady”. A ma wiele narzędzi do osiągnięcia takiego stanu. Przede wszystkim, z reguły wielu radnych jest z tej „samej listy”. W mniejszych miejscowościach, w gminach wiejskich, jeżeli wójt startuje ponownie, to wraz ze „swymi” kandydatami do rady stanowi drużynę „prawie nie do pobicia”. Dlaczego? Bo wójt, burmistrz, prezydent:
  • jest bezpośrednio (urząd) lub pośrednio (np. szkoły, zakłady i spółki komunalne) ważnym pracodawcą (choć formalnie jest nim gmina, powiat....), w niektórych gminach wiejskich – pracodawcą największym;
  • faktycznie to on decyduje o wydatkowaniu środków (dziesiątek, setek milionów lub nawet miliardów złotych) z budżetu, w tym o wydatkach inwestycyjnych; środki z UE znacząco „poprawiły” te „możliwości” wójta (burmistrza...).
Do tego dochodzą różnego typu powiązania (burmistrza i jego kandydatów do rady) rodzinne, zawodowe i inne. W małych miejscowościach „całokształt” powyższych „czynników” ma „porażającą” siłę kształtowania rzeczywistości.
Kandydat na wójta (burmistrza....), jeżeli jest osobą aktualnie sprawującą ten urząd, to z reguły całą kadencję przygotowuje się do następnej kampanii. Buduje sojusze, gromadzi środki... itd. Dlatego w niektórych gminach – w których przez 4 lata nic się nie dzieje – tuż przed wyborami widzimy koparki w najbardziej „strategicznych” miejscach. Tu się zrobi kawałek drogi, czy chodnika, tam się coś rozgrzebie... ale „władza” działa. A że „dzisiaj” zrobione drogi są dziurawe po kilku latach? To dobrze, będzie okazja do następnej aktywności, do ogłaszania przetargów, do wydawania środków „unijnych”... (a dalej każdy wie).
 
Tak więc stan na dzisiaj jest taki: „Pany” rządzą. A „plebs”? Plebs może...
 
Jednym z formalnych środków do naruszenia tych „lokalnych” powiązań byłoby wprowadzenie kadencyjności sprawowania urzędów ( np. 1 czy 2 kadencje... i koniec) . Ustawa prezydencka tego nie proponuje. A co proponuje? Ano de facto (choć formalnie tylko „podnosi poprzeczkę”) odebranie obywatelom jedynego narzędzia, które okazało się w miarę skutecznym narzędziem do odwoływania nieakceptowanych (np. aroganckich, nieudolnych itd...) „włodarzy”. Oczywiście, referendum nie „przywraca władzy” obywatelom. Ale - przynajmniej ostatnio, kiedy obywatele nauczyli się nim posługiwać - stało się ono w miarę skutecznym „batem”, wymuszającym większe liczenie się „władzy” z obywatelami. Widzimy to „naocznie” w Warszawie.
 
Oczywiście, „bat” ten zaczyna być „zawłaszczany” przez partie polityczne. Tyle tylko, że to nie jest podstawa do odebrania go obywatelom, ale do przemyślenia statusu partii politycznych, który z wielu innych jeszcze przyczyn powinien być zmieniony. To nie obywatele dzisiaj w naszym państwie tworzą bowiem patologie, ale partie polityczne, które „same w sobie” są „jedną wielką patologią”.
 
Samorządowa” inicjatywa ustawodawcza Pana Prezydenta „sprzedawana” jest – tak zrobił Prof. Nałęcz – jako „oddanie głosu obywatelom”, aby to oni rozstrzygali „kwestie merytoryczne”, a ma być to wynikiem zniesienia progu „frekwencyjnego”, wymaganego do ważności referendum. W tym momencie, nie wiem, czy jest to cynizm, czy jeszcze coś innego.
 
Owszem, inicjatywa Pana Prezydenta znosi w/w wymóg. Wprowadza natomiast takie „ulepszenia”.
W ustawie „o samorządzie gminnym” po art. 12 dodawany jest art. 12a w brzmieniu:
 „Art. 12a. 1. Mieszkańcom gminy mającym prawo wybierania do rady gminy przysługuje prawo obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej.
2.    Obywatelska inicjatywa uchwałodawcza nie może dotyczyć uchwał, dla których ustawy zastrzegają wyłączną właściwość organu wykonawczego do wniesienia projektu uchwały, w szczególności budżetu, miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego albo ich zmian.
3.    Statut gminy określa zasady i tryb wykonywania prawa obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej, w szczególności:
1) minimalną liczebność grupy mieszkańców uprawnionych do głosowania w wyborach do rady gminy mogącej wystąpić z obywatelską inicjatywą uchwałodawczą, nie większą niż 15% uprawnionych;
2) tryb postępowania z projektem uchwały wniesionym jako obywatelska inicjatywa uchwałodawcza – mając na względzie jego rozpatrzenie przez radę gminy bez zbędnej zwłoki,
3) uprawnienia wnioskodawców na etapie prac rady gminy nad projektem uchwały.”
 
Jak jasno z tego przepisu wynika, inicjatywa referendalna obywateli jest wykluczona „w ramach budżetu” (inne wyłączenia tutaj pomijam), czyli – mówiąc krótko – we wszelkich sprawach związanych z samorządową „kasą”. Czy, mimo to, obywatele mogą chcieć decydować np. o kwestiach istotnych dla nich, jednak nie ujętych w „budżecie” i w innych „uchwałach”? Oczywiście mogą? Mogą się skrzyknąć, mogą doprowadzić do referendum i … I tyle. Jaki będzie skutek „rozstrzygającego głosu obywateli” - jednoznacznie określają to prezydenckie propozycje zmian do ustawy z dnia 15 września 2000 roku o referendum lokalnym (Dz.U. Nr 88, poz. 985 z późn. zm.). Ma mieć ona, m.in., takie unormowania:
 
Art.65. 1.   Jeżeli referendum zakończy się wynikiem rozstrzygającym w sprawie poddanej pod referendum, właściwy organ jednostki samorządu terytorialnego niezwłocznie, nie później niż w terminie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia wyników referendum, podejmie czynności w celu realizacji wyniku referendum zgodnie z jego rozstrzygnięciem w szczególności przez wydanie odpowiednich aktów normatywnych, bądź podjęcie innych działań.
2.    Organy jednostki samorządu terytorialnego nie mogą podejmować działań sprzecznych z rozstrzygającym wynikiem referendum w terminie 2 lat od dnia ogłoszenia wyników referendum, chyba że działania takie są konieczne w związku ze zmianą przepisów prawa lub wynikają z rozstrzygającego wyniku kolejnego referendum.”;
12) po art. 65 dodaje się art. 65a w brzmieniu:
Art. 65a. 1. Czynnością, o której mowa w art. 65 ust. 1, może być w szczególności podjęcie przez organ stanowiący uchwały w sprawie przeprowadzenia referendum w przedmiocie samoopodatkowania się mieszkańców – jeżeli realizacja rozstrzygającego wyniku referendum spowodowałaby znaczną stratę finansową lub będzie niemożliwa lub znacznie utrudniona ze względu na brak środków finansowych.
2. Skala samoopodatkowania musi być tak ustalona, by uzyskane z tego źródła dochody nie były wyższe niż odpowiednio: konieczna do poniesienia strata finansowa wynikająca z realizacji rozstrzygającego wyniku referendum lub wydatki konieczne do realizacji rozstrzygającego wyniku referendum.
3. Brak rozstrzygnięcia w referendum w przedmiocie samoopodatkowania zwalnia organy jednostki samorządu terytorialnego z obowiązku podjęcia dalszych czynności w celu realizacji rozstrzygającego wyniku wcześniejszego referendum.”
 
Mówiąc krótko i „po chłopsku” -sens tych propozycji jest taki:
Obywatele – chcecie decydować, decydujcie, ale wara od „samorządowej kasy”. Jak chcecie czegoś to się zrzućcie..., a my - „władza” wydamy te pieniądze. Oczywiście, możecie, a nawet powinniście wierzyć, że zrobimy to zgodnie z waszymi oczekiwaniami, a przy tym oszczędnie...(itd).
 
Tak więc „Samorządowa” inicjatywa Pana Prezydenta nawet o krok nie przybliża obywateli do faktycznej możliwości współdecydowania – wraz z innymi obywatelami – o otaczającej ich rzeczywistości. Co więcej, jest ustawą bardzo groźną dla obywateli, ponieważ wzmacnia istniejące, lokalne powiązania. Czyni je jeszcze trudniejszymi „do ruszenia”. Nie każdy lokalny „układ” - opisany powyżej – to „klika” w tym najgorszym znaczeniu, kiedy to uprawnienia „przypisane” do sprawowanych funkcji (w tym tzw. „luz decyzyjny”, czy „swobodna ocena”), wykorzystywane są do „załatwiania” prywatnych spraw osób należących do jakiejś „grupy”. Każdy jednak taki „układ” pozbawia obywateli tego, do czego mają prawo: do faktycznego bycia „podmiotem” w gminie, w powiecie... Oczywiście, „całościowo” pozbawia ich tego prawa cały „szereg” obowiązujących przepisów.
 
Inicjatywa Pana Prezydenta ugruntowuje ten stan. Można by to jeszcze bardziej wykazać, odwołując się do innej propozycji w tym projekcie: do tzw. „konwentów powiatowych” i innych... Ale chyba nie ma już takiej potrzeby.
 
.................................
 
INNE TEKSTY AUTORA NA:  http://grudziecki.blog.pl/
Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale