43 obserwujących
1406 notek
819k odsłon
160 odsłon

Forum Od-nowa: Kurs na zmiany w administracji centralnej

Wykop Skomentuj

Praca organiczna – czy w polskich warunkach również syzyfowa?

Tekst pochodzi z XX numeru Liberté! „O naprawie Rzeczpospolitej”, dostępnego w sklepie internetowym Liberté! oraz za pośrednictwem prenumeraty.

 

Jakikolwiek pozytywny zwrot w sferze zarządzania wymaga przede wszystkim głębszych zmian organizacyjnych, bowiem w swojej obecnej formule polski model sektora publicznego doskonale opiera się staraniom modernizacyjnym.

I DIAGNOZA OGÓLNA

Polska nie posiada jednej administracji. Jest ich wiele, a każda ma swoją ustawę regulującą zasady działania danego korpusu urzędniczego. I tak istnieje ustawa o służbie cywilnej, ustawa o pracownikach samorządowych, ustawa o pracownikach urzędów państwowych. Czy tylko? Przecież w służbie publicznej znajdują się też inne grupy pracownicze, choćby setki tysięcy nauczycieli czy pracowników państwowych agencji wykonawczych. Nie ma uniwersalnego modelu służby publicznej. Jeżeli nawet do przestrzeni publicznej przebija się rzeczowa dyskusja o funkcjonowaniu administracji, zazwyczaj abstrahuje ona od uwarunkowań instytucjonalnych. A to najsilniejszy czynnik determinujący obecny model.

Wieloszczeblowa struktura organizacyjna Rzeczpospolitej jest ociężała i ospała. Zwieńczona u szczytu administracją resortową hołduje utrwalonej kulturze hierarchiczności. Wypiera zdolność do współpracy, nauki czy dzielenia się doświadczeniami zarówno w obrębie sektora publicznego, jak i czerpania z opinii, głosów i myśli płynących spoza niego. Złożoność struktur państwa – niezrozumiała dla obywateli – to przestrzeń, gdzie skutecznie rozprasza się odpowiedzialność za dostarczanie usług publicznych. Tak naprawdę nie wiadomo, która administracja powinna być ostatecznie rozliczana z efektów wykonywanych zadań. Niektóre pokrewne obowiązki są realizowane na trzech poziomach samorządów i w dodatku przez centralną administrację rządową. Gdzie tu efektywność? I czy administracja nie staje się sztuką doraźnego rozwiązywania stale występujących mankamentów źle zaprojektowanej struktury?

Problemy ze skutecznością zaczynają się na poziomie centralnej administracji rządowej. Członkowie Rady Ministrów są z definicji zakładnikami i reprezentantami setek instytucji działających w strukturze resortowej. Wśród nich dziesiątek podmiotów, które w warunkach tak zaplanowanej architektury i podziału kompetencji znajdą sposób, aby uzasadnić rację swojego istnienia. Chodzi bowiem o bezpieczne „trwanie”, niezakłócone i wzbraniające się przed podejmowaniem rozsądnego ryzyka. Bierność czy brak innowacyjności to inherentne cechy tego systemu. Nie zmienią tego kolejne zastępy młodych, wykształconych, rzutkich urzędników, także absolwentów znajdującej się od lat w kryzysie Krajowej Szkoły Administracji Publicznej.

Podstawowy problem dotyczy ministerstw, które powinny być awangardą administracji rządowej. Zasady funkcjonowania służby cywilnej nie pozwalają na naturalną rotację kadr, a brak systemowej zasady kadencyjności na stanowiskach kierowniczych wspiera kulturę „bycia”. W ten sposób kierujący departamentami nie są zmotywowani do zapisywania na swoim koncie skutecznie przeprowadzonych dużych przedsięwzięć legislacyjnych czy organizacyjnych. Niewielka fluktuacja na wyższych stanowiskach i znikoma liczba udanych karier w innych sektorach dyrektorów ministerialnych jest symptomatyczna.

Drugim zasadniczym problemem jest zbytnie wyeksponowanie znaczenia kadry kierowniczej przy zaniedbaniu ekspertów średniego szczebla. Lepiej płatne i prestiżowe stanowiska, obsadzane w drodze często mało uzasadnionych decyzji kadrowych, stają się nieosiągalne. To demoralizuje osoby kompetentne, pozbawiając je wiary w realny awans. Skoro w tym modelu nie ma szans na przesunięcie się w hierarchii, należałoby zaoferować ekspertom przynajmniej możliwość samodoskonalenia się. Nic z tego. Polityka zasobów ludzkich w urzędach centralnych nie istnieje, a nawet pracownicy kadr mówią o fikcji indywidualnych ścieżek rozwoju zawodowego. Podobnie jak brakuje elastyczności w stosunku do wyróżniających się pracowników. Tym sposobem w ministerstwach celem staje się bieżące funkcjonowanie, a nie tworzenie wizji w sferach, za które odpowiadają ministrowie. Stąd formalizacja pracy, nacisk na przestrzeganie procedur i prewencyjne zbieranie wszelkich dowodów braku winy, w razie poważniejszych błędów. A przecież to centralna administracja rządowa powinna stać się polem odnowienia misji służby publicznej, oczywiście z elementami menedżerskiego profesjonalizmu. Zacząć należy od redefinicji funkcji ministerstw.

II ORGANIZACJA MINISTERSTW

Ministerstwa to instytucje państwowe działające w najsilniej uregulowanym kontekście prawnym. Zdefiniowanie ich jako urzędów obsługujących właściwego ministra determinuje rozumienie roli tego ciała. Korzystając z podległych i nadzorowanych instytucji publicznych, minister uzyskuje możliwość kształtowania polityki w ramach działów administracji rządowej, za które odpowiada. W grę wchodzą tu decyzje o charakterze organizacyjnym i personalnym. Ministerstwo dysponuje potężnymi instrumentami wpływu na kształtowanie rzeczywistości. Składa się na nie ustalanie „reguł gry” przez tworzone prawo oraz decyzje systemowe o sposobie dystrybucji pieniędzy publicznych. Dlatego nie może rządzić się wewnętrznie ustalonymi zasadami bez akcentowania celu służby publicznej. Powinno być wyznacznikiem efektywności i transparentności dla całej administracji.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale