0 obserwujących
156 notek
50k odsłon
  422   0

Spadające ceny ratunkiem przed deflacją

 

Autor: George Reisman
Tłumaczenie: Zuzanna Śleszyńska
 

Dramatycznym błędem — zarówno laików, jak i profesjonalnych ekonomistów — jest wiara w to, że spadające ceny oznaczają deflację, i dlatego powinno się ich obawiać oraz w miarę możliwości unikać.

Artykuł na pierwszej stronie dziennika „The New York Times” z 1. listopada 2008 r. to typowy przykład tego błędu:

 

Podczas gdy wiele krajów coraz bardziej pogrąża się w kryzysie, pojawia się nowe zagrożenie w amerykańskiej gospodarce — perspektywa, że dobra będą piętrzyć się, czekając na nabywców, a ceny będą spadać, hamując napływ inwestycji i zwiększając bezrobocie na miesiące, a nawet lata. Słowem opisującym te zjawiska jest deflacja lub obniżanie cen — termin, który przyprawia ekonomistów o dreszcze.

Deflacja towarzyszyła kryzysowi lat 30. Stale spadające ceny były także sednem tzw. straconej dekady w Japonii, po katastrofalnym pęknięciu bańki nieruchomości pod koniec lat 80. Niektórzy eksperci porównują tamten okres do dzisiejszych problemów finansowych Ameryki.

 

W przeciwieństwie do tego, co twierdzą dziennikarze „The Times” i wiele innych osób, deflacja to nie spadające ceny, ale spadek ilości pieniądza i/lub wysokości wydatków w systemie gospodarczym. Innymi słowy, deflacja to ogólny spadek popytu. Spadające ceny są konsekwencją deflacji, a nie samym zjawiskiem.

Niezależnie od deflacji, spadające ceny są również konsekwencją wzrostu produkcji i podaży dóbr, co jest główną cechą rozwoju gospodarczego i poprawienia standardu życia. W takich okolicznościach spadającym cenom nie towarzyszy żaden spadek przychodów lub zysków przedsiębiorstw, zwiększona trudność w spłacaniu długów ani wzrost bankructw. Wszystkie te zjawiska są jedynie skutkiem deflacji, a nie spadających cen.

Oczywiście przy pełnym standardzie złota spadające ceny, spowodowane zwiększoną produkcją, towarzyszą zwykle nieznacznym wzrostom stopy zwrotu i większą łatwością w spłacaniu długów. Oba zjawiska są spowodowane wzrostem produkcji i podaży złota, a więc także zbywania złota. W standardzie złota ceny spadają do tego stopnia, że wzrost produkcji oraz podaży dóbr i usług przewyższa wzrost produkcji i podaży złota oraz następującego wzrostu wydatków wyrażonego w złocie.

To musi być pewnie niespodzianka dla „The Times” oraz dla tych, którzy nie rozumieją istoty deflacji. Należy zauważyć, że spadające ceny nie tylko nie są deflacją, ale tak naprawdę sąantidotum na deflację. To one pozwalają systemowi gospodarczemu dotkniętemu deflacją na wyjście z tej sytuacji i cieszenie się rozwojem gospodarczym.

Ten wniosek może być przedstawiony zgodnie z metodą Sokratesa — przez postawienie prostego pytania, na które odpowiedziałby uczeń podstawówki.

Wyobraźmy sobie, że przed kryzysem finansowym Bill robił zakupy raz w tygodniu w lokalnym supermarkecie. Na zakup wody przeznaczał 10 USD. Przy cenie 1 USD za butelkę, mógł kupić 10 butelek. Teraz, w czasie kryzysu, Bill może wydać na wodę jedynie 5 USD.

Oto pytanie: Ile musiałaby kosztować butelka wody, aby Bill mógł za 5 USD nabyć 10 butelek, za które płacił 10 USD? Odpowiedź: 50 centów.

Pytanie i odpowiedź wyjaśniają, że: spadek cen pozwala, by za zmniejszone fundusze przeznaczone na wydatki, kupić taką samą ilość dóbr, za którą wcześniej trzeba było zapłacić więcej.

Ta zasada ma także zastosowanie, kiedy niższe ceny nie skutkują wyższymi wydatkami na konkretny produkt, którego cena spadła. Przypuśćmy, że 4 litry mleka zamiast 8 USD kosztują 4 USD. Jednak Bill i jego rodzina nie potrzebują więcej niż 4 litry mleka na tydzień i nie będą kupować go więcej, tylko dlatego, że kosztuje mniej. Niższa cena mleka pomaga przywrócić dobrą koniunkturę gospodarczą. Dzieję się tak przez uwolnienie 4 USD Billa, który może przeznaczyć je na inne wydatki, których chciałby dokonać, ale z powodu braku funduszy nie mógł sobie na nie pozwolić.

Podobnym przykładem będzie spadek cen benzyny lub oleju opałowego, który pomaga w zwiększeniu siły nabywczej obywateli.

Deflacja, będąc przeciwieństwem spadających cen, jest procesem spadku podaży pieniądza. W obecnym kryzysie spadek przyjął postać ograniczenia akcji kredytowej i wydatków zależnych od kredytu. Obniżka cen i spadek zarobków są środkami niezbędnymi do przystosowania się i przezwyciężenia deflacji.

Jednakże, ciągłe mylenie spadających cen z deflacją stoi na przeszkodzie powrotu do dobrej koniunktury. Przyjmując, że spadające ceny są deflacją, a nie skutkiem deflacji, a zarazem lekiem na nią, ludzie będą mylić rozwiązanie problemu z samym problemem, który należy rozwiązać.

Na bazie powyższego pomieszania pojęć popiera się interwencje rządu  przeciwdziałające spadkom cen. Te spadki cen, przed którymi chce się nas uchronić, dotyczą cen domów, produktów rolnych i innych dóbr, a przede wszystkim wysokości płac. Jeżeli te wysiłki się powiodą, a ceny nie spadną, efektem będzie zatrzymanie naprawy gospodarczej. Obniżone wydatki, odzwierciedlone przez deflację, nie są w stanie pokryć zakupu większej ilości dóbr i usług, co byłoby możliwe jedynie przy niższych cenach i zarobkach.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale