21 obserwujących
29 notek
379k odsłon
1115 odsłon

Transformacja Białorusi, Polsko!

Wykop Skomentuj44

Są trzy scenariusze wyjścia Białorusi z zastawionej na nią pułapki. Acz nie wygląda to dobrze.

Pierwszy najgorszy z punktu widzenia Polski, to krok wstecz i poddanie się na powrót pełnym wpływom Rosji. Te wybory z pewnością przebiegałaby w znacznie innej atmosferze, w niemal kompletnej ciszy czyli jak lipcowe wybory w Rosji, gdyby nie fakt, że Łukaszenka wypowiedział Putinowi posłuszeństwo w kwestii fundamentalnej. Putin może przymknąć oko na okazywane co jakiś czas fanaberie Mińska ale nie w kwestii gazu i ropy. To są kwestie dotykające żywotnych interesów Moskwy więc Łukaszenka, podpisując umowy na dostawy paliw z państwami Zachodu, musiał dostać nauczkę. Nie tylko stworzono mu kontrkandydatkę (z którą jak widać świetnie sobie poradził) to jeszcze z całą mocą wybudzono śpiochów w zachodnich mediach, którzy temat Białorusi uczynili kwestią globalną. Nie ma też wątpliwości, że zatrzymana przed wyborami grupa Rosjan, wysłana do destabilizowania sytuacji w Białorusi, to tylko jedna z grup, które podniecają dziś ogień na tamtejszych ulicach i w zakładach pracy. Wszak to dzieło akurat samo się nie zrobił. Z tym nigdy nie ma tak prosto jak to się niektórym zdaje, i przepraszam od razu za prostacki przykład, że pan Igor siedzący z palcem w nosie przed telewizorem i pani Nadia prasująca mu tuż obok gacie, widząc co się dzieje w kraju nagle dostają cholery, rzucają wszystko i wychodzą na ulicę bo tak dalej już być nie może. Po drodze zbierają jeszcze sąsiadów i... rośnie ta fala oburzenia i rozlewa się na cały kraj, a gniew ciemiężonych pali miasta a wraz z nim wszystkich ciemiężców. To jest bardzo ładna wersja do szkolnych podręczników, niemniej takie coś jest zawsze efektem skomplikowanej operacji zainteresowanych służb. Takie coś wymaga czasu, odpowiednio spreparowanego lidera (nawet jeśli on sam o tym nie wie), a nade wszystko kasy. Bardzo dużej kasy. To co wyprawia się dziś na Białorusi to autorska operacja Rosji (i nie tylko) ale gdy tylko Łukaszenka uderzy się w skruszoną pierś wszystko skończy się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Znów będzie świeciło słońce, na ulicach zapanuje spokój, a w kuchenkach gazowych mieszkańców białoruskich blokowisk na powrót radośnie będzie szumiał rosyjski gaz. A najbardziej szczęśliwi będą unijni liderzy; znów będę mogli oddać się globalnemu problemowi wymiany plastikowych słomek na te biodegradowalne.

Drugi wariant jest już mniej radosny. Wszyscy zdawało się widzieli ukraiński Majdan ale najwyraźniej już nie wszyscy zrozumieli skutki i wyciągnęli wnioski. To co zapowiadało się prologiem wolności stało się przyczynkiem do aneksi Krymu i wojny, która wciąż trawi ten kraj, a nade wszystko doprowadziło do sytuacji w której Rosja trzyma to państwo i resztę świata w szachu. A tam też przecież wszystko zaczęło się od gazu, który Moskwa chciała pompować w swoich ilościach i swojej cenie. Przestrzegam przed tym scenariuszem. Przed bezmyślnym podpalaniem białoruskiej ulicy w sytuacji gdy nie ma tam żadnych struktur w oparciu o które można by budować demokratyczny opór. W takiej sytuacji to zawsze będzie tylko ogień dla samego ognia, a w tym przypadku wpisywanie się w plan pisany na Kremlu o czym pisałem w scenariuszu powyżej. Szczególnie, że i tu może dojść do zaanektowaniu, a czemu nie, części Białorusi. W rosyjskiej dialektyce będzie to wprowadzenie wojsk stabilizacyjnych, celem... ot choćby ochrony Rosyjskich mieszkańców tego kraju, w obliczu braku takich gwarancji ze strony obecnego włodarza. Wszak po ulicach od kilku już dni biega nieskoordynowany tłum gotowy obrócić swe niezadowolenie przeciwko ruskim braciom. 

Trzeci wariant to zbliżenie z Zachodem. Na tym etapie rzecz jasna bardziej symboliczne niż realne bo jakoś nie wierzę by taka Francja a tym bardziej Niemcy w imię demokratyzacji Białorusi chciałby ryzykować utratę miliardów euro jakie robią dziś na interesach z Rosją. Chodzi bardziej o to by zerwać w końcu z przedszkolnymi nawykami, przestać się obrażać, i próbować rozmawiać z Łukaszenką jak swego czasu próbował to robić Trump z Koreą. I naprawdę nie ma znaczenia czy tu też będzie fiasko czy może akurat uda się coś ugrać, bardziej o to by zacząć oswajać Łukaszenkę. Złapany w potrzask, miotający się między tymi co radzą by uległ warunkom Kremla a tymi co szepczą by się nie poddawał, szczególnie jest otwarty na propozycje i pomocną dłoń by móc wyjść z tej biedy z twarzą. I to jest zadanie dla Polski. Propozycja wysunięta z naszej strony by to Unia pośredniczyła w rozmowach z Mińskiem to swoista dezercja z pola ważnej rozgrywki jaka toczy się u naszych granic. Już tylko z tego powodu nie powinniśmy oddawać komukolwiek prawa do prowadzenia tych rozmów, ale z całą mocą inicjować te rozmowy w imieniu własnym, a gdy będzie zgoda, przybrać w stosownej chwili także barwy Unii. Jeśli chcemy być lokalnym liderem, a przecież po to jest projekt Międzymorza, to mamy idealny moment by dołożyć do tej budowli kolejną cegiełkę. Tymczasem tak się wszyscy boją by im media nie zrobiły gęby kumpla Łukaszenki, że jak na razie jeden na drugiego spogląda ze strachem w oczach, i z cichą nadzieją w sercu, że to się jakoś samo posprząta.

Nie rozwiąże się samo. Rozwiązać ten problem może po swojemu tylko Rosja, a wtedy zabetonuje tą część Europy na kolejne dekady. Albo my się jednak ruszymy i zaproponujemy Łukaszence pomoc. A jaką? Nietykalność osobistą i majątkową, to oczywiste. On dobrze wie jak kończyli ojcowie narodu w Egipcie czy Syrii, a już najbardziej go głowa boli na samo wspomnienie pamiętnego finału z Rumunii. I to jest do zrobienia, to jest względnie mała cena za wciągnięcie Białorusi w obszar państw demokratycznych, za upragnioną wolność dla jej wszystkich obywateli. A nade wszystko za nasze odgrodzenie się od Rosji, za osłabienie jej wpływów. Imperium zła to wciąż nie jest tylko pusta fraza.

Czy coś jeszcze można dać Białorusi? Oczywiście doświadczenie z czasów naszej transformacji. To cenna karta, którą można rzucić na stół. Bezcenna! Transformacja w sferze idei to rzecz jasna piękna sprawa, niemniej to też twarda rzeczywistość przejścia z gospodarki sterowanej ręcznie w tą wolnorynkową. Bez odpowiedniej pomocy z zewnątrz ten biedny naród zostanie żywcem pożarty przez międzynarodowe ale i lokalne hieny wyspecjalizowane w grabieży majątku narodowego. Dzięki naszej pomocy nie dojdzie do wyprzedaży państwowych spółek za symboliczną złotówkę, ludzie nie zostaną puszczeni w skarpetkach jak swego czasu Polacy. No a przynajmniej nie w takiej skali jak gdyby chcieli Białorusini pójść własną drogą i uczuć się na własnych błędach. W wersji optymalnej mogłoby nawet dojść do synergii spółek obu państw co przyczyniłoby się do eksplozji, skokowego wzrostu gospodarczego także po naszej stronie. Nie wykluczone, że ekonomiczny pościg za państwami Europy Zachodniej moglibyśmy zakończyć przed czasem dzięki tylko tej jednej decyzji. A sfer do bliskiej współpracy z tak dużą gospodarką a jednocześnie tak zacofaną jest znacznie, znacznie więcej.

I może właśnie o tym warto pomyśleć zanim jedni zaczną oglądać się za Unią, a drudzy zaczną bezmyślnie krzyczeć w ślad za prowokatorem ukrytym w tłumie.

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka