24 obserwujących
41 notek
396k odsłon
247 odsłon

Białoruś zdradzona

Wykop Skomentuj10

W tekście "Transformacja Białorusi, Polsko!" wskazywałem na potrzebę rozpoczęcia rozmów z Łukaszenką, który przez swój sprzeciw dla głębszej integracji z Rosją, a tym samym przez brak zgody na utratę resztki suwerenności, ale i przez złamanie monopolu na dostawy gazu z tego kraju, musi się mierzyć z niepokojami społecznymi jakie zostały mu zainicjowane przez Moskwę. Takie zrywy nigdy nie powstają ani same ani oddolnie, ten ogień zawsze trzeba podłożyć, rozniecić i umiejętnie utrzymać. Rosja jest mistrzem w destabilizowaniu sytuacji nie tylko w państwach ościennych, czego bieżącym przykładem są Stany Zjednoczone Ameryki gdzie w zaledwie parę lat doprowadziła do bezprecedensowego spolaryzowania podziałów i eskalacji emocji, których kraj ten nie widział być może od czasu wojny secesyjnej. Tą wyjątkową umiejętność ćwiczy Rosja od stuleci, utrzymując w ten sposób dziesiątki nacji przymusowo sfederalizowanych pod wspólnym płaszczem zniewolenia. A mówiąc językiem prostym, trzyma je tym sposobem za kark nagięte do samej ziemi.

W tekście tym wskazywałem jednocześnie na niebezpieczeństwo rozpalania ulicy dla samego rozpalania, bez planu a z nadzieją, że powtórzy się Egipt czy Syria szczególnie, że na Ukrainie akcja "na hura" do dziś odbija się całej Europie czkawką. Nie lepiej skończyło się i we wspomnianych państwach Bliskiego Wschodu, skąd do dnia dzisiejszego napływają miliony "uchodźców" stale destabilizując sytuację zalewanych państw. I tam i na Ukrainie uaktywniły się zrazu zielone ludzki, których zadaniem było prowokowanie zdarzeń na które musiała potem reagować Rosja. Jak pamiętamy od razu i z wielką ochotą wprowadzała swoje siły "stabilizacyjne" głównie by ratować swych obywateli przed tłuszcza biegającą po ulicach. Przestrzegałem przed scenariuszem anektowania części Białorusi albo zmuszenia Łukaszenki do zgięcia karku i powrotu w objęcia bratniego narodu. Pisałem też, że Francja a tym bardziej Niemcy nie będą chciał w imię demokratyzacji Białorusi ryzykować utraty miliardów euro jakie robią dziś na interesach z Rosją. I, że Polskia powinna: "... zerwać w końcu z przedszkolnymi nawykami, przestać się obrażać, i próbować rozmawiać z Łukaszenką jak swego czasu próbował to robić Trump z Koreą. I naprawdę nie ma znaczenia czy tu też będzie fiasko czy może akurat uda się coś ugrać, bardziej o to by zacząć oswajać Łukaszenkę.". Jedyne co mogliśmy w tej sytuacji i na ten czas uzyskać to nowe otwarcie w relacjach z sąsiadem.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że materializuje się właśnie scenariusz najgorszy.

Oto Władymir Putin ogłosił na dniach, a dla nadania odpowiedniej mocy temu przekazowi zrobił to osobiście,  że zabezpieczył właściwe siły na wypadek gdyby protestujący zaczęli dewastować budynki administracji, banki, ulice... To już tylko krok od interwencji bo przełącznik pomiędzy stanem demonstracji pokojowej a niekontrokowanymi rozruchami jest oczywiście w rękach Rosji. Wszak jeśli ktokolwiek da rozpalonemu tłumowi sygnał do ataku na parlament czy budynki telewizji państwowej, to będą to właśnie zielone ludziki. Póki co stoją na ulicach Mińska rozsiani w tłumie, grzecznie skandując ze wszystkimi "uchadzi!".

Ze smutkiem muszę stwierdzić, że zmaterializowała się także moja obawa co do braku zainteresowania liderów państw Zachodu wzięciem udziału w procesie demokratyzacji Białorusi. Proszę zobaczyć, jak pięknie nabrali wody w usta Merkel i Macron. Naiwnym było zakładać, że kobieta, która odpowiada za uzależnianie Europy od rosyjskiego gazu, i de facto kontynuacje projekt rozpoczęty przez swego poprzednika Gerharda Schrödera, zaangażowałaby się w jakiekolwiek działania naruszające interesy polityczne Putina, wspólnika w gigantycznych interesach ekonomicznych. To co robi, przynajmniej teoretycznie, czyni ją pierwszym kandydatem na wysoko postawionego agenta Moskwy. Historia zna takie przypadki, nic w tym nadzwyczajnego. Naiwnym było także zakładać, że Macron stanie w obronie zwykłych ludzi wyłapywanych na ulicach Mińska i przekazywanych oprawcom w tamtejszej Łubiance, podczas gdy przecież za kadencji tego człowieka ulice także francuskich miast spłynęły krwią. Naiwnością było w konsekwencji oglądanie się na Unię Europejską w której tych dwoje daje zielone światło do jakichkolwiek, faktycznych a nie pozorowanych działań. Jakże smutnym symbolem faktycznej podstawy Unii był samotnie podążający w kierunku białoruskiej granicy TIR "Solidarności" wypełniony żywnością, aresztowany zresztą wraz z kierowcą zaraz po jej przekroczeniu. Samotnie czyli jeden.

Dziś słuchałem w sieci jak Polacy śpiewają z Białorusinami znaną nam wszystkim pieśń a w niej refren: "Wyrwij murom zęby krat. Zerwij kajdany, połam bat. A mury runą, runą, runą. I pogrzebią stary świat". Słuchałem tego z dużym smutkiem bo widzialem w oczach śpiewających, że oni żegnają się tą pieśnią z wolnością, której tak pragneli. Oni już czują, że zostali sami. Zaczyna do nich powoli docierać, że wszystko to zostało zainicjowane przez Moskwę tylko po to by pokazać Łukaszence jego miejsce w szeregu. Dochodzi do nich nadwyraz boleśnie i wyraźnie, że w rozdmuchanie tej iskry wielu włączyło się nieświadomie, myśląc, że to wszystko prawdziwe, gdy inni robili to całkiem świadomie i na zlecenie, z góry znając zsmutny finał tej operacji. Stłoczeni na tym placu z przerażeniem dostrzegają, że wszystko się nagle zatrzymało, że przestało palić się niewiadomo skąd podawane paliwo dające im energię do działania, że ucichły bębny i trąby, i że stoją sam ma sam naprzeciw tysięcy złowrogo milczących, uzbrojonych funkcjonariuszy OMONu, którzy przez ostatnie tygodnie skrupulatnie rejestrowali ich zachowanie. 

Dano tym ludziom nadzieję, tylko po to by ją za chwilę odebrać. Ich kosztem rozegrano interesa, zabawiono się nimi a potem porzucono jak zwykli porzucać zabawki chłopcy bawiący się żołnierzykami w wojsko. Nie było żadnych przesłanek politycznych by zachęcać tych ludzi do narażania się (nikomu na Zachodzie nie zależało na wolnej Białorusi), ani też ekonomicznych (kraj nie stoi na krawędzi głodu), nie było więc żadnych szans na powodzenie. Z tym większym żalem patrzę na to jak okrutnie potraktowano ten naród i jak zimna i niewzruszona zapadnie teraz cisza, gdy dojdzie tam do przywracania pierwotnego stanu rzeczy i rozliczeń. Bo nie ma wątpliwości, że wszystkie rachunki będą płacili ci biedni ludzie.

Zryw zacznie wygasać gdy zacznie brakować towarów w sklepach, gdy przestaną przychodzić pensje - wszak zakłady pracy stoją - a kto nie pracuje ten nie ma. Taki ma zapewne Rosja plan "pokojowego" zażegnania kryzysu. A w Białorusi nie runie nawet jedne mur, póki nie zaczną się sypać mury w samej Rosji. Do tego zaś trzeba zrywu kilku republik jednocześnie.

Wykop Skomentuj10
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka