Jakoś nikt nie zwraca uwagi na pominięcie wśród wczoraj odznaczonych przez prezydenta pracowników IPN Sławomira Cenckiewicza. Wiem, nie pracuje już w tej instytucji, ale to on był głównym autorem wydanej w ubiegłym roku książki o Wałęsie, to on zajął się tym "tematem", a Gontarczyk - wczoraj wysoko odznaczony i wyróżiony - dołączył (podłączył? został oddelegowany) się do niego.
Tak więc odznaczenie Gontarczyka za książkę o Wałęsie, przy równoczesnym pominięciu Cenckiewicza jest - co najmniej - przykrym niedopatrzeniem.
Tym boleśniejszym, że to Gonatrczykowi zadzwięczamy obecny "festiwal nienawieści" wobec IPN. Bo to dopiero jego (pseudo) recenzja, napastliwa i w znacznej części błędna, rozpoczęła ataka na IPN. Był to tekst tak wysoce niegodny historyka, że zasługujący na naganę a nie pochwałę w formie odznaczenia i to jeszcze z pominięciem zasadniczego autora.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)