Wojna hybrydowa ma to do siebie, że rzadko tworzy nowe mechanizmy od zera. Rosyjskie służby specjalne (FSB i GRU) wolą testować swoje narzędzia na wielkich poligonach doświadczalnych, by po latach, w skali mikro, uderzyć nimi w Polskę. Kiedy na łamach Salonu24 opublikowałem tekst o radykalizacji polskiej młodzieży i asymetrycznych zagrożeniach (od betonu na torach w Jedlance po tragiczne napaści na Mazowszu), w komentarzach pod notką rozpoczął się atak ad personam na moją osobę.
Dziś idę o krok dalej. Spójrzmy na odtajnione raporty CIA oraz amerykańskich agencji kontrwywiadowczych, aby zrozumieć, że koszmar, który w październiku dotknął polskie szkoły i rodziców, to kalka operacji psychologicznej, którą Kreml z powodzeniem przetestował na Amerykanach.
Amerykański poligon: Odwet za sankcje Bidena
Wszystko zaczęło się w USA. Gdy administracja Joe Bidena nałożyła na Federację Rosyjską pierwsze, miażdżące sankcje gospodarcze i zamroziła aktywa oligarchów, Putin musiał odpowiedzieć asymetrycznie. Nie mógł wydać wojny konwencjonalnej, więc uderzył w najbardziej czuły punkt amerykańskiego społeczeństwa: w dzieci i poczucie bezpieczeństwa w szkołach.
Raporty CIA oraz National Threat Assessment Center wprost wskazały na rosyjski ślad wokół nagłej fali przemocy w amerykańskich placówkach edukacyjnych. Zastosowano tam tzw. doktrynę refleksyjnego sterowania (reflexive control). Rosyjskie farmy botów (nadzorowane przez słynną Jednostkę 29155 GRU) nie musiały same biegać z bronią. One stworzyły w sieci – na Discordzie, Telegramie i 4chanie – gigantyczny, toksyczny ekosystem informacyjny.
• Celowo infiltrowano grupy młodzieżowe, gloryfikując dawnych masowych morderców (tzw. True Crime Community).
• Algorytmicznie wyszukiwano nastolatków o niestabilnej psychice, samotnych i podatnych na manipulacje, po czym systematycznie podsuwano im treści popychające do autodestrukcji i agresji rówieśniczej.Gdy tylko dochodziło do tragedii, wschodnie fabryki dezinformacji w ułamku sekundy odpalały miliony botów, by radykalizować debaty wokół prawa do broni (2. poprawka) i zdrowia psychicznego. USA miało płonąć od środka, a FBI i CIA miały marnować czas na gaszenie wewnętrznych pożarów zamiast pilnować wschodniej flanki NATO.
A wcześniej był jeszcze rok 2013 i atak na bostoński maraton przeprowadzony przez Amerykanów czeczeńskiej narodowości ktory mógł być zemstą Putina za pomarańczową rewolucję na Ukrainie...
Październik w Polsce: Kopia formatu jeden do jednego
To, co działo się w Stanach Zjednoczonych, to dokładnie ten sam wektor operacyjny, który uderzył w Polskę w ostatnich tygodniach. Rosyjskie ośrodki dezinformacji działają według tej samej matrycy:
Wykorzystanie lokalnego zapalnika: Rosjanie nie musieli planować wybryku 12-latka, który zepchnął beton na tory w Jedlance, ani osobistych dramatów psychicznych nastolatków na Mazowszu. Oni na te tragedie po prostu czekali.Sztuczne echo dezinformacji: W sekundy po tych wydarzeniach polska infosfera została zalana skoordynowaną falą „łańcuszków strachu” o rzekomych globalnych wyzwaniach i „krwawych piątkach” w szkołach. Choć Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) i minister Tomasz Siemoniak jednoznacznie ogłosili, że żadnego zorganizowanego challenge'u nie ma, a w tle badany jest rosyjski trop – paraliż psychologiczny polskich rodzin stał się faktem. Rodzice bali się puszczać dzieci do szkół.Przeciążenie asymetryczne: ABW, CBŚP i policja musiały prewencyjnie sprawdzać tysiące szkół i marnować gigantyczne zasoby na weryfikację fałszywych alarmów generowanych zza wschodniej granicy. Dokładnie tak jak w USA – polskie służby mają być przeciążone ściganiem internetowej paniki wśród dzieci, podczas gdy prawdziwa dywersja ma dziać się w cieniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)