2 obserwujących
28 notek
53k odsłony
903 odsłony

Dwanaście argumentów amerykańskiego profesora za Polską

Wykop Skomentuj24

Nie ukrywam, że zatrząsłem się z gniewu przeczytawszy tytuł artykułu zamieszczonego 31 lipca na portalu dziennika The Wall Street Journal: „How Hitler and Stalin Made Modern Poland” (Jak Hitler i Stalin stworzyli współczesną Polskę”). Ale trudno się nie zatrząść, gdy ledwie tydzień temu pałało się gniewem nad książką Andrzeja Ledera „Prześniona rewolucja”, w której autor postawił figlarną tezę, że dzisiejsza Polska wszystko zawdzięcza Hitlerowi i Stalinowi.

- „Co za gnój” – pomyślało mi się o Bogu ducha winnym Lederze. – „Już sobie znalazł sojusznika w Wall Street Journal!”

Niechaj to posłuży jako jeszcze jedno potwierdzenie bibilijnej zasady, żeby nie miotać pochopnie ciężkich oskarżeń. W czytaniu bardzo szybko się okazało, że autor artykułu, Sean McMeekin, w przeciwieństwie do Bogu ducha winnego Ledera, nie miał najmniejszego zamiaru współczesnej Polski opluwać, a wprost przeciwnie, nie zawahał się zaapelować do zachodniego świata, by zanim zacznie Polskę krytykować, zapoznał się z jej historią.

Powyższy postulat był już zawarty w podtytule artykułu: "The neglected history of the Warsaw uprising helps explain the country’s nationalist politics today” („Zaniedbywana historia Powstania Warszawskiego pomaga wyjaśnić dzisiejszą nacjonalistyczną politykę kraju"). Niestety złej sławy słowo „nationalist” i dwa pierwsze akapity - najeżone dwuznacznymi frazami typu „heroiczne lecz z góry skazane na klęskę Powstanie Warszawskie”, „zaczepny naród”, „zdumiewające muzeum Powstania, jedna z niewielu turystycznych atrakcji miasta” - nie pozwoliły mi natychmiast porzucić powziętego pochopnie przekonania, że McMeekin idzie drogą Ledera. Otwierające oczy argumenty przyszły dopiero później.

Argument pierwszy. Los Warszawy, którą Hitler w milczącym porozumieniu ze Stalinem zamienił w morze ruin, uosabia katastrofę II wojny światowej bardziej niż jakiekolwiek inne pojedyncze wydarzenie.

Argument drugi. Ten wstrząsający epizod europejskiej historii został prawie zapomniany, przypuszczalnie dlatego, że nie doczekał się szczęśliwego zakończenia (po Niemcach przyszli komuniści), co psuje legendę II wojny światowej jako dobrej wojny, zatruwając do dziś polską i europejską politykę.

Argument trzeci. Wojna, która wybuchła we wrześniu 1939 roku była wojną o Polskę. Polski rząd ewakuował się do Rumunii, dopiero gdy sowieci uderzyli 17 września z drugiej strony. Alianci nie zrobili nic, żeby Stalina powstrzymać. Związek Sowiecki następnego roku zaatakował 5 kolejnych krajów zachowując jakimś sposobem status „neutralnego” kraju – hipokryzja aliantów zadziałała tu bez zarzutu.

Argument czwarty. Po zbawiennej dla aliantów inwazji Hitlera na ZSRR nastąpił piarowy cud, który przemienił totalitarnego rzeźnika i pożeracza małych krajów w dzielnego „Wujka Joe” zasługującego na pełne poparcie, nie tylko duchowe, ale i materialne (program Lend-Lease).

Argument piąty. Churchill i Roosevelt tak rozpaczliwie pragnęli zadowolić Stalina, że potwierdzili jego kłamstwa o Katyniu. Roosevelt nawet przepraszał Stalina, gdy polski rząd na uchodźstwie domagał się śledztwa Czerwonego Krzyża po tym, jak Niemcy odkryli groby pomordowanych.

Argument szósty. Nie zapłaciwszy politycznej ceny za katyńską masakrę Stalin nie widział potrzeby zmieniania kursu w Warszawie. Pomimo apeli zachęcających mieszkańców Warszawy do powstania przeciwko niemieckim okupantom, sowieci rozlokowani po drugiej stronie Wisły palcem nie kiwnęli, by ich wspomóc.

Argument siódmy. Stalin widząc w żołnierzach Armii Krajowej rywali do władzy w powojennej Polsce, z upodobaniem obserwował ich rzeź. Prócz 16 000 powstańców Niemcy zabili prawie 200 000 cywilnych osób i na koniec podpalili niezburzoną resztę Warszawy, oszczędzając kłopotu Stalinowi.

Argument ósmy. Polscy, amerykańscy i brytyjscy piloci dostarczali powstańcom z powietrza amunicji, żywności, lekarstw i papierosów, ale Stalin do połowy września nie pozwalał im lądować w sowieckich bazach. Niektórzy byli nawet ostrzeliwani przez sowieckie baterie przeciwlotnicze. Zginęły setki alianckich pilotów. W dzisiejszej Polsce czci się ich jako bohaterów.

Argument dziewiąty. Powstanie trwało dwa miesiące. Była to bitwa o Warszawę. Obniżenie w języku angielskim jej rangi do "uprising" nastąpiło później, by usprawiedliwić sowiecką bierność i ukoić zachodnie sumienia. Pozostali przy życiu powstańcy, którzy nie trafili do niemieckiej niewoli i wpadli w ręce sowietów, zostali wywiezieni do obozów pracy lub rozstrzelani. Szesnastu przywódców polskiego ruchu oporu, zaproszonych w marcu 1945 roku do Moskwy na „rozmowy”, postawiono przed sądem pod absurdalnym zarzutem kolaboracji z faszystami, przy bezsilnych protestach Waszyngtonu i Londynu.

Argument dziesiąty. Amerykanie i Brytyjczycy zapomnieli o tych ponurych wydarzeniach. Polacy nie zapomnieli. Bez znajomości tej historii Zachód nigdy nie zrozumie, jak Polacy, którzy przetrwali 45 lat sowieckiej okupacji, patrzą na dzisiejszy świat. Dla Polski II Wojna Światowa nie skończyła się w Paryżu, radosną paradą i pocałunkami paryżanek, tylko w ruinach Warszawy zarządzanych przez wrogich okupantów, którzy bezczynnie patrzyli na płonące miasto.

Argument jedenasty. Polakom można więc chyba wybaczyć nieprzystosowanie do dzisiejszych zachodnich predylekcji – zrodzonych z dekad niezmąconego spokoju i prosperity – do postkolonialnego poczucia winy i wykwintnej pogardy dla narodowego państwa.

Argument dwunasty. Zwycięstwo nacjonalistcznego Prawa i Sprawiedliwości po migracyjnym kryzysie w 2015 roku nie powinno dziwić nikogo, kto zna historię XX wieku. Polacy czują w kościach okropności, które mogą nastąpić po upadku narodowych granic i stracie suwerenności. Każdy 1 sierpnia jest dla nich przestrogą. Dlatego nie spieszno im ryzykować powtórzenia takiego koszmaru.

Sean McMeekin jest amerykańskim historykiem, który po studiach w Stanford University i postdoktoranckim stażu w Yale objął stanowisko profesora w Bard College. Gazeta Wyborcza nawiązała z dziennikiem The Wall Street Journal współpracę i od jakiegoś czasu przedrukowuje niektóre ukazujące się w nim artykuły. Jestem jednak dziwnie spokojny, że omówionego wyżej i w dużej części niemal dosłownie przetłumaczonego artykułu Seana McMeekina nie przedrukuje. Dlatego być może nazywa się „wyborcza”. Przypuszczam również, że próżno będzie szukać tego artykułu w bibliografiach przyszłych dzieł profesora Ledera. Każdy ma w końcu prawo do swoich osobistych predylekcji.


Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura