6 obserwujących
64 notki
54k odsłony
1385 odsłon

Krytyka etyki Rothbarda-Hoppego (Etyki libertariańskiej)

Wykop Skomentuj

 

Na najwyższych poziomach matematyki, graniczącej czy wręcz zawierającej się już w filozofii istnieje możliwość skonstruowania takich systemów, które choć wewnętrznie spójne i logiczne, nie mają żadnej użyteczności bądź żadnego zastosowania praktycznego, tudzież sama ich podstawa okazuje się błędną lub zbyt luźną interpretacją pewnych abstrakcyjnych pojęć. Wrażenie obcowania z takim systemem ma się także przy lekturze autorów tzw. libertariańskiej etyki, wyprowadzonej przez Murraya Rothbarda, a wzmocnionej i uzupełnionej przez jego ucznia Hansa Hermanna Hoppego.

Etyka libertarianizmu – trzy piętra racjonalizmu

Etyka libertariańska jest etyką racjonalistyczną i opiera się na założeniu, że istnieją wspólne dla wszystkich ludzi podstawy rozumowania, w tym wypadku – działania i argumentacji. Nie można zaprzeczyć działaniu, nie działając, tak jak nie można zaprzeczyć argumentacji, nie argumentując. Argumentacja jest działaniem, a działanie opiera się na argumentacji. To jest, jak to metaforycznie ująć, pierwsza „warstwa” lub podstawowe „piętro gmachu” libertariańskiej etyki.  Każde działanie wiąże się z kosztami, tj. kosztem alternatywnym (np. teraz poświęcam czas na pisanie tego artykułu, który mógłbym poświęcić np. na pieleniu ogródka), oraz ma cel (przejście ze niezadowalającego stanu A do bardziej zadowalającego stanu B – przy czym zadowolenie jest tutaj subiektywnie „autodefiniowane” przez działający podmiot).

Dalsze punkty są (lub mają być) tylko i zarazem aż konsekwencją. Aby argumentować, potrzeba żywej osoby ludzkiej, a ta żywa osoba musi mieć zdolność do wolnych sądów. I po raz kolejny, kto próbowałby temu zaprzeczyć, musiałby być albo martwym, albo milczącym zwierzęciem wydającym z siebie jedynie nic nieznaczące odgłosy. Zatem aby argumentować, osoba argumentująca musi mieć prawo do samoposiadania („otworzyć usta”). Na tym piętrze nie kończy się jednak etyka libertariańska. Aby uznać prawo do samoposiadania, trzeba a priori założyć, że nikt nie ma prawa posiadać ciała drugiego człowieka, gdyż w ten sposób  każdy mógłby rościć prawo do ciała innej osoby i zakazywać wzajemnie argumentacji, a nawet skazywać na śmierć, i wobec tego mutatis mutandis nie byłaby możliwa ani argumentacja, ani działanie, ani życie nawet. Wobec tego dwie działające jednostki muszą uznać względem siebie pełną autonomię przynajmniej przy argumentacji [przyp. autor].

Trzecim piętrem tego prostego i imponującego gmachu, jest już bardziej „rozmyte” w słońcu wolności, chociaż nie miej fundamentalne. Aby żyć, potrzeba dóbr materialnych [albo minimum wystarczającego na przeżycie? – przyp. autor]  – zatem prawa do własności. Prawo do własności może realizować się w dwojaki sposób – albo poprzez zawłaszczenie tego, kto nikt przedtem nie zawłaszczył (tudzież nie zgłosił równoczesnej pretensji do niezawłaszczonego dobra) oraz, następując po pierwotnym zawłaszczeniu, poprzez wymianę na dobra cenione wyżej. Z tego też wynika najsłynniejszy libertariański aksjomat – aksjomat o nieagresji. Dopóki działanie ludzi jest dobrowolne, każde zawłaszczenie i każda wymiana przynosi rezultat pareto-optymalny, gdyż zawłaszczamy lub wymieniamy dane dobro tylko, jeśli teleologicznie oczekujemy poprawy.

Pareto-optymalny anarchokapitalizm

Pareto-optymalna zmiana polega na tym, że minimum jedna jednostka polepsza swoje zadowolenie nie pogarszając zadowolenia innych. W przypadku ekonomicznej wymiany, obie jednostki muszą cenić wymieniane dobro wyżej od tego, którego zbywają, więc jest to poprawa minimum dwóch jednostek przy statusie quo n – 2 jednostek, gdzie n to liczba wszystkich ludzi (Pomijamy koszta zewnętrzne, gdyż wtedy w wypadku szkody dla osób trzecich jest łamany aksjomat o nieagresji i wymiana nie jest już pareto-optymalna).

Warto tutaj uprzedzić krytyków „materializmu”, że pod pojęciem „dobro” i „stan zadowolenia” należy rozumieć każdy środek i cel, z jakim działa ludzkość. Zaprzeczenie temu tylko pokazuje, że samemu powzięło się środki (czas, argumenty) poniosło koszty (można było zrobić coś innego) i cel (przekonanie).

Krytyka

Moją krytykę libertariańskiej etyki streszczę w punktach podzielonych na dwie grupy. Pierwszą stanowią argumenty krytykujące założenia a priori, drugą „implikacyjne przeskoki”, jakich często dokonują libertariańscy etycy od aksjomatów do praktyki, niech będzie „krytyka okcydentalna”. Moją krytykę w żadnym razie prosiłbym nie traktować jako próbę „obalania” czegokolwiek (są systemy algebry, których obalić się nie da, a mimo to są zbytnią formalną abstrakcją i nie są użyteczne do niczego), tylko raczej próbę znalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie pytania (jak zwykle przy lekturze libertarian wierzących w totalną anarchię takich pytań pojawia się tysiące). Zatem:

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale