2 obserwujących
25 notek
9694 odsłony
  109   0

Jak działa edukacja?

Doczekaliśmy czasów, kiedy po wiekach ciemnych nastały wieki jasne. Odrzucono ostatecznie przesądy i zabobony i postawiono na naukę i wiedzę. I w tym duchu wychowuje się młodych, postępowych obywateli.

Obywateli, do których mówi szkiełko i oko. Obywateli, którzy zostaną kowalami własnego losu. Obywateli, którzy są świadomi swoich praw i obowiązków i ponoszą konsekwencje swoich życiowych wyborów. Obywateli, którzy wspólnym wysiłkiem pchną ludzkość w kierunku świata bez biedy, bez przemocy i bez chorób. Tyle mówi teoria.

A jak wygląda praktyka?

Młody człowiek, zanim stanie się obywatelem uczęszcza do szkoły. Ponieważ jego rodzice wywodzą się jeszcze z wieków ciemnych i nie są w stanie wykierować go samodzielnie na takiego obywatela, państwo utrzymuje w tym celu Ludowe Komisariaty Edukacji (zdublowane pod nazwami ministerstw i kuratoriów). Ponadto, mamy jeszcze Rzecznika Praw Dziecka dbającego w miejsce rodziców, żeby dziecku nie działa się krzywda. Mimowolnemu skrzywdzeniu dziecka zapobiega szereg orzeczeń, o niezdolności do liczenia, poprawnego pisania i bieganie przez płotki. Ale nic to. To tylko w dzieciństwie, bo potem jako dorosły obywatel będzie już jak heros z Marvela.

Ostatecznie, po zakończeniu szkoły mamy wreszcie nowego soc... ups, nowego oświeconego człowieka, członka społeczeństwa złożonego z podobnych mu współobywateli.

Czego potrzebuje taki młody, wykształcony kowal własnego losu?

Przede wszystkim, potrzebuje niestety trzymania za rękę podczas każdej czynności i potrzebuje kontroli podczas każdej decyzji.

O tym, żeby się utrzymał z pracy najemnej próżno marzyć, musi wspierać się kredytem.

O tym, żeby zabezpieczył się przed wypadkami i chorobami i zgromadził na to środki też nie ma co liczyć. Od tego jest ZUS, NFZ i jeszcze jacyś inni mnodzy rzecznicy i państwowe struktury.

Nie będzie też zdolny zaplanować życia po zakończeniu aktywności zawodowej więc i to robi za niego państwo: decyduje do kiedy ma pracować i ile pieniędzy dostanie na starość.

Nie piszemy, żeby nie przedłużać, że ten obywatel jest przez całe życie obserwowany przez urzędniczą i państwową lupę:

- czy nosi kask w pracy?

- czy ma zapięte pasy, gaśnicę i apteczkę w aucie?

- czy ma kartę wędkarską, rowerową, kartę grzybiarza i pozwolenie na broń?

- czym pali i co pali w piecu, we własnych płucach, jakie lekarstwa może kupić i przyjmować.

- i tak dalej*.

Wszyscy są tego oczywiście na co dzień mniej lub bardziej świadomi.

Załóżmy nawet, że to jest dobre, że jest konieczne i nie da się inaczej.

Ale bądźmy też konsekwentni: nie twierdźmy jednocześnie z powyższym, że szkoły i uniwersytety uczą czegokolwiek poza mechanicznym lutowaniem śrubek i spamiętaniem prawobrzeżnych dopływów Jeniseju.

Jeżeli bowiem te wszystkie urzędy, kontrole, Ludowe Komisariaty, nakazy, zakazy i przepisy są niezbędne; to dowodzą niezbicie, że po szkołach człowiek nie staje się żadnym kowalem własnego losu tylko intelektualnym, funkcjonalnym i emocjonalnym kaleką którego krok tylko dzieli od statusu zwierząt trzymanych w ZOO.

PS. Manierę pisania "i tak dalej" zerżnąłem bezczelnie od Vonneguta ze Śniadania Mistrzów, ale nagły wyrzut sumienia skłonił mnie do napisania tego ps.


Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo