Aktualnie, pieniądze z podatków płyną od dołu do stolicy, gdzie są dzielone najpierw w ministerstwie finansów skąd w ramach budżetu państwa spływają poważnie okrojone na dół do samorządów. Z mojego doświadczenia w samorządzie terytorialnym wynika, że od ponad dwudziestu lat Rządy podrzucały różne tematy czytaj problemy, zapominając o pieniądzach dla samorządów. Doskonale pamiętam dyskusję o przejmowaniu oświaty przez gminy, podobne problemy są do dziś ze służbą zdrowia na poziomie powiatu czy też drogami. A co by było, gdybyśmy odwrócili „strumień” pieniędzy i wyszli z założenia, że samorząd terytorialny to podstawowa komórka społeczeństwa i zaczynając od gminy, powiatu i województwa pozostawiali należne im środki za pośrednictwem powiatowych urzędów skarbowych z PIT, CIT, VAT z ich terenu do wykorzystania na miejscu? To co pozostałoby z pieniędzy, trafiałoby do Ministerstwa Finansów. Co dzięki temu uzyskaliśmy, po pierwsze samorządy miałyby środki na swoją ustawową działalność. Każdy z nas mieszka w jakiejś gminie, powiecie i województwie, zatem samorządy miałyby pieniądze i skończyłoby się czekanie na „co łaska” od polityków. Po drugie, okrojone środki szybko wykażą, że wiele instytucji nie jest potrzebnych i mamy okrojoną zbędną administrację i lipne etaty dla polityków. Pieniądze przestałyby błądzić, a jednocześnie trafiałyby tu i teraz, do niezbędnych miejsc w samorządzie, który automatycznie zostałby wzmocniony. W myśl zasady, kto ma kasę ten ma władzę. A co z Warszawą i politykami? No cóż, podobno Rząd sam się potrafi wyżywić a dochody z ceł, akcyzy i resztówek z CIT i VAT powinny zostać zagospodarowane na niezbędne instytucje państwa. I jeszcze jedno, skoro "ciału bliższa jest koszula", wzrosłaby ranga samorządów a politycy w Sejmie i Senacie, zaczęliby robić to do czego są powołani czyli tworzenia prawa i kontroli władzy wykonawczej. I co na to moi czytelnicy?
156
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze