Czy gdybym pojechał do Doliny Raspudy, wdrapał sie na drzewa i powyciągał z gniazd jaja z nie wyklutymi jeszcze pisklętami, zacząłbym je rozbijać i wyrwać tym bezbronnym pisklakom skrzydełka, nóżki i miażdżył im główki, to czy to byłoby ok?
Czy może pisklaki są ważniejsze od maleńkich dzieci?
Ciekaw jestem, czy gdyby w Polsce uchwalono takie prawo, że wolno tak robić, ot tak po prostu na życzenie, bo np. wkurza mnie ptasi świergot, to czy UE też uznałaby że to jest w porządku, że jest to nowoczesne i postępowe?
Widzieliście kiedyś resztki z tego co zostaje po zabiegu aborcji?
Czy rzeczywiście to nie są dzieci?
Jeśli nie są to nóżki i rączki maleńkich dzieci, to czy to znaczy że mogę zabijać niewyklute jeszcze pisklęta?
P.S.
Proszę mi tylko nie pisać o 13-latce zgwałconej przez chorego na AIDS narkomana, bo prawo które lewica che zliberalizować ma dotyczyć wszystkich, a nie tylko ekstremalnych przypadków.


Komentarze
Pokaż komentarze (69)