88 obserwujących
541 notek
589k odsłon
1021 odsłon

Janusz Rak: Obniżanie wyższego

Wykop Skomentuj2

Janusz RakO proponowanych przez rząd zmianach w systemie szkolnictwa wyższego, sytuacji naukowców i przyszłości nauczania akademickiego rozmawiamy z dr. inż. Januszem Rakiem, prezesem Rady Szkolnictwa Wyższego i Nauki Związku Nauczycielstwa Polskiego.

***

W listopadzie mieliśmy pierwszą w dziejach Polski pikietę pracowników akademickich. Kilka dni później protestowali studenci. Co się dzieje ze szkolnictwem wyższym?

Janusz Rak: Głównym celem protestu pracowników nauki było zwrócenie uwagi opinii publicznej na problemy środowiska akademickiego, na istotne zaniedbania ze strony rządu i Sejmu, które nie finansują szkolnictwa wyższego i nauki w wystarczającym stopniu. Czarę goryczy przepełniła przygotowana nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, która narusza prawa pracownicze oraz stawia nierealne wymagania co do okresu robienia habilitacji. Pewne grupy zawodowe nauczycieli akademickich w szkolnictwie wyższym mają być zatrudniane na czas określony, dopóki nie zdobędą habilitacji. Łączy się to z wieloma utrudnieniami, takimi jak np. brak zdolności kredytowej. Kolejnym problemem, z jakim będą musieli borykać się akademicy, jest to, że mogą zostać zwolnieni z pracy na uczelni nawet po jednej negatywnej ocenie, bez szansy na poprawę swego dorobku naukowego (obecnie do zwolnienia konieczne są dwie). Oceny wystawiają komisje, ale kryteria nie zawsze są jasne, co daje sposobność rozgrywkom o charakterze personalnym. Ocenę negatywną można otrzymać za zbyt małe osiągnięcia naukowe lub dydaktyczne w ciągu roku, które mogą wynikać np. z przygotowywania dużej publikacji książkowej, co jest bardzo czasochłonne.

Co więcej, od kilku lat maleją nakłady na szkolnictwo wyższe. W 2005 r. były one na poziomie 0,99% PKB, a w roku 2010 spadły do 0,88% PKB. Pieniędzy z dotacji stacjonarnej starcza właściwie tylko na wynagrodzenia, ubożeje przez to wyposażenie i obniża się konkurencyjność szkolnictwa publicznego, nie mówiąc już o środkach na badania. Nakłady na badania i rozwój w Polsce stanowią zaledwie 0,64% PKB państwa, podczas gdy w krajach „starej” Unii jest to poziom 1,83%, a do końca 2020 r. ma on wynieść 3% – w ten sposób Unia Europejska pragnie odrobić dystans wobec Stanów Zjednoczonych oraz do gospodarczych potęg Azji Wschodniej. To część wyścigu cywilizacyjnego, w którym Europa nie może zostać w tyle. Obecnie polska nauka i szkolnictwo wyższe znajdują się w ogonie, jeśli chodzi o finansowanie. Skutkuje to relatywnie niskimi płacami oraz obniżeniem się statusu społecznego pracowników uczelni, którzy mają ograniczone możliwości rozwoju. Jest to szczególnie widoczne w naukach technicznych, które wymagają znacznie większej ilości środków na finansowanie badań, wyjazdów, materiałów i sprzętu.

Mówi się także o pogorszeniu statusu zawodowego nauczycieli akademickich.

J. R.: Dopiero niedawno wydano akty wykonawcze do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, uchwalonej pięć lat temu, a już teraz robi się gruntowną zmianę wielu zapisów. Pogorszy to stabilizację zawodową nauczycieli akademickich, szczególnie tych, którzy nie mają wysokiego stopnia naukowego – dotyczy to ograniczenia zatrudniania na podstawie mianowania w zasadzie tylko do grupy profesorów tytularnych. Nie będzie już tak, jak przed wojną, że akademik był urzędnikiem państwowym. Obecnie stajemy się zwykłymi pracownikami o uprawnieniach mocno ograniczonych paragrafami kodeksu pracy.

W krajach Unii Europejskiej nie ma tego typu rozwiązań w zakresie modelu kariery naukowej. Nie znam kraju, w którym byłby przymus robienia habilitacji. Do tej pory zapisy w statutach uczelni były o wiele bardziej elastyczne, co pozwalało pracownikom planować karierę i rozwój w różnym przedziale czasowym. Na uczelniach technicznych dochodzenie do habilitacji zajmowało średnio 15 lat. Natomiast rządowy projekt nowelizacji ustawy obliguje doktorów zatrudnionych na stanowisku adiunkta do zdobycia stopnia naukowego doktora habilitowanego w ciągu ośmiu lat. Ten wymóg ma obowiązywać również w stosunku do adiunktów już pracujących, którzy zostali zatrudnieni na innych zasadach, niż te zawarte w nowelizacji. Oznacza to, że w przypadku tej ustawy prawo działa wstecz, a ci, którzy nie zrealizują swoich planów naukowych w terminie 8 lat lub którym okres ten już upłynął, będą musieli odejść. Jest to naruszenie praw nabytych. Obligatoryjna habilitacja, przy skróceniu okresu jej realizacji do 8 lat, może w perspektywie zagrozić szkolnictwu wyższemu luką kadrową. Bo jeśli zwolni się tych doktorów, którzy nie zrobili habilitacji, to kto będzie kształcił studentów za 7-8 lat?

W szkolnictwie wyższym zmiany ustawowe robi się „w locie”, nie zapewniając gwarancji wzrostu wydatków na badania czy na dydaktykę, by pensje były godziwe i dawały życiową stabilizację. W perspektywie, życie młodych naukowców ma być wypełnione badaniami i dydaktyką, bez pozostawienia im czasu na sprawy prywatne. W innych krajach Unii Europejskiej doktoranci mają samodzielność badawczą, gwarantowaną tzw. Europejską Kartą Naukowca, dzięki czemu mogą skoncentrować się na robieniu konkretnych rzeczy, np. dla gospodarki, a nie na pisaniu kolejnych publikacji i zbieraniu niezbędnych do habilitacji „punkcików”. Przyczyniają się tym samym do rozwoju kraju, a nie wyłącznie do rozbudowywania swojego dorobku, niezbędnego do zdobycia kolejnego szczebla w karierze naukowej.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie