88 obserwujących
541 notek
592k odsłony
  279   0

Krzysztof Mroczkowski: Nowy Ład czy stary bezład?

Krzysztof MroczkowskiUlice Warszawy zapełniły się protestującymi związkowcami, wyrażającymi oburzenie wobec najnowszych zmian w prawie pracy. Oczywiście są to zmiany pogarszające pozycję zatrudnionych. Stanowisko związków jest zrozumiałe: mimo czarnej propagandy, przedstawiającej je jako szkodliwe, takie organizacje na całym świecie mają obowiązek bronić interesów pracowników najemnych. Warto się jednak przyjrzeć także argumentom oponentów (głównie pracodawców), twierdzących, że to sztywny czas pracy i przywileje związkowe stworzyły dużą część problemów z konkurencyjnością niektórych państw „starej” Europy. Jak jest naprawdę?

W niektórych krajach (np. Hiszpanii) prawne uregulowania zatrudnienia rzeczywiście były dość restrykcyjne, mocno chroniąc już zatrudnionych, przy równoczesnym przyzwoleniu na narastanie problemu bezrobocia. Jednak bliższe przyjrzenie się sprawie wskazuje, że myli się symptom ze źródłem problemu, bezrefleksyjnie promując uelastycznienie prawa pracy jako remedium. W istocie problem bezrobocia, praktycznie nie występujący w powojennym złotym ćwierćwieczu Europy, był efektem zadyszki konkurencyjnej, w którą zaczęły wpadać niektóre kraje w ostatnich dekadach ubiegłego wieku. Owa zadyszka z kolei jest w dużej mierze efektem wycofania się tych państw z dokonywania przemian strukturalnych, choćby w tak pośredni sposób jak poprzez wydatki badawczo-rozwojowe. Do tego dołączyło zjawisko globalizacji i wolnego handlu, wprowadzającego element presji „równania w dół” w kwestii kosztów pracy, często dokonując dużych strat w ważnych, lecz nie wytrzymujących światowej konkurencji sektorach gospodarek. To osuwanie się pozycji konkurencyjnej było (jak w Hiszpanii) często osładzane stabilnymi warunkami zatrudnienia.

Wielu zwolenników dalszej liberalizacji prawa pracy stwierdziłoby, że niezależnie od tego, co jest przyczyną, a co symptomem, w dzisiejszych warunkach uelastycznienie wpłynęłoby korzystnie na gospodarkę. Jednym z argumentów na poparcie tej tezy ma być rzekomo pozytywny wpływ deregulacji na zatrudnienie. Poparty jest on mocą wykresu popytu, podaży i płacy minimalnej, gdzie płaca minimalna (lub inne regulacje) niepotrzebnie skazuje część chcących pracować na gorszych warunkach na brak zatrudnienia. Ten prosty argument nie ma jednak oparcia w faktach, co zostało wykazane na ogromnej liczbie analiz (jeden z przykładów tutaj). Okazuje się, iż podwyżka płac nie ma statystycznie istotnego wpływu na poziom zatrudnienia.

Skoro jednak podwyżki płac nie mają wpływu na zatrudnienie, to czy nie jest tak, że ich efektem jest wyłącznie wyższa inflacja? A może faktycznie presja na obniżenie kosztów płacowych jest w dłuższej perspektywie finansowo korzystna? Nasze krajowe warunki dają pewne wskazówki co do odpowiedzi.

W Polsce zmagamy się z problemem bardzo dużej luki popytowej. To oznacza, że spora część różnicy między potencjalnym a rzeczywistym PKB wynika z braku efektywnego popytu. Upraszczając: dobra wiadomość jest taka, iż wzrost gospodarczy i poziom zatrudnienia w naszym kraju mogłyby się bardzo odczuwalnie polepszyć nawet bez czasochłonnych strukturalnych inwestycji technologicznych (chociaż to one w długim okresie są głównym motorem rozwoju). Niewykorzystanie dostępnego potencjału wytwórczego jest wynikiem słabej siły nabywczej, której znaczącą częścią składową jest kulejąca konsumpcja prywatna. Płytkie kieszenie Polaków oznaczają niską aktywność gospodarczą. Obniżanie kosztów płacowych w skali makro będzie więc wpływać niekorzystnie w mikroskali warzywniaka, punktu kserograficznego czy zakładu fryzjerskiego. Jak to ujął szef „Solidarności”: „Kto będzie kupował te wasze towary?”.

Tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli źródła rozumowania i oczekiwań niektórych organizacji przedsiębiorców. Dla większości przedsiębiorców jakiekolwiek pozytywne efekty elastyczności zatrudnienia oraz obniżki płac będą przeciwważone utratą siły nabywczej w gospodarce. Jednak część ekspertów liczy mimo to na sukces. Czyj sukces? Przede wszystkim eksporterów i spółek o dużych powiązaniach transgranicznych. Warto pamiętać, że eksport jest rzeczywiście bardzo istotny. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż firmy eksportujące to maleńki ułamek wszystkich polskich przedsiębiorstw. Jednak ich udział w krajowej gospodarce jest dość duży i ważny, są to bowiem często najbardziej konkurencyjne, najwydajniejsze jej części. Czy można zatem wzbogacić kraj w długim okresie czasu kosztem wyrzeczeń w standardzie życia? Ci, którzy są do tego przekonani, często powołują się na przykład Niemiec.

Choć w niemieckim przypadku zachwala się pozytywny wpływ zmniejszenia kosztów płacowych (będących spuścizną rządów G. Schrödera), to warto wyciągnąć z tego przykładu kilka nauk. Po pierwsze niemiecka gospodarka należy do, powiedzielibyśmy, innej kategorii wagowej. Jej siła nie opiera się na niskich kosztach pracy (Polska ma je niższe), ale na wciąż silnej przedneoliberalnej tradycji bazowania na nowoczesnej wytwórczości przemysłowej. Po drugie Niemcy korzystają na gigantycznych nierównościach płatniczych w strefie euro, gdzie wspólna waluta bardzo utrudniła odzyskanie konkurencyjności krajom Południa.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale