Prawda w winie, wina dajcie. Wino rozwiązuje język. Gdy nowy projekt ustawy trafia do Sejmu i dotyczy właśnie wina, zastanawiam się na ile rozwiąże język naszym posłom. Zwiększenie zakresu odmian winorośli, które uprawiane mogą być w Polsce, przy jednoczesnej wzmożonej kontroli każdej uprawy i dokumentów przy tym prowadzonych. Takie są główne założenia projektu w wielkim skrócie.
I bierze mnie na pewne refleksje z winem związane. Czy są jakieś szanse, że polskie wino stanie się produktem najwyżej klasy i jakości?
Lubię wino. Do smacznego obiadu, do miłego towarzystwa, do dobrej muzyki albo gdy po prostu mam ochotę. Jednak... z ręką na mym sercu, w którym krew burzy się często jak młode wino... nie spotkałem w żadnym sklepie (także specjalistycznym sklepie alkoholowym) dobrego polskiego wina, w Polsce wyprodukowanego, z polskich winogron, z polskie sadzonej winorośli. I jak to się stało? Owszem na wielu butelkach widnieje metka z oznaczeniem: rozlewano w Polsce... i tylko tyle.
Mam nadzieję, że polskie wino to nie to wino, które posiada egzotyczną nazwę i w smaku przypomina wypłuczyny ze źródła bijącego pod wysypiskiem śmieci w pobliżu zakładów siarkowych. Arizona, Komandos strong, Szatan de Jabol, Łzy sołtysa – yyyy to to jest?
Jakie więc konsekwencje może mieć projekt nowej ustawy, bo tak się zastanawiam, co się zmieni i czy na lepsze w kwestii wina?
Bo wykrzyczeć bym mógł spokojnie: pijcie wino, pijcie, pijcie wino.
23
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)