Ministerstwo zdrowia prowadzone przez panią Kopacz wpadło na pomysł, ażeby do obowiązkowych badań przeprowadzanych przy przyjęciu do pracy włączyć badanie cytologiczne i mammograficzne u płci pięknej. Zdaniem ministerstwa i lekarzy ma to być sposób na zmniejszenie umieralności wśród kobiet spowodowanej rakiem piersi i szyjki macicy. Nie ma co ukrywać, że w Polsce wskaźniki te są ciągle wysokie z powodu zbyt późnego zdiagnozowania choroby. Bo statystyki pokazują wyraźnie: na badania mammograficzne i cytologiczne zgłasza się do placówek służby zdrowia śmiesznie niska liczba kobiet... ale bardzo często za to okazuje się, że nie ma się z czego śmiać.
Ale co z tego, jak same kobiety nie są przekonane do takiego rozwiązania?
Feministki już głośno krzyczą i w sumie trochę racji wypada im przyznać.
(czyt. http://www.nasz-parlament.pl/goracy_temat?id=120)
Bo nie można przecież nikogo zmuszać, żeby robił sobie jakieś niekoniecznie przyjemne badania, których na własne życzenie robić nie chce. Ja myślę, że to taki trochę heroiczny sposób rozpropagowywania tego rodzaju badań. Zresztą, jak mówią zainteresowane obejmie on głównie tą grupę kobiet (do pracy przyjmuje się zwykle przede wszystkim kobiety młode), która akurat pozostaje najaktywniejszą pod względem udziału w samodiagnozowaniu. W zasadzie więc pomysł do tych kobiet, które najbardziej by tego potrzebowały w zasadzie nawet nie dotrze.
Myślę sobie, że przecież i w tej sytuacji nietrudno o złoty środek. Prócz badań obowiązkowych można przecież stworzyć kobietom możliwość poddania się dodatkowym, bezpłatnym badaniom mammograficznym i cytologicznym na własne życzenie, bez przymusu.
No i o co cały jest ambaras?
33
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)