Tak to widzę
"Badałeś i pieściłeś słowa jak poeta\ A z pism twoich ocalało jedno zdanie"
4 obserwujących
66 notek
54k odsłony
  1160   0

„Walek” partyzant niepokorny; historia nikomu nie znana

Ciemne karty historii

Tak ciekawy życiorys mógłby spokojnie posłużyć za scenariusz filmowy. Niestety Walenty Ponikowski w swojej biografii ma też epizody, które pozostają niewyjaśnione i do dziś wśród mieszkańców terenów, gdzie działali „Jędrusie” wywołują polemikę.

W 1942 roku zaistniało podejrzenie, że działalność partyzantów może być zagrożona wskutek współpracy pewnych osób z okupantem. Informacje te posiadał Ponikowski. Wedle jego późniejszych relacji, najważniejszym  czynnikiem pozostawał czas. I to właśnie ze względu na czas Ponikowski postanowił zlikwidować potencjalne zagrożenie, nie informując o tym dowództwa. Cała sytuacja była o tyle dramatyczna, że celem miała być osoba bardzo blisko spokrewniona z narzeczoną partyzanta. Nikt nie wie, co wydarzyło się felernego poranka. Od zabłąkanej kuli (rykoszet) zginęła narzeczona „Walka”. To wydarzenie położyło cień na obrazie Ponikowskiego, jako partyzanta i osoby o nieposzlakowanej opinii. Sam Walenty Ponikowski nigdy nie unikał odpowiedzialności za swój czyn. Stanął przed sądem partyzanckim. Sytuacja była o tyle niejednoznaczna, że Jasiński nie zdecydował się wydać wyroku na członka oddziału, ani wydalić „Walka” z oddziału za samowolny wyrok. Wyrok, jaki zapadł brzmiał: na każdą akcję „Walek” idzie, jako pierwszy. Zgodnie z wyrokiem, „Walek” brał czynny udział w każdej akcji zbrojnej. To dało początek sławie wśród mieszkańców okolicznych wiosek. Zaczęto mówić o odwadze i brawurze Ponikowskiego. Niemcy też to zauważyli, wystawiając za nim list gończy.


W lutym 1944 miał miejsce kolejny wypadek. Ponikowski zastrzelił bezbronnego mężczyznę. Sytuacja również pełna niedomówień, jak w 1942. Sam oskarżony tłumaczył się tym, ze usłyszał za plecami „Hönde hoch”, sadząc, że to niemiecki patrol, odwrócił się i  natychmiast strzelił. Jak się okazało był to niemądry i tragiczny w skutkach żart. Wiarę temu dali koledzy z oddziału, niestety wśród ludzi, którzy nie zapomnieli zdarzeń sprzed dwóch lat zaczęło panować przekonanie, że to o jeden zbieg okoliczności za dużo. Na partyzanta zaczęto mówić „krwawy Walek”. Opinie wśród ludzi zaczęły być mocno podzielone. Z jednej strony człowiek pogodny, towarzyski. Umiejący zabawić, pocieszyć, poprawić humor. Z drugiej strony, osoba bezwzględna, która bez wahania sięga po broń, nawet wtedy, gdy nie jest to konieczne. Nie wiadomo, jaki do końca był „Walek”.  Według relacji krewnych miał trudny charakter i raczej był bezkompromisowy, ale z drugiej strony niezłomny w swych zasadach, do końca pozostający przy swoim zdaniu.

Zachowała się relacja, mówiąca, jak „Walek” był ubezpieczeniem w orszaku weselnym Mariana Wiktorowskiego ps. „Marian”. Według wspomnień, to on jeden potrafił rozweselić nie do końca przekonaną do ślubu przyszłą teściową „Mariana”. Później, w kościele w Bogorii, podczas ceremonii razem z „Czereśnią” podjęli się ról ministrantów, zakładając komże na pełen rynsztunek.

     Kwaterą, gdzie „Jędrusie”  często bywali był dom Andrzeja Wieczorka „Chebonsa” we wsi Bukowa, gdzie partyzanci nocowali również u ludzi nie zaangażowanych w ruch oporu. Z tych terenów pochodzą relacje, które przedstawiają Walentego Ponikowskiego, jako osobę, której niewątpliwie trzeba było się bać, ale jednocześnie, jako osobę, na którą zawsze można było liczyć, która nie zostawiła w potrzebie nikogo. Mój dziadek, urodzony we wsi Bukowa „Walka” pamięta jako kilkunastoletni chłopak. – Pamiętam, jak z ojcem wróciliśmy z wywózki drzewa.  Pomagałem przy obrządku. Wywózka to była ciężka praca i dla ludzi i dla koni, tym bardziej, że  zima była wtedy sroga. Nie wiadomo skąd, przyszedł jakiś pan ubrany w płaszcz i każe ojcu zaprzęgać konia. Jakiś obcy to był, tych swoich, to się znało. Ojciec mu tłumaczy, że dopiero co wróciliśmy, trzeba te zwierzęta nakarmić i dać im odpocząć. Nieznajomy rozpiął płaszcz pokazał karabin i mówi „bez dyskusji”. Czmychnąłem do domu i mówię matce, co się dzieje. Akurat „Walek” u nas spał. Obudził się i pyta, co się dzieje. Kiedy mnie wysłuchał, wskoczył w buty i ruszył do stodoły. Ja za nim, ciekawy, co się będzie działo. Przed stodołą  przeładował pistolet i wszedł do środka. Jak tylko znalazł się w środku wziął nieznajomego na muszkę i mówi: „facet, co ty tu robisz, uciekaj stąd, młody jesteś, przejdziesz się, nic ci nie będzie”. Facet poszedł tak szybko i cicho, jak przyszedł.

Aresztowania

W okresie akcji „Burza” oddział „Jędrusiów” został kompanią 2pp Leg AK. Z Armią Krajową nawiązała kontakt radziecka czołówka pancerna walcząca o przyczółek sandomiersko baranowski. Do radzieckich wojsk pancernych mieli dołączyć spadochroniarze zrzuceni w tym regionie. Zadanie doprowadzenia spadochroniarzy do swoich dostał m.in. „Walek”. Kiedy partyzanci doprowadzili czerwonoarmistów do swoich, zostali rozbrojeni i związani. Uciec zdołali dzięki pomocy okolicznych mieszkańców. Dla wszystkich stało się jasne, że mimo odwrotu Niemców, dalej trzeba się ukrywać. Ci, którzy wierzyli w dobre chęci armii idącej ze wschodu, szybko zrozumieli swój błąd, kiedy zostali aresztowani przez NKWD. W sierpniu 1944 zostaje również aresztowany Ponikowski. Po aresztowaniu wywieziony do Niemiec. Stamtąd wraz z jeńcami niemieckim do Krakowa. Po kilku miesiącach przetransportowany do obozu jenieckiego w Rostowie nd. Donem. Z obozu udaje mu się uciec. Dociera niemal do tureckiej granicy, gdzie zostaje ujęty i z powrotem odesłany do obozu. Po raz kolejny okazja do ucieczki natrafia się podczas przetransportowania więźniów. W okolicach Przemyśla, Walenty Ponikowski ucieka z transportu. Tym razem nie zostaje złapany. Wraca w rodzinne strony i wciąż się ukrywa, gdyż cały czas jest poszukiwany przez nowe władze. Jest rok 1946. W końcu zostaje aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa (najprawdopodobniej został zadenuncjowany). Zostaje osadzony w siedzibie UB w Kielcach. Rozpoczyna się śledztwo i przesłuchania. Ponikowskiemu stawiany jest szereg zarzutów. Do najpoważniejszych należą: zabicie narzeczonej, udział w zbrojnej bandzie, nielegalne posiadanie broni oraz działalność przeciw państwu polskiemu i Związkowi Radzieckiemu. Podczas śledztwa partyzant przyznaje się i prosi o najwyższy wymiar kary. W sądzie odwołuje swoje zeznania, wyjaśniając, że były wymuszone torturami. Ostatecznie wyrok brzmiał: kara śmierci, zamieniony na wyrok piętnastu lat pozbawienia wolności. Karę odbywa w więzieniu w Rawiczu i w Strzelcach Opolskich. Po dziesięciu latach wychodzi warunkowo na wolność. Cały czas pod obserwacją odpowiednich służb, jako element wrogi nowo powstałemu państwu.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura