16 grudnia 1989 roku, chyba na ulicy Mazowieckiej w Warszawie zatrzymał mnie patrol. Nie będę opowiadał jak do tego doszło bo to obnaży moją nieodpowiedzialność a tego się wstydzę. Wspominam o tym aby legitymizować się jako "kombatant" To zatrzymanie skończyło się 1 miesięcznymi wakacjami na Kłobudzkiej (najpierw było kilka nocy na Waliców i Wilczej). Ale przyczyną wakacji było moje "nieodpowiedzialne zaangażowanie". Wcześniej byłem przewodniczącym strajku studentów na jednym z wydziałów UW. Okay. Mam nadzieję, że po tym wstępie nie na temat przeczytasz co dla ciebie napisałem.
Po dwudziestu latach nadszedł czas podsumowań. Dlaczego tak długo trzeba czekać aby lepiej zrozumieć zjawiska jakich byliśmy uczestnikami? Wspomniane przeze mnie moje zatrzymanie najlepiej świadczy dlaczego? Człowiek jest głupcem. I uczy się powoli. Zrozumieć siebie jest najtrudniej. Trzeba więc nabrać do siebie dystansu, a to można osiągnąć tylko patrząc na siebie krytycznie. Dramatyczne przedszkolne i szkolne bójki czy miłości dopiero po latach możemy ocenić obiektywnie.
Dopiero w XXI wieku, gdzieś w okolicach 2003 roku zrozumiałem co się działo dwadzieścia lat wcześniej. Zrozumiałem dlaczego film "strajk" tak bardzo oburza panią Walentynowicz, dlaczego państwo Gwiazdowie nie spotykają się z panem Wałęsą i dlaczego "Folwark zwierzęcy" Orwella powinien być elementarzem na politologii.
Solidarność? Zgadzam się Gwiazdami, że były dwie Solidarności. Prawdziwa i fałszywa. Solidarność 80 to był ruch przeciwko niesprawiedliwości społecznej. To nie był ruch przeciwko komunie albo prokapitalistyczny. To był ruch i protest przeciwko zakłamaniu, niesprawiedliwości. To był ruch za uruchomieniem możliwości narodu, który chciał żyć lepiej i inaczej niż proponowała to im dyktatura KC-proletariatu. Solidarność 89 to była grupa ludzi opozycji politycznej wytypowana przez komunistycznych reformatorów do rozmów o przekazaniu lub podzieleniu się władzą. w 89 roku nie chodziło o sprawiedliwość - chodziło o utrzymanie władzy. A władzy nie można było utrzymać bez podzielenia się nią.
Ponad 8 lat spędziłem w Skandynawii. Pozwólcie, że podzielę się pewną nauką. W Reykjaviku stoi pomnik konia. Nieduży ale z brązu. To jest hołd złożony zwierzęciu, które w czasach biednych pozwoliło utrzymać szybką łączność pocztową pomiędzy osiedlami rozrzuconymi wzdłuż wybrzeża. Ten naród byłych wikingów docenił głupiego konia. O ileż ważniejsi i bardziej godni uczczenia są bohaterowie-założyciele Wolnych Związków Zawodowych, którzy pozostali poza polityką bo albo polityka ich gorszy albo polityka gorszy się nimi. To oni są bohaterami walki o wolność. Jeżeli Naród chce zachować coś z idei solidarności- umiejętności społecznego zespolenia mimo różnic -musi coś zrobić dla zapamiętania pani Walentynowicz i innych. Powinien uczcić ich pomnikiem. To nie byli oszołomi jak przedstawia ich Wałęsa-uzurpator. To nie byli karierowicze w przeciwieństwie do Lecha Pazernego.
4 lipca nie jest zwycięstwem Wałęsy ani Rakowskiego. Jest zwycięstwem Narodu, który umiał wykorzystać małą furtkę aby wydostać się tamtędy na wolność. Ale wolność trzeba umieć spożytkować. Wolno mówić co się chce, ale nie wolno kłamać. Wolno robić co się chce, ale nie wolno kraść. Żebyśmy wiedzieli co w tej Krainie Wolności jest dobre a co złe postawcie założycielom Wolnych Związków Zawodowych z Gdańska pomnik - uczcijcie ich bo są tego godni.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)