Prószyński i S-ka Prószyński i S-ka
2925
BLOG

"TRAGARZE ŚMIERCI" 2. - "Carlos-Szakal"

Prószyński i S-ka Prószyński i S-ka Polityka Obserwuj notkę 18

„Carlos” korzystał ze Wschodniej Europy jak z dobrze zaopatrzonej spiżarni. W każdym kraju czekały na niego inne „atrakcje”. W Rumunii Nicolae Ceauşescu fundował mu wakacje nad Morzem Czarnym i szczodrze finansował usuwanie ze świata znienawidzonych przez narcystycznego dyktatora opozycjonistów. „Carlos” (ljicz Ramirez Sanchez) raz tylko za­wiódł swojego rumuńskiego mecenasa – nie zabił generała Iona Pacepy, najwyższego rangą oficera służb specjalnych, który prze­szedł na stronę Amerykanów. Jak się później okazało, „Carlos” nie kiwnął nawet palcem, aby spełnić obietnicę zabicia Pacepy. Dobrze wiedział, że w tym wypadku miałby przeciwko sobie potężną CIA. Wolał zabijać szarych dziennikarzy rumuńskiej sekcji Radia Wolna Europa, za którymi nikt nie stał. W Czechosłowacji „Carlos” był zaopatrywany w idealny do ter­rorystycznych celów semtex, materiał wybuchowy, który w XX wieku był praktycznie nie do wykrycia. Na Węgrzech korzystał z gościnności Jánosa Kádára. Relakso­wał się, odpoczywał i w spokoju planował kolejne operacje. Najbardziej upodobał sobie NRD i Berlin Wschodni. Lubił nie­miecką swobodę obyczajową i wysoki, jak na kraje komunistyczne, poziom życia. (…)

W Polsce, jak sam wspomina, wabiły go piękne dziewczęta oraz doskonała broń strzelecka, którą kupował w Warszawie od przed­stawicieli polskich służb specjalnych. Wytwarzane w Radomiu kałasznikowy uważane były za najlepsze w całym Układzie War­szawskim. Decydowała o tym znakomita jakość luf.  Ujawniony przez nas dokument MSW mówi o tym, że w 1981 roku „Carlos” przyjechał do Warszawy. Posługiwał się wtedy fał­szywym jemeńskim paszportem dyplomatycznym na nazwisko Haddad. Po co przyjechał do Polski?
Podejrzewaliśmy, że ta wizyta miała związek z przygotowaniami do akcji wysadzenia Radia Wolna Europa. PRL dysponował bowiem najlepszą i najbardziej rozbudowaną agenturą wewnątrz rozgłośni. Jak to jednak sprawdzić? Postanowiliśmy dotrzeć do autora notatki, kapitana Adama S.
 
Pewnego słotnego jesiennego dnia siedzieliśmy w przytulnej gospodzie pod Warszawą. W kominku wesoło trzaskały palące się polana, przed nami dymiły smakowicie pachnące misy z gulaszem. W pewnej chwili podszedł do nas krępy starszy mężczyzna o we­sołym, rumianym obliczu.
– Panowie chcieli mnie spotkać, więc jestem. – Uśmiechnął się i zamówił pięćdziesiątkę miodowej wódki.
Kapitan, a później pułkownik Adam S. jest dziś zamożnym czło­wiekiem. Ma kilka firm, jedna z nich działa nawet w Ameryce Południowej. Nie jest zdziwiony, że do niego trafiliśmy, wszak w SB uchodził za jednego z największych specjalistów od rozpoznania środowisk Arabów działających w Polsce.
– Tak, pamiętam „Carlosa” – odpowiada na nasze pytanie. Stara się jednak wysondować, ile wiemy. Nie mówi niczego więcej ponad to, co słyszeliśmy już wcześniej.
Gdy ujawniliśmy naszego dżokera, czyli notatkę o przyjeździe „Car­losa” do Warszawy w 1981 roku, nie drgnęła mu nawet powieka.
– Tak, pamiętam tę wizytę. Odbierałem go wtedy z lotniska na Okęciu. Zawieźliśmy go do „Victorii”, bo tam lubił mieszkać, gdy bywał w Warszawie – opowiada.
– Nie mieliśmy wątpliwości, że to Iljicz Ramirez Sanchez. Jak pił piwo, to potem zabraliśmy szklankę i zdjęliśmy odciski palców. Potem porównaliśmy je z wzorami, jakie przysłano nam z Węgier. To bez wątpienia był „Carlos” – wyjaśnia, słysząc nasze kolejne pytanie.
– Miał na sobie drogi garnitur, apaszkę i świetne buty. Takie buty musiały kosztować co najmniej czterysta dolarów – dodaje.
 
Z relacji Adama S. wynika, że w czasie pobytu w Polsce „Carlosa” nieprzerwanie inwigilowano, jego pokój w hotelu naładowany był sprzętem podsłuchowym, a rozmowy telefoniczne nagrywane.
– Po co przyjechał do Warszawy? – pytamy. Tym razem jednak Adam S. nie udziela jednoznacznej odpowie­dzi. Nic więcej nie udaje się wskórać. W czasie jednego z następnych spotkań Adam S. przyznał jed­nak, że PRL-owskie służby posiadały bardzo szczegółowy plan zabezpieczeń budynków Radia Wolna Europa w Monachium. S. sam widział dokumenty zdobyte przez agentów działających w RWE. Możemy więc przypuszczać, że „Carlos” przyjechał do Warsza­wy, aby dostać plany zabezpieczeń budynków radia. To znakomicie ułatwiło mu planowanie zamachu. Nie mamy bezpośredniego dowodu na to, że PRL-owskie służby maczały palce w zleconym przez Ceauşescu zamachu, ale wiele faktów, jak widać, wskazuje na udział polskich oficerów w tym akcie terroru. (…)
 
Witold Gadowski, Przemysław Wojciechowski „Tragarze śmierci”, fragment rozdziału „Rezerwat Szakala”
 
Dziś (18.09) o godz. 20.00 zamieścimy fragment wywiadu z samym „Carlosem-Szakalem”
 
Zapraszamy do lektury, zapraszamy do dyskusji. Najciekawsze komentarze będą nagradzane książką.

Informacja o książce:

http://www.proszynski.pl/Tragarze_smierci__Polskie_zwiazki_ze_swiatowym_terroryzmem-p-30352-.html

Prószyński i S-ka to marka jednego z największych wydawnictw książkowych w Polsce. Firma istnieje od 1990 roku. W 2008 roku wydawanie książek sygnowanych logo Prószyński i S-ka przejęła spółka Prószyński Media. Profil wydawnictwa obejmuje literaturę polską i światową, zarówno klasykę, jak i prozę współczesną, literaturę faktu i biografie, książki popularnonaukowe (m.in. seria „Na ścieżkach nauki”). Nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazały się m.in. dzieła zebrane Pawła Jasienicy i Melchiora Wańkowicza (ostatnio wznowiona została słynna „Karafka La Fontaine`a”, nazywana biblią dziennikarstwa), książki Jadwigi Staniszkis, Grzegorza W. Kołodki, Laurence’a Reesa, Guy Sormana, wywiady-rzeki m.in. ze Zbigniewem Religą (autorstwa Jana Osieckiego), książki Andrzeja Paczkowskiego „Trzy twarze Józefa Światły” i „Wojna polsko-jaruzelska”.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka