„Carlos” korzystał ze Wschodniej Europy jak z dobrze zaopatrzonej spiżarni. W każdym kraju czekały na niego inne „atrakcje”. W Rumunii Nicolae Ceauşescu fundował mu wakacje nad Morzem Czarnym i szczodrze finansował usuwanie ze świata znienawidzonych przez narcystycznego dyktatora opozycjonistów. „Carlos” (ljicz Ramirez Sanchez) raz tylko zawiódł swojego rumuńskiego mecenasa – nie zabił generała Iona Pacepy, najwyższego rangą oficera służb specjalnych, który przeszedł na stronę Amerykanów. Jak się później okazało, „Carlos” nie kiwnął nawet palcem, aby spełnić obietnicę zabicia Pacepy. Dobrze wiedział, że w tym wypadku miałby przeciwko sobie potężną CIA. Wolał zabijać szarych dziennikarzy rumuńskiej sekcji Radia Wolna Europa, za którymi nikt nie stał. W Czechosłowacji „Carlos” był zaopatrywany w idealny do terrorystycznych celów semtex, materiał wybuchowy, który w XX wieku był praktycznie nie do wykrycia. Na Węgrzech korzystał z gościnności Jánosa Kádára. Relaksował się, odpoczywał i w spokoju planował kolejne operacje. Najbardziej upodobał sobie NRD i Berlin Wschodni. Lubił niemiecką swobodę obyczajową i wysoki, jak na kraje komunistyczne, poziom życia. (…)
W Polsce, jak sam wspomina, wabiły go piękne dziewczęta oraz doskonała broń strzelecka, którą kupował w Warszawie od przedstawicieli polskich służb specjalnych. Wytwarzane w Radomiu kałasznikowy uważane były za najlepsze w całym Układzie Warszawskim. Decydowała o tym znakomita jakość luf. Ujawniony przez nas dokument MSW mówi o tym, że w 1981 roku „Carlos” przyjechał do Warszawy. Posługiwał się wtedy fałszywym jemeńskim paszportem dyplomatycznym na nazwisko Haddad. Po co przyjechał do Polski?
Podejrzewaliśmy, że ta wizyta miała związek z przygotowaniami do akcji wysadzenia Radia Wolna Europa. PRL dysponował bowiem najlepszą i najbardziej rozbudowaną agenturą wewnątrz rozgłośni. Jak to jednak sprawdzić? Postanowiliśmy dotrzeć do autora notatki, kapitana Adama S.
Pewnego słotnego jesiennego dnia siedzieliśmy w przytulnej gospodzie pod Warszawą. W kominku wesoło trzaskały palące się polana, przed nami dymiły smakowicie pachnące misy z gulaszem. W pewnej chwili podszedł do nas krępy starszy mężczyzna o wesołym, rumianym obliczu.
– Panowie chcieli mnie spotkać, więc jestem. – Uśmiechnął się i zamówił pięćdziesiątkę miodowej wódki.
Kapitan, a później pułkownik Adam S. jest dziś zamożnym człowiekiem. Ma kilka firm, jedna z nich działa nawet w Ameryce Południowej. Nie jest zdziwiony, że do niego trafiliśmy, wszak w SB uchodził za jednego z największych specjalistów od rozpoznania środowisk Arabów działających w Polsce.
– Tak, pamiętam „Carlosa” – odpowiada na nasze pytanie. Stara się jednak wysondować, ile wiemy. Nie mówi niczego więcej ponad to, co słyszeliśmy już wcześniej.
Gdy ujawniliśmy naszego dżokera, czyli notatkę o przyjeździe „Carlosa” do Warszawy w 1981 roku, nie drgnęła mu nawet powieka.
– Tak, pamiętam tę wizytę. Odbierałem go wtedy z lotniska na Okęciu. Zawieźliśmy go do „Victorii”, bo tam lubił mieszkać, gdy bywał w Warszawie – opowiada.
– Nie mieliśmy wątpliwości, że to Iljicz Ramirez Sanchez. Jak pił piwo, to potem zabraliśmy szklankę i zdjęliśmy odciski palców. Potem porównaliśmy je z wzorami, jakie przysłano nam z Węgier. To bez wątpienia był „Carlos” – wyjaśnia, słysząc nasze kolejne pytanie.
– Miał na sobie drogi garnitur, apaszkę i świetne buty. Takie buty musiały kosztować co najmniej czterysta dolarów – dodaje.
Z relacji Adama S. wynika, że w czasie pobytu w Polsce „Carlosa” nieprzerwanie inwigilowano, jego pokój w hotelu naładowany był sprzętem podsłuchowym, a rozmowy telefoniczne nagrywane.
– Po co przyjechał do Warszawy? – pytamy. Tym razem jednak Adam S. nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Nic więcej nie udaje się wskórać. W czasie jednego z następnych spotkań Adam S. przyznał jednak, że PRL-owskie służby posiadały bardzo szczegółowy plan zabezpieczeń budynków Radia Wolna Europa w Monachium. S. sam widział dokumenty zdobyte przez agentów działających w RWE. Możemy więc przypuszczać, że „Carlos” przyjechał do Warszawy, aby dostać plany zabezpieczeń budynków radia. To znakomicie ułatwiło mu planowanie zamachu. Nie mamy bezpośredniego dowodu na to, że PRL-owskie służby maczały palce w zleconym przez Ceauşescu zamachu, ale wiele faktów, jak widać, wskazuje na udział polskich oficerów w tym akcie terroru. (…)
Witold Gadowski, Przemysław Wojciechowski „Tragarze śmierci”, fragment rozdziału „Rezerwat Szakala”
Dziś (18.09) o godz. 20.00 zamieścimy fragment wywiadu z samym „Carlosem-Szakalem”
Zapraszamy do lektury, zapraszamy do dyskusji. Najciekawsze komentarze będą nagradzane książką.
Informacja o książce:
http://www.proszynski.pl/Tragarze_smierci__Polskie_zwiazki_ze_swiatowym_terroryzmem-p-30352-.html
Komentarze
Pokaż komentarze (18)