Z Iljiczem Ramirezem Sanchezem „Carlosem-Szakalem” rozmawiają Witold Gadowski i Przemysław Wojciechowski:
Rozmawiamy z „Carlosem”?
Jeśli chcecie mnie tak nazywać, to dobrze. Tak, rozmawiacie z „Carlosem”.
Był pan kiedykolwiek z Polsce?
Och, pewnie. Bywałem regularnie w Polsce, a raczej przejeżdżałem przez Polskę pociągiem, kiedy podróżowałem z Berlina do Moskwy. Było to w czasach, gdy studiowałem w Moskwie na Uniwersytecie imienia Lumumby. Czasem nawet zatrzymywałem się w Polsce na kilka dni.
Co pan robił w Polsce?
Raz byłem na międzynarodowym kongresie studentów, a poza tym to były pobyty osobiste. Poznałem kilka interesujących dziewcząt. Nic politycznego. Chociaż nie… Przypominam sobie pewien epizod. Kiedy zacząłem studiować na Uniwersytecie Lumumby, byłem w kontakcie z Wenezuelską Ligą Komunistyczną. Zostałem więc kilka razy w Polsce, aby przeprowadzić rozmowy z wenezuelskimi studentami uczącymi się w waszym kraju. Za swojego wodza my, komuniści, uważaliśmy wtedy wenezuelskiego partyzanta Douglasa Bravo. Chcieliśmy od słów przejść do realnej walki.
To było w czasie studiów, a potem, gdy był pan już poszukiwanym terrorystą, przyjeżdżał pan do Polski?
Protestuję. Ja nigdy nie byłem terrorystą! A w Polsce byłem jeszcze chyba tylko jeden raz, w 1986 roku. To było tylko kilka dni. Wtedy na Okęciu zdarzyła mi się zabawna historia. Zaczepił mnie jakiś facet z ochrony i stwierdził, że nie ma pozwolenia Moskwy, abym wysiadł w Warszawie. Mówił do mnie po rosyjsku. Wyleciałem więc jak najszybciej lotem do Moskwy. Do 1986 roku nie bywałem w Warszawie, bo mnie tam nie chcieli.
Dlaczego?
To byli słudzy Jurija Andropowa. Ludzie wypełniający rozkazy KGB, szkodzący idei komunistycznej. Byłem dla nich zbyt radykalny, więc nie wpuszczali mnie, podczas gdy moi towarzysze mogli swobodnie się poruszać po całej Europie Wschodniej. To była robota Jurija Andropowa, jednego z najsilniejszych ludzi w Moskwie. Jako pierwszy sekretarz nie pożył już zbyt długo, wcześniej jednak odcisnął swoje piętno na obozie socjalistycznym. Andropow był człowiekiem Berii, tylko wszyscy o tym zapomnieli. Kiedy był ambasadorem na Węgrzech, nie chciał popierać dobrych komunistów z frakcji Jánosa Kádára. Na dodatek Andropow był pochodzenia żydowskiego. Miał silną niechęć do Arabów i chyba podświadomie sprzyjał syjonistom. We wczesnych latach siedemdziesiątych Biuro Polityczne sowieckiej partii komunistycznej – KPZR – zdecydowało się na współpracę z Palestyńczykami, w tym także z Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny. Arabscy wojownicy mieli więc ciche wsparcie Sowietów przy swoich akcjach, nawet przy porwaniach samolotów. Raz uprowadzono samolot z amerykańskim generałem i jego adiutantem na pokładzie. Mieli ze sobą plany manewrów wojsk NATO, chyba w basenie Morza Śródziemnego, te plany wpadły w ręce ludzi LFWP. Arabowie byli lojalni i przekazali tajne plany Moskwie. Taka to była współpraca. Być może właśnie ten przypadek zadecydował, że sowieckie politbiuro uznało LFWP za partnera. Ze strony KGB umowy podpisywał Jurij Andropow. Na jednej stronie jest jego podpis i podpis Wadiego Haddada, jednego z założycieli LFWP i szefa operacji zagranicznych ruchu. Przez wiele lat Haddad był też moim szefem. Można było więc przypuszczać, że LFWP może liczyć na poparcie i współpracę ze strony KGB. W praktyce było jednak zupełnie inaczej. Jako pomoc przysyłali nam to, czego nie potrzebowaliśmy, a jeśli chcieliśmy od nich kupić broń, to mnożyli biurokratyczne trudności. Transporty broniprzesyłali nam w łodziach rybackich, przez co takie operacje stawały się dla nas bardzo niebezpieczne.
Wiemy, że kupował pan broń także bezpośrednio w Polsce.
To już zupełnie inna historia. To były oficjalne interesy i legalne operacje. LFWP mógł kupować broń, skąd tylko chciał. Polska broń najpierw była jednak kupowana przez centralną radę organizacji Fatah. Dużą rolę odgrywał przy tym towarzysz Abu Daud – Mohammad Daud Oudeh. Kupioną w Polsce broń Daud przesyłał do dyspozycji Fatah. Kupował małe pistolety maszynowe, zwykłe pistolety. Nie były jednak zbyt dobre. Nie lubiłem ich.
„Tragarze śmierci”, fragment rozdziału „Rezerwat Szakala”
Komentarze
Pokaż komentarze (5)