Ludzie płakali. Łzy ciekły po policzkach młodych dziewcząt i wyglądających na twardzieli mężczyzn. Płakali też policjanci. Obok berlińskiej Deutsche Oper płynęły strugi wody. Stężenie gazu łzawiącego było tak silne, że nikt nie pozostawał na to obojętny. Ludzie ryczeli jak na „Przeminęło z wiatrem”.
Wokół trwały walki policji z długowłosymi młodzianami. Manifestacja powoli jednak dogasała. Policja zapanowała nad zamieszkami, jakie wybuchły w czasie wizyty szacha Iranu Mohammada Rezy Pahlawiego. W bramie naprzeciwko opery schroniło się kilkudziesięciu studentów. Wykrzykiwali antyfaszystowskie hasła i coraz bardziej niemrawo przepychali się z policją. Młodzi ludzie byli zmęczeni, emocje pierwszego dnia zadymy powoli opadały. W pewnej chwili od grupki studentów oderwał się szczupły chłopak. Podbiegł do niego wyglądający na tajniaka cywil. Chwilę o czymś gwałtownie dyskutowali. Student gestykulował. Naraz tajniak wydobył spod płaszcza pistolet i z odległości dwóch metrów wycelował w głowę studenta. Padł strzał. Oczom oniemiałych ludzi ukazał się widok człowieka padającego bezwładnie na bruk. Nazajutrz w nagłówkach gazet ukazała się informacja, że przebrany za cywila funkcjonariusz policji Kurras zabił studenta Benna Ohnesorga…
***
Każde archiwum ma inny zapach, zapewne wynika to z różnych tajemnic, jakie schroniły się na archiwalnych półkach. Można zaryzykować twierdzenie, że każda tajemnica inaczej pachnie.Istnieją ponoć także ludzie, którzy potrafią bezbłędnie wyczuć, gdzie znajduje się najbardziej skrywana tajemnica. (…) Kiedy zjawiliśmy się w archiwach dawnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – MfS zapomnianego już dziś państwa NRD, poczuliśmy się na moment jak prawdziwe „archiwalne szczury”. Ze wszystkich stron dobiegały smakowite zapachy nierozwiązanych jeszcze zagadek. (…)
Intuicyjnie czuliśmy, że współpraca najbardziej krwawej grupy terrorystycznej w Europie – zachodnioniemieckiej RAF, Frakcji Czerwonej Armii – z polską bezpieką jest najbardziej „gorącym kartoflem” z przeszłości. Wszyscy oficerowie, z którymi rozmawialiśmy, z wielkim zaangażowaniem się tego wypierali. To zaangażowanie wydało się nam podejrzane. Z zapału, z jakim przekonywali nas, że nic takiego nie miało miejsca, wywnioskowaliśmy, że układy pomiędzy SB i RAF musiały istnieć! Dziś w Polsce pewnie mało kogo to obejdzie, ale jeśli uda nam się udowodnić taki fakt, to po pierwsze trzeba będzie zmienić podręczniki historii, a po drugie zostanie stworzona możliwość oskarżenia władz PRL o wspieranie terroryzmu, a tym zajmują się międzynarodowe trybunały! Coraz więcej poszlak i mglisty, ale coraz bardziej konkretny obraz, jaki się z nich wyłaniał, przygnał nas do dawnej siedziby Stasi w Berlinie.
Wszechwiedząca NRD-owska bezpieka, której oczkiem w głowie była występująca przeciwko porządkowi społecznemu w RFN Rote Armee Fraktion, musiała wiedzieć o kontaktach terrorystów z polskimi służbami. A jeśli wiedziała lub współpracowała z PRL-owską bezpieką, to w pedantycznie prowadzonym archiwum wschodnioniemieckiej służby musiał zachować się jakiś ślad tego… Dokumenty bezpieki są jak linie papilarne – nigdy do końca nie znikają.
„Tragarze śmierci”, fragment rozdziału "Dzika Banda", dziś (25.09) o 20.00 ciąg dalszy.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)