55 obserwujących
25 notek
227k odsłon
151 odsłon

Co z tym zrobić, czyli dylemat, albo analiza sytuacji

Wykop Skomentuj3


ZAGAJENIE

Tytułowy dylemat jest rezultatem niedawnej zabawy w nagranie oraz opublikowanie wersji audio kilku moich dawnych tekstów blogowych. I tak przy tej okazji powróciło do mnie wspomnienie bardzo dawnego i bardzo krótkiego spotkania z pewną Amerykanką w londyńskim młodzieżowym schronisku, kiedy obie miałyśmy po dwadzieścia parę lat, a na której list wtedy nie odpowiedziałam, i przez co pewnie zapamiętałam ją na tak długo. Parę dni temu - po wielu latach od ostatniej takiej próby - raz jeszcze spróbowałam i chyba udało się: odnalazłam w internecie Vivienne! Tę właściwą! No i pojawia się pytanie: co teraz z tym zrobić?


ZARYS

Sądzę, że gdybyśmy kiedyś dawno temu podjęły korespondencję, nasza znajomość mogłaby dość szybko zakończyć się. Sporo nas łączy, na przykład otwartość na nowe doświadczenia, kontaktowość i komunikatywność, oraz jak sądzę spory dystans do siebie samej, ale też sporo dzieli, co prawie pół wieku temu przeczuwałam, a teraz mogłam potwierdzić, kiedy postanowiłam raz jeszcze, po 20 latach od poprzedniej próby, odnaleźć jakiś jej ślad w internecie, tym razem z o wiele lepszym skutkiem niż poprzednio [Vivienne].

Jedyna wyszukana informacja, która nie zgadzałaby się z tym, co zapamiętałam sprzed 43 lat, to miejsce urodzenia Vivienne podane przy jej nazwisku na jednej z angielskojęzycznych stron poświęconych prezentowaniu i recenzowaniu publikacji książkowych. Vivienne bowiem w ostatnich 12 latach opublikowała 3 niebeletrystyczne książki, przez siebie samą ilustrowane, które spotkały się ze sporym zainteresowaniem i dobrym przyjęciem.

Jak wynika z kilku opublikowanych w internecie wywiadów z nią, w tym dwóch jej wypowiedzi zamieszczonych na youtube, zaczęła pisać wtedy, kiedy po kilkudziesięciu latach najpierw samotnego - a potem z mężem - wędrowania po świecie, podczas którego odwiedziła kilkadziesiąt krajów oraz miała ponad dwadzieścia adresów zamieszkania i wykonywała całe mrowie różnych prac zarobkowych, postanowiła wraz z małżonkiem osiąść na stałe w rodzimej Ameryce Stanów Zjednoczonych.


ZAŁOŻENIA

1. W wywiadach Vivienne deklaruje, że nie jest osobą sentymentalną (podobnie ją wtedy, w 1977 roku, odbierałam), ale że swoje pierwsze zagraniczne podróże, właśnie do Londynu w latach 1970-tych wspomina z sentymentem.

2. Zakładam więc, szczególnie że od lat prowadzi pamiętniki ze swoich podróży, że może pamiętać tamtą dziewczynę zza komunistycznej Żelaznej Kurtyny, która przez 3 noce dzieliła z nią piętrowe łóżko w schronisku, i z którą przegadała sporo czasu, a która potem nie odpisała na jej list pozostawiony w recepcji pewnego londyńskiego hotelu.

3. Zakładam również, że mogła w swoim pamiętniku zapisać moje imię i nazwisko, które obecnie - podobnie jak jej - nie tylko z wieloma informacjami o mnie, ale też z adresem i telefonem, mogłaby z łatwością wyszukać w internecie, gdyby na fali wspomnień chciała się ze mną skontaktować.

4. Korci mnie jednak, żeby wpisać komentarz na jej blogu, który, jak widzę bardzo regularnie prowadzi od ponad 10 lat, i przypomnieć się. Ale: czy i jaki, poza sentymentalnym, może być sens takiego kroku? Życie pokazało mi wielokrotnie, że kontaktów, które z tych lub innych powodów zostały w przeszłości przerwane, nie da się odnowić w teraźniejszości w sposób głębszy, wychodzący poza kilka wspólnych nostalgicznych wspomnień.

5. Precyzyjnie rzecz ujmując, mój ówczesny kontakt z Vivienne nie tyle został zerwany, co niepodjęty przeze mnie, czego powody podałam we wcześniej wspomnianej notce z roku 2010. Jednak w odróżnieniu od Vivienne, nie powiem o sobie, że nie jestem sentymentalna. Więc teraz ze wzruszeniem patrzę na nią, czytam ją i jej słucham - For the sake of auld lang syne.


ZAMKNIĘCIE

Widzę, że każda z nas swoje życie opisuje podobnie - w miniaturach. Jednak ja w swoich publikowanych na blogu opowiastkach piszę głównie o ludziach i Bogu. Ona natomiast – o miejscach, przedmiotach i zwierzętach. Ja na swoim blogu obecnie walczę o głosy wyborców dla PiS/Kaczyńskiego, ona – tak jak poza internetem kiedyś przed laty – teraz bardzo ostro walczy w internecie, na swoim blogu, o głosy dla Demokratów/Bidena, a ewentualną wiedzę o ojczyźnie kiedyś spotkanej dziewczyny zza Żelaznej Kurtyny spija teraz zapewne z ust Anne Applebaum. O czym więc miałybyśmy rozmawiać, poza kilkoma grzecznościowymi nostalgicznymi wspomnieniami? A więc: czy warto?


For the sake of auld lang syne:




.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości