0 obserwujących
83 notki
40k odsłon
  3114   0

Szatkowski: Polska na strategicznym rozdrożu

http://www.wykop.pl/ramka/289850/bruksela-moskwa/
http://www.wykop.pl/ramka/289850/bruksela-moskwa/
Przez dwie dekady zasadniczym punktem odniesienia naszej polityki bezpieczeństwa było członkostwo w NATO i w Unii Europejskiej. Obecnie sytuacja zmusza nas do bardziej samodzielnego i kreatywnego definiowania celów i instrumentów w tej sferze. Stawką jest bezpieczeństwo nie tylko naszego kraju, ale i reszty naszego regionu, oraz przyszłość więzi transatlantyckich.
 
O zmianie amerykańskiej polityki obronnej pisałem już w artykule „Militarne strategie Chin i USA” („Nasz Dziennik”, 2 marca br.). Składa się na nią nie tylko redukcja wydatków, ale i zmiana jej celów. Same cięcia, według obecnych zamierzeń, obejmujące w ujęciu rocznym 6-7 proc. obecnej wysokości budżetu Pentagonu, nie uzasadniają wiązanych z nimi zmian strategicznych. Wydatki obronne (uwzględniając inflację) wciąż będą wyższe niż przed „wojną z terrorem”, a przecież zbiegną się także z redukcją olbrzymich wydatków na misję afgańską. Pomimo to następuje jednak redukcja „poziomu ambicji” amerykańskiej polityki obronnej. Dotychczasowy dogmat gotowości wygrania dwóch równoległych dużych wojen zostaje zastąpiony dążeniem do wygrania jednej dużej wojny wraz z towarzyszącą jej zdolnością do (jedynie) utrzymania zadań defensywnych w drugim, równoległym konflikcie. Taka konsekwencja wiąże się najwyraźniej ze wzrostem potencjału ewentualnych dużych przeciwników. Na potencjalnej liście jest ich wielu, m.in. Iran czy Rosja, ale głównym z nich staje się Państwo Środka, które według estymacji „The Economist” w perspektywie dwóch dekad może stać się liderem światowych wydatków obronnych, a już obecnie jego potęga blokuje swobodę działania amerykańskiej marynarki w kluczowym rejonie wybrzeża Azji Południowo-Wschodniej. Wycofanie dwóch brygadowych zespołów bojowych z Europy, udział „z tylnego siedzenia” w operacji w Libii oraz przecieki dotyczące planów obrony dla wschodniej flanki NATO wzbudzają uzasadniony niepokój, iż Europa może stać się tym drugorzędnym, defensywnym kierunkiem strategicznym.
 
Erozja bezpieczeństwa w Europie
 
Eksperci zwracają uwagę, że w związku z ważnym przewartościowaniem w amerykańskiej polityce obronnej musimy znaleźć nowy sposób na naszą wartość w relacjach z naszym największym sojusznikiem. Profesor Andrew Michta, szef warszawskiego oddziału German Marshall Fund, podkreśla, że Polska powinna podjąć aktywną rolę w europejskich i regionalnych wymiarach współpracy obronnej. Powinna też uczynić swoje siły zbrojne bardziej pożądanym partnerem dla Stanów Zjednoczonych.
 
Złożoność niepokojących czynników w naszym otoczeniu bezpieczeństwa utrudnia jednak znalezienie łatwej recepty na to wyzwanie. Do transatlantyckich aspektów zmiany naszego otoczenia bezpieczeństwa dochodzą bowiem dwa kolejne niepokojące sygnały. Pierwszym z nich jest fiasko nadziei na budowę naszej „drugiej polisy bezpieczeństwa” w ramach europejskiej polityki obronnej. Państwa Unii nie zgodziły się na konkretyzację w trakcie polskiej prezydencji zawartej w traktacie lizbońskim dość mgławicowej klauzuli o wzajemnej pomocy. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest także brak zgody wszystkich państw członkowskich Unii dla budowy niezależnego od NATO zaplecza dowódczego dla jej operacji wojskowych. To, że Unia nie stanie się dla nas drugą polisą bezpieczeństwa, nie powinno jednak dziwić, jeśli pamiętamy, że na jej forum dają o sobie znać istotne, nie mitygowane obecnością „wujka zza oceanu” różnice w postrzeganiu zagrożeń i interesów. Jaskrawym przykładem może być sytuacja, w której czołowe potęgi Unii pomagają sąsiedniemu niedemokratycznemu mocarstwu w uzyskaniu zdolności do szantażu energetycznego innych członków. Jednocześnie sprzedają temu samemu mocarstwu technologie oraz know-how umożliwiające odrodzenie jego coraz agresywniejszej potęgi militarnej. Co więcej, upatrywanie użytecznych sojuszników nawet wśród naszych największych zachodnich sąsiadów ma malejący sens w związku z postępującą redukcją ich potencjału militarnego. Państwa te uczyniły swoje budżety obronne opcją pierwszego wyboru wobec konieczności zaciskania pasa. W efekcie nawet Niemcy dysponują dziś mniejszą liczbą czołgów w linii niż Polska.
 
Drugi z czynników wiąże się właśnie ze wspomnianym wzrostem potęgi wschodniego sąsiada. Przejawem powrotu do potęgi Rosji jest nie tylko rytualne straszenie nas rozmieszczeniem rakiet taktycznych w okolicy Kaliningradu. W ostatnim czasie w wyniku kontynuowanego wzrostu wydatków i wysiłku reformatorskiego dochodzi do znacznego wzrost gotowości bojowej jednostek (zarówno w zakresie wyposażenia technicznego, jak i wyszkolenia), w tym przede wszystkim w sąsiadującym z nami Zachodnim Okręgu Wojskowym. Ewoluuje także rosyjska strategia obronna, która całkiem oficjalnie zakłada większą elastyczność użycia siły militarnej. Ten stan rzeczy jest od dłuższego czasu nazywany po imieniu nie tylko przez niektórych amerykańskich czy brytyjskich analityków, ale i przez nasz rodzimy, niewątpliwie profesjonalny Ośrodek Studiów Wschodnich.
Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale